Donosiciel #44

Czas leci!

Czas leci jak szalony – tak szybko, że w zeszłym tygodniu nawet Donosiciel się nie wyrobił i trafia w Wasze ręce dopiero dziś. Każdemu z nas się to jednak od czasu do czasu zdarza, prawda? Jedni się notorycznie spóźniają, inni są zawsze punktualni, a czasami tracimy poczucie czasu – szczególnie, gdy spędzamy go w miłym towarzystwie i w miłych okolicznościach. To co, który przypadek Was dotyczy?

Szepczący Las

Ruani spieszyła się by wykonać zlecenie. Opuściła mury miasta i udała się w las, by wyeliminować Corę – nordyjkę podróżująca w karawanie kupieckiej. W towarzystwie opryskliwego krasnoluda z wiecznie kwaśną miną, drugiego mało charyzmatycznego, ale kochanego i nieokrzesanej driady Sarú. Zresztą to ona ją w końcu znalazła i wyciągnęła zza krzaków przynosząc do obozowiska. Ku wielkiemu zdziwieniu zabójczyni, krasnoludy dały jej koc i wodę… opowiedziała im co prawda poruszającą historyjkę, ale nie spodziewała się, że naprawdę zostanie tak ciepło przyjęta! Nie przez wszystkich co prawda, bo Corze wcale nie podobała się obecność młodziutkiej, pięknej dziewczyny w obozie, ale… oto mamy dowód na to, że bycie bezinteresownym się jednak czasami opłaca! Zaskoczona życzliwością brodaczy najemniczka, następnego dnia opuszcza grupę, postanawiając jednak zmienić cel i znaleźć dla siebie jakieś inne zlecenie. Kto by pomyślał, że krasnoludy w taki sposób mogą się przydać drużynie?”

~ KiS(s)

Warownia Nandan-Ther

Kotołaczka zawsze należała do osób punktualnych – a przekonać się o tym będzie mogła Melodia, która jakimś cudem została przez nią zaproszona do domu! W mieście! Jednak do samych bram nie spieszyło im się zanadto. Ot, tak jak dwóm marznącym dziewczętom, które po drodze nieco się zapoznają, trochę sobie gawędzą… jedna nie wie co najlepszego wyrabia i w co się pakuje, biorąc pod skrzydła jelonkę, a druga nigdy jeszcze nie odwiedzała tak wielkiego miasta i pełna jest entuzjazmu. Och i jeszcze jest pegazica! Razem – Melodia, Rosa i kopytna Niebieska – stanowią całkiem barwną ekipę. Nic dziwnego, że wartownik zatrzymuje je i pyta Rosę kogo przyprowadziła…”

~ KiS(s)

Jadeitowe Wybrzeże

“Już było nieźle. Ustabilizowali stan dziwnie zachowującej się demonicy Ziharri. Poszli coś zjeść. Niemal się zapoznali. Momo liczył na to, że oto pochwycił w swe metaforyczne szpony stworzenie niezwykłe, egzemplarz być może jedyny – i teraz mu już rogata nie umknie. Jego rodzeństwo mogło dookoła niej skakać, ugłaskiwać ją i omamiać przyjaźniami, ale on miał swój plan. Plan, który się ślicznie posypał. Były (i obecny w zasadzie) właściciel przemienionej upomniał się o nią, jeszcze nim dostali posiłek i kiedy właśnie Nutria wesoło ich przedstawiała, rogata zniknęła. Elf widząc co się dzieje i z jakimi prawami mają do czynienia z miejsca jakby się poddał. Ale będzie jeszcze kombinować jak tu ugrać coś dla siebie i akademii. Tymczasem do stołu rodzeństwa, w miejsce Ziharri, bez pytania, za to gataliwie przysiada się Desta – młoda machinka, która swoją osobowością niemalże topi przyciężką atmosferę. Miało być tajemniczo, naukowo i mistycznie? Nie! Najedzmy się i pogadajmy! A co dalej? Kto by się tym przejmował!”

