Donosiciel #71

Piękne okoliczności przyrody

No tak, była już mowa o tym, że w podróży można poznać nowych ludzi, że przygody mogą być te weselsze i te smutniejsze, że można sobie odpocząć albo pędzić na łeb na szyję… A ktoś pomyślał o tych miejscach, które odwiedzamy? Niektóre są takie piękne! No a inne wręcz przeciwnie, wiadomo, na tych jednak może się nie skupiajmy – no bo po co psuć sobie nastrój. Lepiej popatrzeć na piękne góry, wodospady, na majestatyczny ocean, barwne łąki… Na pewno część z Waszych bohaterów jest właśnie w takich miejscach.

Ocean Jadeitów

“W porcie atmosfera robi się… ciekawa. Barbarossa w trakcie rozmów ze znajomymi kapitanami o równie wątpliwej opinii co on przyznał, że więzi człowieka, który do tej pory ich ścigał. Jak nietrudno się domyślić, wielu chciałoby, aby jegomość zawisł, lecz wampirzy pirat wolałby utrzymać go przy życiu. Cóż się dziwić, wszak to jego teściu. Albo po prostu ojciec Kiraie, z którą Barbarossę łączy coś więcej niż zwykła znajomość, nawet jeśli jest to związek bardzo skomplikowany. Ona zaś zajmuje się w tym momencie Menurką – chłopcem, który stanowi nie lada problem, bo wszyscy się go boją przez wzgląd na jego rasę, a on chcąc chronić swoją przyjaciółkę raczej niepotrzebnie się naraża niż pomaga.
No i jest jeszcze Kelisha – ona zasiadła do gry w karty z ludźmi Barbarossy. Niby nic wielkiego… Ale jak się skończy ogranie piratów tak, aby zostali w samych skarpetkach? To… Aby na pewno rozsądne?”

~KiS(s)

Valladon

“W Valladonie klimat sielski – mały domek na przedmieściach, ogródeczek z równymi grządkami marchewek i takich tam. Riordan jednak na razie nie ma jak tego docenić – toczy nierówną walkę z własnym ciałem męczonym przez wszelakie substancje wyskokowe. Głodny, ale niespecjalnie przejmujący się tym co tak w zasadzie je, nasycił się paroma marchewkami prosto z grządki, później zaś zaległ pod płotem z naręczem różnych ziółek, które rosły w okolicy i być może mu się przydadzą… W takim stanie odnalazł go Momo – bardzo przejęty stanem malarza, który normalnie nie prezentuje się zbyt zdrowo, a co dopiero teraz. Tryton tylko chwilę spędził na sprzątaniu kuchni po swojej kąpieli i ma obawy, że w międzyczasie Riordan mógł zmieszać kolejne zioła z tym, co już krążyło w jego organizmie i kto wie jakie to przyniesie skutki… Tak, on również nie ma czasu na podziwianie sielskich widoków.”

~KiS(s)

Góry Druidów

“W pięknie położonej wśród jesiennych lasów wiosce drwali atmosfera się zagęszcza, choć tylko jedna z osób dramatu ma tego pełną świadomość. Kavika – bo o niej mowa – ma mętlik w głowie po spotkaniu z byłym ukochanym. Nadal ma dla niego jakieś ciepłe uczucia, a on na pewno również nie jest na nią obojętny – tak bohatersko udawał tchórza tylko po to, by uchronić ją od przykrych plotek! Jednak przecież ona jest mężatką, nie może już o nim tak myśleć… A może?
Tymczasem Yastre – bo o nim mowa – nie wie, że jego zachowanie przysparza tylko nowych kłopotów. Zapatrzony w Kavikę nie dostrzega umizgów elfki Hannie, która bardzo chciałaby być kimś więcej niż tylko jego koleżanką. Ale jak dotrzeć do faceta, który na widok babeczki z serduszkiem nie łapie aluzji tylko cieszy się, że ktoś narysował śliwkę na ciastku? No właśnie…”

~KiS(s)

Ekradon

“Następny dzień dla Samiela zaczął się już wczesnym rankiem, gdy Ami – jego znajoma i właścicielka karczmy, w której nocował – zbudziła go na poranną rozmowę przy winie. Wyjaśnili sobie niektóre rzeczy i umówili na wspólne śniadanie, w czasie którego tematem rozmów było między innymi wspominanie i to, co działo się u nich przez czas, w którym się nie widzieli. Skowronek natomiast tym samym rankiem opuściła siostry, u których nocowała i zameldowała się w luksusowej karczmie. Do ich spotkania doszło w porze obiadowej, akurat krótko po tym, jak Samiel skończył jeść. Szybko opuścili Dębową Karczmę i udali się na spacer do pobliskiego lasu. W otoczeniu wyłącznie pokrytych śniegiem drzew, Skowronek wyjawiła mu kolejną część swojego planu, tam mogli o tym rozmawiać, dlatego też zabójca zadał jej pytania z tym związane, które kłębiły się w jego głowie. Wybrali się w drogę powrotną, gdy postanowili zajrzeć do Perl – krawcowej, która przygotowywała im stroje – choć śnieg spadający z drzew na krótką chwilę przerwał ich wędrówkę. Udało im się go uniknąć, a Samiel przypomniał sobie o pewnej zabawnej historii z udziałem swoim własnym i zleceniodawcy, którego taki spadający śnieg… zwyczajnie zabił.”

~ Samiel

Szczyty Fellarionu

“Te okoliczności przyrody są na swój sposób na pewno wyjątkowe – głębokie jaskinie, świecące grzyby i zajadające się nimi pająki. Dwie odnogi – jedna rozświetlona, druga pogrążona w mroku. Lisz użarty w zeschnięty mózg. Halucynowy serkret prowadzący ukąszonego do Klasztoru… albo gdzie indziej. Ezra bez buta. Chwilowo. Xelliks go zabrał, myśląc, że to serkret. A mimo wszystko dotarli do komnaty na końcu jednego z tuneli! A w niej… pięknie nie było, bo grzybopodobne robaki kiwając się na boki właśnie zaczęły wychodzić z niedźwiedziego truchła. Co spotka badacza ragarianina i lisza z majakami w towarzystwie pająków, kokonów, robaków i zwłok?”

~ KiS(s)

Równina Maurat

Cętka wraz z Nani wspólnie zdołały pozbierać się emocjonalnie po porwaniu dwóch oraz po nagłej i całkiem niespodziewanej szansie komunikacji, która doprowadziła do wylewności pomiędzy dwoma samotnymi kotami. Teraz jednak dwójka zmiennokształtnych musi sprostać życiu w dziczy, uniknięciu ludzi, z których niewoli uciekły, a także odnalezienia nowego, wspólnego celu. Póki co wygląda jednak na to, że nasza dwójka jest naprawdę sprawnym stadem.”

~ Déri

Teravis

Calli, znajdująca się w jakże “troskliwych” oraz “czułych” łapach Smilingura, nareszcie została opatrzona po poważnej ranie i powoli powraca do swoich zmysłów. Nie żeby taka niewygoda jak biedne umierające dziewczę niesione na jego ramionach powstrzymało wilkołaka przed zajęciem się swoimi sprawunkami, podobnie jak jej wilkor, stąpający za nim za krok i pilnujący jego ruchów. Trudno powiedzieć, które z nich przeżywa teraz bardziej kłopotliwe chwile – zdolna zabójczyni będąca teraz zupełnie bezbronną i zdaną na czyjąś łaskę, czy też jakże “czarujący” i “dobroduszny” wilkołak, któremu ową łaskę wypada okazać.”

~ Déri

Oaza Mia-Alkhama

Sadik i Sarabi siedzą niby w domu, ale też mogą co nieco powiedzieć o pięknych widokach – właśnie jeden z nich podziwiają. Dziewczyna podczas rekonwalescencji w domu pułkownika postanowiła zabić czymś czas i jednocześnie zrobić jakąś przyjemność swojemu gospodarzowi i namalowała dla niego ocean, który go tak mocno fascynuje, mimo iż go nigdy nie widział. No to teraz dzięki Sarze będzie mógł sobie popatrzeć chociaż na jego piękną podobiznę. Któż by przypuszczał, że ten gest skruszy twardą skorupę niedostępnego żołnierza i w końcu okaże on jakieś emocje? Na dodatek takie pozytywne? “

~KiS(s)

Dalekie Krainy

Izanami i Rozalie mają szczęście, że nie spotkały się w mieście tylko gdzieś na łonie natury, bo przy chaotycznej magii Pokusy mogłoby się to źle skończyć. Jakieś przemienione skały, drzewa, cuda na kiju! Błogosławiona słusznie zauważyła, że takie incydenty mogą sprawić, że komuś stanie się krzywda. Co więcej – może to dotknąć kogoś bardzo bliskiego piekielnej. Ta wieść zszokowała Rozalie, która momentalnie zalała się łzami – wszak nie chciała dla nikogo źle! Sama nad tym nie panowała, a poza tym do tej pory zdawało jej się, że to takie zabawne… Całe szczęście chyba teraz dotarła do niej skala problemu, a z Izanami być może zdoła opanować ten problem – wszak niebianka zaproponowała pomoc.”

~KiS(s)

Revendor

“W Revendorze widoki nie są za piękne, tak samo jak perspektywy – co prawda udało się opatrzyć Nerentheala (a konkretniej to jego siostrzaną część, Laehteren) po tym jak kawałek okna wbił mu się w brzuch, ale to wcale nie był początek dobrej passy. Jakże mógłby być, skoro raną zajmował się weterynarz (nawet jeśli bardzo zdolny) a w międzyczasie na Camryn ktoś wylał wiadro mydlin? Jak dobrze, że to nie było coś gorszego! Teraz jednak najemniczka jest mokra, a driad musi się oszczędzać. Niestety, czas nagli. A skoro góra nie przyjdzie do proroka to prorok musi przyjść do góry i w końcu naszą dwójkę bohaterów odnalazł Wyciszony – kapłan, do którego się wybierali. No i inni inkwizytorzy, którym najwyraźniej nie w smak jest obecność na miejscu zdarzenia Camryn – nie tylko nazwali ją „zbędnym bagażem”, ale również naśmiewali się z jej pochodzenia. Co za niegościnny kraj!”

~KiS(s)

Ogłoszenia parafialne

Na koniec mamy dla Was krótkie, ale ważne ogłoszenie. Otóż jest to ostatni numer Donosiciela wydawany w formacie dwutygodniowym. Od tej pory cykliczny zbiór ploteczek z wątków będzie ukazywał się RAZ W MIESIĄCU, w każdy pierwszy piątek miesiąca, zaś wszelkie dodatki – takie jak wywiady, ciekawostki czy relacje ze zlotów – będą pojawiały się w międzyczasie a nie zamiast Donosiciela. 

U Króla i Królowej…

czyli zlot w Poznaniu u Meridiona i Niary

Zlot zgodnie z rodzącą się powoli tradycją zaczął się nie w sobotę, a już w piątek. Wtedy to do Poznania dotarły pierwsze cztery uczestniczki – Ásingerð, Nuka, Frigg oraz ja, Sanaya. Z dworca odebrał nas Meridion, by uchronić nas przed nierówną walką z poznańską komunikacją miejską. Niara zaś czekała na nas w domu, by powitać nas chlebem… no dobra, nie chlebem i solą, to nie te czasy. Ciastkami czekoladowymi i zapachem sernika robionego na spontanie, jak dusza dyktowała – tak luksusowo. Poza Niarą powitały nas oczywiście administratorskie koty – w tym Melicha, która wyjątkowo tego wieczoru była grzeczna jak Meliska. Mushu nie wyszedł się przywitać, ale spoko –nie dziś to jutro.

Tego wieczoru bawiliśmy się w szóstkę do późnych godzin nocnych. Niara jak na wzorową gospodynię przystało zadbała, by każdy miał swojego jaśka do spania i ręcznik – nawet z myślą o alergikach część była zapakowana w worki, by nie dostała się do nich kocia sierść. Dostaliśmy też szczegółową instrukcję korzystania z… toalety. Bo wiecie, koty od Niary i Mera to spryciarze i niektóre potrafią sobie same otworzyć drzwi – więc lepiej się zamknąć na zamek, by nie wpadło do nas niechciane towarzystwo. Czujcie się uprzedzeni na przyszłość.