~ KiS(s)

Jezioro Cara

“Przemówił jej do rozsądku, przynajmniej tymczasowo, bo przecież Eldrizze powiedziała, że skończy z nim, gdy tylko uzna, że tylko zmarnował jej czas. Salazar zgodził się na to, a później zaprowadził mroczną elfkę w miejsce, w którym mogliby porozmawiać. Drogę pokonali konno, ale ostatecznie znaleźli się w karczmie, gdzie elf znalazł im odpowiedni stolik. Co prawda, przy wejściu spotkali się z podejrzliwymi spojrzeniami, jednak żadne z nich się tym nie przejęło. Salazar był gotowy na pytania, dlatego też powiedział Eldrizze, że może zapytać go o to, co chciałaby wiedzieć, a ona wykorzystała to i zadała swoje pytanie, które na pewno nie będzie ostatnim, jakie będzie skierowane w jego stronę.”

~ Samiel

Hrabstwo Ascant-Flove

Vincent w nawale nowych obowiązków musiał zorientować się w końcu, że duże, rodzinne śniadania są teraz jednym z nich. Ale to jedno było nieco inne niż poprzednie. Zaproszony bowiem został na nie Mikael (przyjaciel Vinny’ego, ale i zarządca – więc służba) oraz wampiryczny gość Creighton, który w jadalni pojawił się jako pierwszy. Ale to nie ci dwaj byli gwiazdami poranka – to bowiem zaszczytne(?) miano zawłaszczyła sobie pewna urodziwa rzemieślniczka, która w przeciwieństwie do zasiadających przy stole, na nogach była już od świtu. Tak, pokusa Ogana weszła na salony! Jako pracownica, ale zawsze! I czy nie osiągnęła sukcesu? Vinny postanowił tolerować ją mimo rasy, Mikael jej nie wyrzucił, a śniadający pochwalili jej pierwszej klasy wypieki! Na tym jednak nie koniec. Rudowłosa piekielna zwróciła na siebie uwagę wampira, który postanowił zwabić ją do siebie… w towarzystwie hrabiego i jego świty i przedstawić im boginkę, która zakochana jest w dziełach piekarki. Vinc na pewno nie zdziwi się, że dzięki występowi Ogany pozna dziewczynę, która towarzyszy jego przyjacielowi dłużej niż on go zna. No cóż – gdyby był urodziwą niewiastą, albo umiał gotować może zostaliby sobie przedstawieni wcześniej. Kto tam wampira wie!”

~ KiS(s)

“Sally postanowiła opowiedzieć mu o sobie, jednak była to historia ukryta w bajce. Występowała w niej ona, Dean i inni przedstawiciele grupy, a także inne osoby, które znali wcześniej. Nimroth słuchał jej uważnie i zapamiętywał słowa. Właściwie mógł być pewien jedynie tego, że Pierwsza i Druga Księżniczka, to Sally i Dean. Resztę mógł jedynie zgadywać na podstawie tego, czego zdążył już dowiedzieć się o pozostałych. Koniec tej opowieści uruchomił w umyśle lisołaka cały proces związany z rozszyfrowaniem ukrytego przekazu „bajki” – wiedział, że była to ich historia, jednak nie była ona opowiedziana otwarcie… Tymczasem warta Sally dobiegała końca, czego znakiem była zbliżająca się Howl. “

~ Samiel

Valladon

Lucien trochę się spóźnił – o jakieś dwa lata, choć wydawało mu się, że minęło ledwie kilka dni. Przez to jednak jego ponowne spotkanie z Rakel przebiega… Dziwnie. Burzliwie. Uczucie, które ich łączyło, nie wygasło, ale wszystko bardzo się skomplikowało, bo Czarnulka zdążyła już ułożyć sobie na nowo życie po jego zniknięciu. Poszła na studia, spotyka się z przyjacielem brata… Nadal jednak coś do niego czuje. Jak jednak wrócić do tego, co było kiedyś? Może to będzie niemożliwe, a może jednak się uda. Opuszczona posiadłość pod miastem, którą kiedyś razem odwiedzili, mogłaby być dobrym pretekstem do odbudowania tej relacji albo zbudowania jej na nowych zasadach. Ponoć drzewko, które tam kiedyś posadzili, w magiczny sposób urosło już do pełnych rozmiarów – może to dobry znak. “