W sobotę poranek był… Powolny. I pewnie gdyby nie to, że z Wrocławia koło 11.00 dotarł do nas Xelliks, drugi dzień zlotu mógłby zacząć się dopiero popołudniu. Ale czy ktoś się spieszył? No właśnie. To i pospać można było dłużej po długich nocnych rozmowach. A gdy już dotarł Xelliks z darami od siebie i Erisa – bo pamiętacie, że zlot zbiegł się w czasie z rocznicą ślubu Niary i Meridiona? – można było wywlec się z pościeli i zasiąść do wspólnego śniadania. San stała przy garach – nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz! A gdy już wszyscy zjedli jajecznicę ze wspólnej patelni, na stół wjechał sernik Królowej i rozpoczęły się ploty w alarańskim spa. Lisz opowiadał o Serkretach tym, którzy nie znali ich historii, przy okazji streszczając wątek swój i Ezry, Nuka robiła wszystkim chętnym sesję czesania włosów, a Niara malowała Xelliksowi paznokcie na liszowy fioletowy kolor.

Popołudniu do towarzystwa dołączył Eris – jego obecność na zlocie długo była niepewna, bo przeziębił się na konwencie kilka dni wcześniej i nadal trochę pokasływał (ale tylko trochę). W darach przywiózł naklejki ze swoimi uroczymi szczurkami, dla których Niara i Meridion zaraz szukali godnego miejsca. Pojawiła się również Carmen (nie mylić z Gwen!) – jej pewnie nie znacie, bo nie urzęduje na granicy, ale to nie znaczy, że nie mogła się z nami dobrze bawić.

Dobra – pogadali, posiedzieli, to teraz pora na atrakcje. Gospodarze mianowicie zaproponowali basen! A że propozycja padła odpowiednio wcześniej, większość osób była przygotowana i bez szemrania poszli wskoczyć w stroje kąpielowe, a następnie do wody! Część osób ambitnie robiła kolejne okrążenia, część grała w piłkę wodną, a część po prostu grzała się na leżaczkach w promieniach słońca zza okna. I tak to trwało aż wszystkim głód w oczy nie spojrzał i nie zdecydowano, że pora wracać. W końcu jeszcze wypadałoby się przebrać, wysuszyć, może skoczyć po jakiś dodatkowy prowiant… Z tego ostatniego koniec końców zrezygnowano, ale i tak wróciliśmy do mieszkania, gdzie towarzystwo powoli się ogarniało, a ja w towarzystwie wiernych pomocników – Meridiona, Frigg i Nuki – przygotowywaliśmy kolację. Później, pałaszując, mogliśmy znowu oddać się plotkom – tak prywatnym jak i forumowym. Rozważaliśmy na przykład jak można by zrobić alarańskiego Rasputina, kto uważa, że Alarania przypomina gigantycznego brokuła i jak można zbierać grzyby nie widząc… Tak, nikogo oczywiście nie zdziwi, gdy w tym miejscu wspomnę, że na zlocie do życia powołana została nowa postać Nuki – Vashka?

Nadszedł jednak wieczór i część osób musiała nas opuścić – byli to Carmen i Eris. W międzyczasie zaś trzeba było przygotować leże dla lisza (jak to pięknie brzmi, prawda?), które powstało z połączenia dwóch gąbkowych materacy zszytych naprędce, ale jednocześnie bardzo profesjonalnie przez Niarę – nie takie rzeczy w życiu szyła, prawda? W ten sposób Xelliks zyskał całkiem wygodne posłanie, co jednak nie oznaczało dla niego spokojnych snów… Ale o tym za chwilę!

W pomniejszonym gronie znowu rozmawialiśmy do późnych godzin nocnych i nawet po udaniu się do łóżek nie mieliśmy dość. Pewnie gdyby nie trzeba było zwlec się z łóżek na pociąg trwałoby to może nawet do świtu. Ale no właśnie: w niedzielę trzeba było wstać i dowlec się na dworzec. No i przy pobudce okazało się, że owszem, Xelliks miał spanie bardzo wygodne, ale jednocześnie na drodze do kocich misek… I koty miały w duszy to, że ktoś tam śpi, nic nie stanie na drodze między drapieżnikiem i jego jedzeniem! Trochę więc naszego lisza podeptały – życie.

Tego ostatniego zlotu nie mieliśmy za wiele czasu na wspólną rekreację, bo większość osób miała pociąg przed południem. Tu niespodzianka! Okazało się, że czwórka z nas – Xelliks, Ásingerð, Nuka i ja – wracamy tym samym pociągiem. Niestety w całkowicie różnych wagonach, ale i tak było to zabawne. Pożegnaliśmy się więc z Niarą i Frigg, które zostały na mieszkaniu, a później z Merem, który bardzo uczynnie podrzucił nas na dworzec i tak zakończyła się główna część tego bardzo udanego poznańskiego zlotu. Wkrótce jednak dojdzie do ponownego spotkania, tym razem w klimatach Halloween! Wypatrujcie wieści na forum i do przeczytania w kolejnej relacji! A ci którzy zostawili u Niary i Mera ubrania, kosmetyki, ręczniki czy co tam jeszcze będą mieli okazję odebrać zguby.

Do zobaczenia!

~Sanaya

Donosiciel #70

NOPE

Nie. Po prostu nie. Tak czasami bywa – nie chcemy, a musimy, chcemy, a nie dostajemy. Albo po prostu coś idzie nie po naszej myśli. Albo trzeba komuś odmówić. Trochę… W sumie przygnębiający temat. Ale hej, czasami może z tego wyjść coś zabawnego! No bo w końcu mówienie „nie” prowadzi do buntu, a z tego mogą wyniknąć naprawdę niezłe przygody. To może być t e n przypadek!

Ocean Jadeitów

“Morska maie nie należała do naiwniaków. Nie była też tchórzem i gdy tylko znalazła się w cieniu przepływającego statku, przerwała spotkanie z syrenią przyjaciółką, by trochę zorientować się w sytuacji na pokładzie i, kto wie, może obić parę pysków.
Zastała tam uwięzionego przez opryszków trytona. Natychmiast ruszyła mu na ratunek, zachowując ostrożność i dyskrecję – zakradła się, zasłoniła mu usta dłonią (ofiary porwania nie zawsze umieją współpracować ze swoimi wybawicielami, miała to na uwadze) i przecięła więzy. Do tego momentu wszystko szło gładko. Ktoś jednak zauważył uwolnione nadgarstki rybołuskiego, a wtedy… rozpętało się piekło.
Maszt pękł pod naporem magicznych pocisków. Na szczęście ten sam maszt odwrócił uwagę przestępców od uciekinierów, bowiem gdy ci kierowali się ku burcie, gruby, drewniany pal spadał prosto na głowy łotrów.
Kiedy już wylądowali w swoim żywiole, Kitt skorzystał z danej mu przez los szansy na odzyskanie statku, jaką była trzymana w jego objęciach Mercedes. Potrafił kłamać i manipulować jak niejeden polityk, ale czy to wystarczyło, by przekonać rekinowatą do kolejnego wysiłku?
Przecież tak lubiła drzemki i wygrzewanie się na słońcu…”

~ Latro

Leonia

W posiadłości księcia Medarda w Leonii rzeczony książę w najlepsze zaczął się rozkręcać w roli gospodarza, serwując Sanayi kolejne trunki, przekąski, anegdotki i historie mniej lub bardziej poważne. Któż by odmówił takiej gościnie? Alchemiczka z początku chętnie się temu poddała, angażując się zarówno w rozmowy o środowisku akademickim, jak i te o diecie centaurów. Ona jednak w przeciwieństwie do swojego rozmówcy musiała spać i też mogła się upić, dlatego w którymś momencie musiała powiedzieć stop i zakończyć to spotkanie. Lecz może wcale nie na długo – wszak rano możliwe, że przyjdzie im się znowu spotkać przy okazji załatwiania porachunków ze starymi znajomymi…”

~KiS(s)

Szpital “Ranna Kózka”

“Brzmienie stalowych zbroi na pustym placu stawało się coraz głośniejsze. Na szczęście Arrice bez problemu udało się przekonać Glukel do odwrotu. Wysłała undiry na bezpieczny dziedziniec swojego szpitala, aby tam zaprowadziły ranną eugonę.
Dotarły na miejsce, a gdy zdyszana driada wreszcie do nich dołączyła, perłowołuska niemal wystrzeliła w kierunku wyjścia, chcąc udać się wraz z wybawicielką do płonącej kniei. „Niemal”, bo dokładnie w tamtej chwili przypomniała sobie, że o czymś zapomniała… Którędy to było?
Nie mogąc wyobrazić sobie gorszej sytuacji, zalała się łzami, a przeźroczyste krople zmieszały się z jadem, siąpiąc na bruk w dławiącej ciszy.”

~ Latro

Fargoth

“Nie, Larrana nie może oszaleć do końca jeżeli chce zająć się wykończonym psychicznie chłopakiem, na którego wpadła poprzedniego dnia. Musi polować, zarabiać, oporządzać jego paskudną ranę. Ale Vasko nie usiedzi. I nie będzie mieć normalnych snów. Kiedy wybudzi się z majakowych koszmarów ruszy w miasto, choć krydiana na pewno nie byłaby zadowolona. Ale będzie ostrożny. Uniknie kłopotów, zjaw, znikających dziewczynek… ale nawet mimo tego problemom nie może nie udać się go dopaść. Czy Larrana znowu pojawi się na czas aby mu pomóc?”

~ KiS(s)

Valladon

Momo nie jest bezdomnym, ale w sumie Riordan wyciągnął całkiem trzeźwe jak na jego stan wnioski, gdy usłyszał prośbę czy tryton może się u niego wykąpać. Na tłumaczenie się przyjdzie jednak czas później – skoro Momo uzyskał zgodę, zamknął się w kuchni, gdzie stała też balia, z której mógł skorzystać, a malarza zostawił samego w nadziei, że nic mu się nie stanie skoro leży płasko na podłodze. No, prawie miał rację. Wyjąwszy niespodziewaną wizytę jakiegoś chłopaczka na posyłki, który sprawdzał czy Riordan żyje i przy okazji doniósł o tym, że ktoś podszywał się pod niego na wernisażu. Ktoś – Momo, oczywiście. Ale to panowie już sobie wcześniej wyjaśnili, więc malarz twardo utrzymywał, że to jakaś daleka rodzina… Brat drogiego przyjaciela córki kuma dalekiej siostry ciotecznej, któremu malarz dał szansę po namowach babki. No.”

~KiS(s)

Arturon

Avrze nie udało się zaprosić Soleil do tańca… Ale to jeszcze nic straconego. Córka lorda Eskera i tak zdecydowała się spędzić czas z młodym czarodziejem i wypytać go o jego studia. Ktoś mógłby pomyśleć, że nie ma nudniejszego tematu, bo co może fascynować w administracji i akademii magicznej… Lecz kto tak pomyślał, ten nie docenił zdolności oratorskich Avry. Ten potrafił mówić o swoim wykształceniu długo i nawet ciekawie. Wiedział jednak przy tym, że wykłady to niespecjalnie coś, co jest dobrze przyjmowane w towarzystwie, więc sam zaczął szukać tematu, na który mógłby przeskoczyć. Wtedy to nadarzyła się kolejna okazja, by poprosić Soleil do tańca – czarodziej z niej skorzystał. Jakżeby mógł odpuścić, skoro jego rozmówczyni zdawała się wprost wyrywać na parkiet?”

~KiS(s)

Góry Dasso

“Każdy musi coś zjeść od czasu do czasu – ani czarodziej, ani bandyci nie stanowili wyjątku od tej reguły. Gdy Alantar przywołał, po czym łagodnie uśmiercił parę zająców, tym razem to Latro zakasała rękawy, aby oprawić i wypatroszyć dzisiejsze śniadanie tak czysto, na ile było ją stać.
Gdy już się posilili, zespolone kaprysem losu trio kontynuowało podróż, ugasiwszy po sobie kolejne ognisko, mimo że tym razem nie biło od niego zbyt wiele ciepła.”