~KiS(s)

Szlak Ziół

Conan i Jeremy zniknęli, ale na ich miejsce wleciała smokołaczka Irath! Miała niezłe wyczucie czasu, bo oto została jeszcze jedna porcja mięsa do podziału… A ją samą podejrzewać by można o związek z zaginięciem tamtej dwójki. Cain jednak tego nie zrobił. Choć dziewczyna sama mówiła, iż obawia się, że ścigający ją mag mógł mieć z tym coś wspólnego, jego zdaniem był to ktoś inny, lub nawet portal otworzył się sam. Nie znaczyło to, że nie powitał jej z odpowiednią dozą nieufności – w przeciwieństwie do Lotty, która ucieszywszy się na widok aury zmiennokształtnej otworzyła się i zaczęła trajkotać. Dotknęła też jej skrzydełek i w zasadzie… to niezły początek, jeżeli mają razem podróżować!”

~ KiS(s)

Thenderion

“Sąd wyznaczono na poranek następnego dnia. W końcu sprawa morderstwa, o które został posądzony Rianell, miała się rozstrzygnąć. Niewolnik opowiedział już stróżom prawa swoją wersję zdarzeń, ci jednak niespecjalnie chcą wierzyć w to, że to był nieszczęśliwy wypadek i że podejrzany z powodu tej śmierci cierpi, jakby zginął członek jego rodziny. W jego niewinność wierzy jednak panna Blanche, która wcześniej udzieliła mu azylu w klasztorze, a teraz najwyraźniej ma jakiś plan, jak można go uchronić od szafotu – póki co wysłała list, który sprawił, że rozprawa została odroczona. Ponoć ze względu na nieobecność kluczowych świadków – o kogo może chodzić?”

~KiS(s)

Mau

“Ślub Nani i Tarilliona czekał tuż za rogiem, wcześniej jednak matka pana młodego i żona wodza postanowiła zaprosić swoją przyszłą synową i jej rodzinę na kolację przy wieczornym ognisku. To zaproszenie bardzo zestresowało młodą leonidkę. Nie bała się ślubu i życia z ukochanym, ale chciała dobrze wypaść przed swoimi teściami, zwłaszcza, że wódz i jego żona byli w hierarchii ich stada najwyżej, a ona była tylko zwykłą lwicą zajmującą się polowaniami i opieką nad dziećmi swojego rodzeństwa. Mata Nani, Ayo, widząc jak jej córka nie może znaleźć sobie miejsca, postanowiła wysłać ją nad rzekę, po wodę. Nie przypuszczała nawet, że jej kochana córka nie wróci do domu… Wyczulone zmysły Nani tego wieczoru przytępił stres. Tak bardzo bała się swoich teściów, że jakimś cudem nie zauważyła czyhającego na nią niebezpieczeństwa. Nim zdążyła cokolwiek zrobić dzban z nabraną wodą roztrzaskał się na kawałki, a ona straciła przytomność. Co wydarzy się dalej? Kto chciałby krzywdzić synową wodza lwiej wioski? Któż byłby tak głupi by ryzykować gniew stada drapieżników? To się jeszcze okaże…”

~ Niara

Ekradon

“To był dłuuuugi dzień. Iaskel i Silea w swojej podróży w poszukiwaniu Hessana trochę już zamarudzili – najpierw pomagając pobitemu złodziejaszkowi, później zatrzymując się w gospodzie, aby leczyć miejscowych. Z drugiej strony, dzięki temu zyskali nowego towarzysza wędrówki – wampira Daro, który może pomóc im przyśpieszyć nieco ich poszukiwania. Albo wręcz przeciwnie. Daro, po nie do końca udanych eksperymentach z łaźnią na szczęście postanowił nie niepokoić już tej nocy Iaskela, jednak ten ze strachu i tak prawie nie zmrużył oka. Ale wstał już nowy dzień i elf, driada oraz wampir pośpiesznie wyruszają, by szukać swojej zguby. Tym razem nic nie powinno im pomieszać szyków – no, chyba, że niepohamowany apetyt Daro, który najwyraźniej upatrzył sobie Iaskela…”