~ Latro

Ekradon

“Zdecydowali, że tańce zakończą nieco wcześniej, niż planowali na początku. A gdy już opuścili tancbudę, Samiel postanowił też, że odprowadzi Skowronka w miejsce, w którym nocowała. Okazało się, że był to żeński klasztor, w którym mieszkające tam kapłanki zaoferowały pokój kobiecie, którą elfka udawała. Na spacerze tym, poza klasztorem, rozmawiali też o innych rzeczach, chociażby ponownie nieco o tym, jak pracują i też o bliznach Samiela. Gdy już dotarli na miejsce, a raczej w jego pobliże, rozstali się i pożegnali, aby następnego dnia spotkać się ponownie.”

~ Samiel

Opuszczone Królestwo

“U pary czarodziejów pojawiły się kolejne nieporozumienia. Stało się to po wyznaniu, które zdecydował się wypowiedzieć Cain i którego celem była Lotta. Tylko, że dziewczyna kompletnie źle to zrozumiała i w jej oczach stał się… osobą bardzo lubiącą ściany – ale to wszystko były jej myśli, więc czarodziej nie wiedział o tym, za kogo go teraz miała. Wiedział tylko, że źle go zrozumiała, chociażby przez jej reakcję na te słowa. Na szczęście przejście burzy i rozpogadzanie się było nowym tematem, którego można było się na chwilę uczepić. A później, gdy już wyszli ze swojego schronienia, Cain poruszył plan związany ze śledzącymi ich najemnikami.”

~ Samiel

Ruiny Nemerii

Llewellyn i Nadeya żywili sporo podejrzeń wobec parzystokopytnej. Czym była towarzyszka Edvina? Jej poroże wynikało z czarów, a może jakiejś choroby?
Nim zdziwienie na dobre opuściło ich oblicza, następna fala wydarzeń uderzyła jasnowłosych siłą tajfunu. Panterołak kolejny raz utracił grunt pod stopami, bowiem na miejscu rogatej łani stała teraz… kobieta. Równie rogata, ale już bardziej gadatliwa. Nie dziwota więc, że prędko odnalazła z Edvinem wspólny język. To jednak nie wszystko! Sympatyczna postawa, pokłady energii, jak i opiekuńczość Tlalli niemal tak samo łatwo przekonały do niej pozostałą dwójkę.
W jaki sposób od teraz się sprawy potoczą?”

~ Latro

Lasy Eriantur

Nearia i Rakka nadal w lesie, nadal rozmawiające i nie znające się zbyt dobrze. Jedna troszkę niedoświadczona i chyba naiwna, druga czująca się przez to zbyt pewnie. I tak to jest – kiedy myślisz, że jesteś cwany zaczynają otaczać cię liczne pary oczu… czy to było w planach? Niemal na pewno nie!”

~ KiS(s)

Dalekie Krainy

Co wydarzy się w Wielkich Borach Sariańskich jeszcze nie wiadomo. Na razie zaczyna się niewinnie. Aranrhod udała się na polowanie nikt jej nie popędza, nie jest na żadnym zleceniu, ot, po prostu robi to, co sobie w danym momencie zamierzyła. A w lesie poza nią jest Dzierzba – ten to dopiero wstał i się ogarnął. Nakarmiwszy lisa, który swojej porcji jedzenia i pieszczot wyraźnie się dopominał, lich wyszedł z domu odebrać coś, na co ponoć już dość długo czekał. Ciekawe tylko co to? I jaki związek ma z tym elfka na polowaniu?”

~KiS(s)

Okazało się, że faktycznie na Faer rany goją się jak na psie i po nocy regeneracyjnego snu nie było już śladu po walce z bagiennym krokodylem o trudnej do zapamiętania nazwie. Dziewczyny mogły więc ruszyć w dalszą drogę – hydra ze szczerymi intencjami chciała nawet zabrać Firouzeh do wioski, by ta mogła się tam posilić, lecz mniszka gwałtownie odmówiła. Ona miała inne priorytety – z głodu nie zdechnie, a za to mitrężąc czas może na zawsze zgubić ślad swojego brata-uciekiniera. Odmówiła więc, zamiast tego skupiając się na podjęciu tropu. Nie zajęło jej to wiele czasu… Lecz okazało się, że od razu czeka je starcie z potężnym demonem, którego w ramach pułapki zastawił na nie Firouz. Piękny początek dnia, nie ma co.”

~KiS(s)

Otchłań

Lucien ma urodziny, ale to wcale nie jest powód do radosnego świętowania. Układy w tej rodzinie raczej nie sprzyjają wspólnemu spędzaniu czasu, a to co wydarzyło się podczas jego niedoszłego ślubu nadal pozostaje nierozwiązane. Dlatego więc zamiast wcinać tort i bawić się w najlepsze, Lucien poszedł układać się z rodziną niedoszłej małżonki, zostawiając Rakel na pastwę demoniej młodzieży. Oj, z tego nie może wyniknąć nic dobrego! No i niemal od razu się zaczęło – Scarlett zarzuciła jej bycie zdradliwą przyjaciółką, kłamczuchą i złodziejką narzeczonych. Naprawdę piękny początek dnia…”

~KiS(s)

Rozmowy z bohaterami #6

Smilingur i Rammi

Burza była już naprawdę blisko – ciężkie chmury wisiały tak nisko, że można je było trącić pierwszym lepszym dłuższym kijem, co chwilę błyskało, jakby tuż za plecami, a wiatr dął tak mocno, że zrywał i przewracał wszystko, co nie trzymało się naprawdę mocno. Nikt w taką pogodę nie wyściubiłby nosa z domu… Więc kto pukał do drzwi Smilingura? Jakiś nawiedzony podróżnik – rudy elf z tatuażami na twarzy i głupim uśmiechem obcokrajowca.

Rammi: Uszanowanie! Mogę się u pana schronić przed burzą? Ruszę gdy tylko trochę się uspokoi. – Na jego ramionach widać było pierwsze ciemne ślady grubych kropel deszczu.