~ Iaskel

Opuszczone Królestwo

“Pierwszy dzwonek oznacza rozpoczęcie roku w szkole magii, Sapientii! Astrid, Elliot oraz Reno zaczynają swoją edukację, aby uzyskać prawo do noszenia fikuśnych kapeluszy i szlafroków w gwiazdki! Są też tacy, którzy nazywają to byciem pełnoprawnym czarodziejem. Ach, któż z nas nie zazdrości im tych czekających dram, dni zawalonych nauką, presji przeżerającej duszę, zarówno zewnętrznej jak i wewnętrznej, niezrozumienia ze strony rówieśników, krzywdzących schematów oraz katatonii zawodu i niszczonych marzeń? Nawet smokowi trudno oprzeć się chęci, aby samemu wskoczyć w mundurek!”

~ Déri

A jak to wyglądało?

Astrid pojawiła się przed czasem. Jak zwykle chyba. W końcu nie po to ma księgę praw w głowie, żeby je łamać, a cichy charakterek, by przykuwać do siebie uwagę spóźnieniem. Nie, to robi Elliot. Pierwszy dzień w szkole, prezentacja manier i obycia… nie mógł przyjść na czas! Wpadł do sali podczas rozdawania testów, wesoło powitał znanego mu nauczyciela i palnął na biurko cztery martwe ptaki. Dostawa. Test jednak napisał i zdobył nawet nowego kolegę – Rafaela. Razem z nim i Astrid (oraz jej fretką, która bardzo go zaintrygowała) utworzyć mieli zresztą grupę na testy praktyczne. Wtedy jednak pojawił się Reno – jeżeli spóźnienie i nieznawstwo zasad Elliota nie wystarczyło, to oto przed wami ktoś, kto je po prostu łamie! Czy pilna uczennica, fretka, wesołek i smok będą takie zachowania po prostu tolerować?”

~ KiS(s)

Wschodnie Pustkowia

“W jednej chwili życie pełne nadziei i miłości może zamienić się w pełne strachu i udręki. Malachi i Ananke nie zdążyli się sobą nacieszyć, a ich pierwsze romantyczne chwilę przerwano brutalnie pojawienie się rozkazów dla elfki. Nie mieli nawet czasu się pożegnać. Anioł mógł tylko spojrzeć za nią w mrok. Mimo to wierzył, że niedługo znów się zobaczą… Im dłużej jej nie widział, tym bardziej się bał. Aż w końcu otrzymał wiadomość, a w niej informację o najgorszym. Ananke zginęła. Miał jej już nigdy nie zobaczyć. Odeszła w nicość, zniknęła, jej serce przestało bić. Ciemnowłosemu zdjęto z ramion ciężar dowództwa rododendrońskiej drużyny. Wrócił do Niebios. Intensywne uczucia, które się w nim gotowały w końcu osłabły, ale on zaczął czuć się jak pusta skorupa. Stracił nadzieję na szczęście dla samego siebie, pozostała mu już tylko służba Najwyższemu.

Pan uznał więc, że już czas by udał się na nową misję. Wyznaczony do odnalezienia pewnej lisołaczki i nawrócenia jej nie spodziewał się, że jego misja imieniem Yve będzie trudniejsza niż przypuszczał. Już przy pierwszym spotkaniu ruda pokazała, że ma ostre ząbki i pazurki, a także niewyparzoną gębę. Malachi jednak nie zamierza zrezygnować ze swojego zadania. Pytanie tylko, czy Ive będzie chciała z nim współpracować?”