Widać było niechęć, która wstąpiła na bladą twarz gospodarza. Zastanawiał się bardzo długo, zanim bez słowa skinął głową i uchylił drzwi chatki nieco szerzej. Dobrze, że elf był smukły, bo gdyby był odrobinę grubszy, nie wszedłby do środka. A we wnętrzu pachniało świeżymi ziołami i cynamonem. W kominku wesoło trzaskał ogień, a po podłodze walały się wszelkiej maści papiery i książki. Gospodarz zamknął drzwi za przybyszem i od razu od niego odszedł. Zatrzymał się przy chwiejącym się stoliku.


Smilingur: Herbata. – Wskazał na metalowy dzbanuszek.

Rammi: Dziękuję. Jest pan… Alchemikiem? Czy może zielarzem?

Smilingur: Tak. Potrzeba czegoś?

Rammi: To… A zresztą, każdy alchemik to też zielarz, więc nieważne. Ciekawe. To domyślam się, że mieszka pan w takim miejscu ze względu na łatwość w pozyskiwaniu składników do swoich mikstur? Czy przez przepływy magii? Ponoć w niektórych szkołach to istotne.

Smilingur: Szkoły są stratą czasu. Nie praktykuję żadnej, wyznaczam nową. A mieszkam tu, bo stąd daleko gdziekolwiek. Jak zatem ty się tu pojawiłeś?

Rammi: Szedłem na skróty… Choć nie wiem czy przez to nie nadłożyłem jednak drogi… Ale to nieważne! Czyli dobrze rozumiem, że jest pan samoukiem? Fascynujące. Publikował pan już swoje odkrycia? Proszę wybaczyć, to taka akademicka ciekawość, choć przypuszczam, że pewnie woli je pan zachować dla siebie. Opracował pan podstawy swojej szkoły czy na razie to czysta intuicja?

Smilingur: Czy ja wyglądam na profesora? Nie publikuję, projekt jest prywatny i nikt nie ma do niego wglądu. Nie, dopóki rezultaty mnie nie zadowolą. Podstawą są badania genetyczne u wilków chorych na lykantropię, tyle mogę zdradzić.

Rammi: Nie trzeba być profesorem, by publikować… Ale rozumiem. Oczywiście nie nalegam na wgląd, zresztą pewnie i tak bym niewiele zrozumiał, nie moja działka. A mogę zapytać o tezę pana badań?

Smilingur: Nie jest dopracowana. Badam wiele aspektów, nie zajmuję się tylko jedną stroną medalu. Można powiedzieć, że badam cholerny dziesięciościan foremny, a nie zwykłą monetę. – Gospodarz zerknął na ślady po pazurach widoczne na przeciwległej ścianie. – Mieszanka wyjątkowo wybuchowa.

Rammi: …Przepraszam, w zasadzie powinienem od tego zacząć, ale: jak się pan nazywa? Tak bym wiedział czyje dzieło wpadło mi w ręce w przyszłości. Rammon Heike-Alsbeith – zrewanżował się natychmiast, podając gospodarzowi rękę.

Smilingur: Nie chcesz wiedzieć. A ja nie chcę mówić. Jeżeli moja praca da zamierzone skutki, wtedy się dowiesz. Wielu się dowie. Jesteś skrybą?

Rammi: Nie nalegam… Choć nie wiem czy twoje słowa bardziej mnie ekscytują czy przerażają. Ale pewnie “się dowiem”. A skrybą nie jestem, trochę zdarzyło mi się pisać, ale jestem etnografem. Podróżnikiem. Stąd nasze dziedziny się nie pokrywają, choć nie powiem, znam kilku profesorów z twojego środowiska… Znaczy o ile byś się w nim obracał. Wybacz. Nie myśl, że jestem jakimś akademickim snobem, sam nie skończyłem żadnej uczelni. A w ogóle skąd pomysł na zajęcie się tymi badaniami?

Smilingur: Ty też nie wyglądasz na uczelnianego pieska. Co do badań, powiedzmy, że… z wrodzonej ciekawości. Z naciskiem na wrodzoną. Poza tym znudziło mi się tworzenie maści na pokrzywkę i świąd.

Rammi: Ach, tak, rutyna. Doskonale się na niej zarabia i równie dobrze degraduje umysłowo. Nie dziwię się, że pociągnęło cię do własnych badań, wyglądasz na inteligentne jegomościa. Zresztą, o czym my mówimy: skoro układasz własny system alchemiczny… I cała twoja podstawowa wiedza pochodzi z ksiąg? Receptury na te “maści na pokrzywkę” i całą resztę?

Smilingur: Większości nauczyła mnie pewna kobieta. Dawno temu. Niektóre rzeczy miały mi się w przyszłości przydać. Okazało się to prawdą, ale postanowiłem poszerzyć horyzonty wiedzy. Wszystkie okoliczne biblioteki zrobiły ze mnie stałego klienta. Skoro jesteś podróżnikiem, z pewnością wiesz, o czym mówię.

Rammi: Oj tak. W jednej nawet zdarzyło mi się mieszkać przez kilka lat. Choć jestem raczej typem praktyka, więcej przebywam w terenie niż w bibliotekach… Winszuję swoją drogą, że trafiłeś na osobę, która zaszczepiła w tobie głód wiedzy. Jest to po równo błogosławieństwo i przekleństwo, ale przynajmniej życie jest dzięki temu ciekawsze.

Smilingur: Błogosławieństwa bywają przewrotne. Przekleństwa, w najgorszym wypadku, mogą stać się codziennością. – Rozległ się odległy grzmot, deszcz już tylko delikatnie stukał o szyby w oknach. – Jednego i drugiego trudno się pozbyć.

Rammi: Ładnie powiedziane. Ale właśnie, z jednym i drugim można nauczyć się żyć albo próbować z całych sił to zmienić. Nie ma chyba klątwy, której nie da się zdjąć.

Smilingur: Polemizowałbym.

Donosiciel #69

Każdy ma swojego bzika

Każdy ma jakieś świra… To znaczy zainteresowania! Hobby! Coś przy czym lubi spędzać wolne chwile i na co wydawać ciężko zarobione rueny. Dla jednych to będą roślinki, dla innych książki, jeszcze innych gry, gotowanie, sport, podróże, dzierganie… I jeszcze wiele, wiele innych. Wszyscy, którzy to czytamy, możemy na liście swoich zainteresowań na pewno umieścić pisanie, czyż nie? I nasi bohaterowie również mają jakieś zainteresowania – czasami takie, których byśmy się po nich spodziewali, a czasami takie, które są zaskakujące. No i też takie, na które ma się sporo czasu i też takie, na które ledwo tego czasu starcza wśród przygód.

Adrion

Dżariel, Nuka i jego narzeczona Ahné mają za sobą całkiem przyjemny dzień, którego większość spędzili na zwiedzaniu Adrionu, podziwianiu parku i ogrodów, rozmowach o literaturze… Cała trójka zasługiwała na taki spokojny dzień spędzony w miłym towarzystwie. Zdecydowali się go zakończyć w karczmie, na kolacji, bo nikomu nie chciało się już gotować. Tam rzucona przypadkiem uwaga o tym jak Nuka dobrze zna Dżariela doprowadziła szybko do wspominek tego jakim rozrywkom oddawali się panowie w trakcie swojej podróży, choć chyba anioł wolałby zachować dla siebie przynajmniej część z tego, co się wtedy wydarzyło… Pijaństwo zdecydowanie nie znajdzie się na liście jego ulubionych rozrywek!”

~KiS(s)

Równiny Theryjskie

Mimo iż sytuacja niedawno była napięta, Ian zdaje się, że już o tym zapomniał i w najlepsze oddaje się zabawie jabłkiem, podczas gdy brat robi interesy ze Slavią. Kotołak niespecjalnie się tym przejmuje, bo on żyje po to, by się bawić, a o tymi nudnymi rzeczami zajmują się inni. Nawet uczestnictwo w ryzykownym skoku, który planowała czarodziejka by odzyskać swoją bezcenną księgę, to dla niego tylko igraszka. Może jednak przyda się Slavii w tym zadaniu? Przekonają się wkrótce, na razie jednak rozmowy i planowanie zostały odłożone na dzień następny, a czarodziejka zdecydowała się zostać u złodziei na noc. Nie wiedziała jednak, że zostanie zakwaterowana w pokoju Iana, który stanowi, cóż, klitkę, składzik na meble. Cóż, jakoś przeżyją, przecież to tylko jedna noc, a może dzięki tym poświęceniom Slavia odzyska swoją skradzioną własność.”

~KiS(s)

Ocean Jadeitów

“Rozdzielili się, aby zdobyć informacje. Każde z nich natknęło się na kogoś, z kim mogli porozmawiać i może nawet dowiedzieć się czegoś, jeśli rozmowa ta zostanie dobrze poprowadzona. Kelsier przyłączył się do dwójki znajomych panterołaków i pomógł im z łowieniem ryb, a oprócz tego zdobył też ładną perłę, a także informacje na temat miejsca, w którym może znajdować się Sanktuarium. Ijumara rozmawiała z Meorim, pełniącym w wiosce rolę szamana, który zdecydował się zabrać ją w miejsce, w którym miałaby ujrzeć ładny widok. Kvaser natomiast wywabił z ukrycia znajomą mu kotołaczkę. Czarodziej chciał wymienić lusterko za informacje na temat wyspy.”

~ Samiel

Równina Drivii

“Trzyosobowa drużyna, gdy już pozbyli się oddziału diabłów, udała się w dalszą drogę. Jonwyszedł na przód, choć niedługo po tym dogonili go Aki i razem z nim Sargybinis. Ten ostatni znów wdał się w rozmowę z dziwnym bytem, który słyszalny i widoczny był jedynie dla niego. Przez jakiś czas utrzymywali dobre tempo marszu, nie natknęli się nawet na żadne przeszkody – do momentu, w którym minęli ostatni zakręt, bo to właśnie za nim trafili na blokadę w postaci zniszczonego sufitu. Łowca dusz postanowił pozbyć się tego za pomocą magii – rozpuścił kamień, podniósł go (magią oczywiście) i ponownie utwardził. Mogli iść dalej, prosto na samo dno tuneli. Prosto do artefaktu, którego aurę magiczną Jonowi udawało się już wyczuwać.”

~ Samiel

Szlak Ziół

Mniszek, Strażnik Lasu, choć wydaje się, że czasu ma pod dostatkiem nie zdradził się Funci jeszcze z jakimś szczególnym dla niego zajęciem. Może rozmawianie ze zwierzętami? Nucenie? Obserwowanie przyrody? Sama młoda malarka za to nie trzymała w tajemnicy, że ma trochę artystycznych zainteresowań, choć możliwe, że nie wspomniała o fascynacji nauką i magią, co ostatnio chyba zaczęło u niej  przeważać. A w przeciwieństwie do przemienionego elfika wcale nie ma tak wiele czasu… odłóżmy to jednak na dalszy plan, skoro inne kłopoty zaprzątają w tej chwili naszych bohaterów – Funtka nadal nie odzyskała swojej ludzkiej formy, a co gorsza nadal przebywają w towarzystwie nierozgarniętego druida Tarjuana, którego głównym celem w życiu jest, zdawać by się mogło, robienie innym problemów. Nooo… być może nie celowo.”