~ Niara

Rododendronia

Malachi był pewien, że wreszcie zazna szczęścia. Wiedział, że znalazł tą właściwą osobę, że wreszcie nadszedł czas na miłość. Jego misja nadal była ważna, lecz priorytetem stał się związek z Ananke. Kochał ją, ona kochała jego. Wyobrażał sobie, że któregoś dnia usiądzie na ganku swojego domu i będzie obserwował dzieci bawiące się, pod jego czujnym okiem. Wiedział, że Ananke nigdy nie będzie żoną, która gotuje obiady i sprząta dom. Widział ją jednak z orężem w ręku, gdy uczy ich córkę władać bronią. Kiedy powiedziała mu, że nie może mieć dzieci, nie widział w tym nic złego. Tak wiele dzieci w sierocińcach potrzebowało opieki. Zdawał sobie sprawę, że jego wizja jest odległa, ale nadzieja utrzymywała w jego sercu ciepło. Niestety, całe jego życie i plany na przyszłość rozpadły się jak domek z kart. Po raz pierwszy był ze swoją ukochaną na romantycznym spacerze, który brutalnie przerwało im pojawienie się gońca z wiadomością. Ananke dostała rozkazy, musiała udać się na misję. To był ostatni raz kiedy ją widział. Trzy miesiące później przyszła wiadomość. Poległa w walce… Co teraz zrobi Malachi? Czy będzie zmuszony pozostać w Rododendronii? Czy znów wróci do Planów Niebiańskich? Nie wiedział. Musiał czekać na znak od Najwyższego co teraz z jego życiem…”

~ Niara

“Znaleźć dwie igły w jednym stogu siana to nie lada wyczyn! Lub znalezienie dwóch panterołaków na targu rybnym! Kimiko, czerpiąca na jakże zrozumiałe białe plamy w pamięci, budzi się w nowym mieście, oddalonym od jej ostatniego miejsca przebywania o… rozsądną odległość. Jednakże i tutaj nie może liczyć na brak rozrywek! Niejaki Bhaskar dostrzegł już kobietę, dając przykład panterołaczych godów! Złotookiemu (i zapewne i złotoustemu, choć nie przekonamy się, póki się nie odezwie!) panterołakowi z łatwością przychodzi uwodzenie panterołaczki wzrokiem, choć ta, jak to ma w swojej naturze, czmycha! Choć mogą mieć coś wspólnego z tym też stróże prawa, których także ciągnie do złodziejki… cóż za uprzedzenia!”

~ Déri

Lasy Erianthur

“Oczywiście, można było się spodziewać, że Alice niekoniecznie przejmie się losem swojej towarzyszki. Zirk trochę dziwnie czuł się z tym, że jego jej los obchodzi bardziej niż osobę, która zna ją lepiej. Nie spodziewał się, że tamten nagle oderwie się od swojej pracy i pójdzie szukać Xirin, jednak myślał, że po prostu bardziej się tym przejmie i może nawet poprosi białego tygrysa o to, żeby poszedł jej szukać. Znaczy… niby wspomniał, że Zirk może jej poszukać, jednak nie brzmiało to tak, jakby bardzo obchodziło go to, co się z nią teraz dzieje. Tygrysołak miał zamiar to zrobić i to bez różnicy, czy Alice zaproponowałby to, czy nie – dlatego też już po chwili udał się w stronę, w którą ruszyła Xirin. Próbował nawoływać ją i nasłuchiwać kroków, aż w końcu udało mu się je usłyszeć, chociaż jednocześnie znalazł się też dość daleko od miejsca, z którego wyruszył i nie miał też pewność, że kroki te należą do osoby, której szukał.”

~ Samiel

Arrantalis

“Na dworze Arrantalis nadeszła pora odsłonić karty. Kim był tajemniczy Solythue, który od jakiegoś czasu w tajemnicy kręcił się wokół księżniczki Evangeline i najwyraźniej się nią opiekował? Że będzie to Upadły, tego na pewno nikt się nie spodziewał. A już na pewno nie Delia, która widząc Piekielnego, odruchowo chciała bronić przed nim swoją córkę. On jednak chyba nie ma złych zamiarów. Chyba. Bo chociaż mówi o bezpieczeństwie księżniczki i budowaniu nowej relacji, ton jego głosu i słowa do przyjaznych raczej nie należą. A zmęczona i zestresowana królowa kto wie jak zareaguje…”

~KiS(s)