~ KiS(s)

Trytonia

(Odnajdziecie w nowince Malfo, Janko, Rheyaen i Blakitę? Pojawiło się parę podpowiedzi ~)

Wygląda na to, że załoga słynnego kapitana Lockharta Tattersalla znanego jako “Dezerter” wypływa na wody Morza Cienia. Wśród trytońskich rybaków szerzy się jakaś dziwna pogłoska jakoby mieli transportować na pokładzie… Syrenę?! Czy kapitan i pierwszy oficer postradali zmysły? Co na to wszystko załoga? Mówi się także, o jakimś podejrzanym szlachcicu, który zatrzymał się w jednej z obskurnych karczm. Widziano go w obecności kapitana, a także… dziwnego stworzenia. Czyżby planował podróż pod banderą słynnego wilka morskiego, o którym krążą pogłoski, że żeglował już po wszystkich alarańskich wodach? Jednak to nie koniec trytońskich nowin. Niemałe widowisko sprawiła również grupka trzech zmiennokształtnych podróżników. Prości mieszkańcy nie przywykli do widoku tygrysa, niedzwiedzia i wilka poruszających się jak gdyby nigdy nic po obszarze doków. Co najdziwniejsze, wszystko wskazuje na to, że również oni dołączyli do załogi Pokusy. Jak potoczą się ich przygody? Jedno jest pewne, już niedługo usłyszymy pierwsze zwrotki szant o Kapitanie Dezerterze i szalonej załodze Pokusy…

~ Arnulf

Ekradon

“Taniec trwał, rozmowy również, choć te drugie w jakiś sposób potoczyły się tak, że Skowronek następny utwór wolała zatańczyć z kimś innym, a nie z Samielem. On natomiast, dopiero po tym zdarzeniu zaczął – siedząc przy barze i pijąc piwo – na spokojnie analizować sytuację i wtedy też domyślił się, co mogło pójść nie tak. Odbył też krótką rozmowę z barmanem, a później, gdy muzyka przestała grać, wrócił na parkiet. Para zabójców znów dała porwać się tańcu, choć teraz także nie robili tego w milczeniu.”

~ Samiel

Opuszczone Królestwo

Elliot jak na smoka przystało zbiera stare wydania… nie, wróć, Elliot jak to młodociany smok uwielbia się popisywać. Tak, ma też sporo zainteresowań związanych z naturą, polowaniem i bestiologią, ale nimi jeszcze się nie mógł pochwalić. Za to lotem artystycznym i używaniem magii jak najbardziej! Po tym popisie trafili zaś do pokoju Astrid i jej współlokatorki (oczywiście, że to ona ich zaprosiła), gdzie mogli wypić po łyku za pierwszy dzień na uczelni i udane pokazy. Czy przy okazji tego kameralnego spotkania młodzi rozgadają się i opowiedzą więcej o swoich hobby? Póki co Astrid i wampir Rimual nawiązali cienką nić porozumienia co do książek, jednak zainteresowania całej bandy nadal czekają na odkrycie.”

~ KiS(s)

Szczyty Fellarionu

“Tutaj pomyłki nie ma. Ci panowie mają powołania i trzymają się ich kurczowo jak porosty kory. Czy może lepiej powiedzieć – ściany i to ściany jaskinnej, gdyż Ezra jest badaczem takich właśnie form naturalnych. Zapalonym badaczem dodajmy. Udał się w końcu w centralną część łuski, by odkryć je wszystkie! Znaczy, bez pośpiechu, po kolei. Ale wszystkie! Xelliks natomiast, wesoły lisz podąża za wiedzą gdzie los i wskazówki mu każą. Teraz razem krążą po skalnym tunelu pełnym pajączków jedzących świecące grzyby… tu chyba jednak coś poszło nie tak.”

~ KiS(s)

Lawendowy Dwór

Rael na czas narzeczeństwa trafiła pod opiekę starej wdowy, uważanej w towarzystwie za szaloną kocią mamę. Panie znają się jednak tylko kilka godzin i niebianka już może stwierdzić, że chyba opinia na temat lady Kat jest przesadzona – to ciepła, energiczna kobieta kochająca zwierzęta, żadna dziwaczka. Obie panie mile spędzają czas na przejażdżce po parku wokół posiadłości, poznając nawzajem siebie i swoje przyzwyczajenia, poglądy, zainteresowania. Tymczasem Tristan został sam w Lawendowym Dworze, nie licząc oczywiście rodziny i dwóch rannych dziewczynek, które kilka dni wcześniej uratował po tym jak ich rodzina została brutalnie napadnięta w drodze. Czekają go zdecydowanie ciężkie chwile, bo tak jak młodsza z sióstr dochodzi do siebie w miarę dobrze, tak starsza (i bardziej świadoma tego co się z nimi dzieje) może stanowić dla niego nie lada wyzwanie.”

~KiS(s)

Revendor

U Camryn i Neretheala dzieje się stanowczo za dużo, by mogli myśleć o jakimkolwiek oddawaniu się przyjemnościom. Zresztą, o czym my w ogóle mówimy – ledwie siostra inkwizytora chciała pójść do ich domu, zamiast od razu biec do tajemniczych Wyciszonych i już wydarzyło się nieszczęście. Eksplozja! I to praktycznie identyczna do tej, w której zginął król… To może w sumie stanowić jakiś trop w ich śledztwie, jednak to chyba będzie musiało poczekać – maie została ranna w wybuchu, kawałek szkła wbił się w jej brzuch. Camryn musi sobie z tym poradzić, lecz póki co nikt nie kwapi się, by jej z tym pomóc – gapie, których poprosiła o pomoc, rozeszli się i nie wiadomo czy którykolwiek przejął się jej prośbami by pobiec po medyka…”

~KiS(s)

Krakowie, to znowu my!

Dzisiaj zamiast normalnego Donosiciela czeka na Was wydanie specjalne, bo oto w zeszły weekend odbył się pierwszy pełnowymiarowy zlot w tym roku – przed Wami relacja z tego wydarzenia!


Jak to w przypadku poprzedniego zlotu w Krakowie było, tak i tym razem zaczął się on już w piątek. Niara i Meridion wyruszyli już wczesnym rankiem, by po drodze odwiedzić dawnych znajomych z Granicy, którzy w zlocie nie brali udziału (choć kto wie, może w przyszłości…), zaś Kronikarka spisująca tę relację w drogę wyruszyła prosto z pracy. Zresztą nie tylko ona, bo i Jane pełniąca rolę przewodnika po mieście na wieczorne spotkanie dotarła po pracowitym dniu.

Pierwszego dnia spotkaliśmy się w kameralnym, bo tylko czteroosobowym gronie, na wspólnej kolacji i rozmowach przy piwie. Był czas na pogaduszki i nadrobienie tych wszystkich historii, których nie było okazji opowiedzieć na komunikatorach. Wieczór nie był jednak specjalnie długi – Jane na drugi dzień szła rano do pracy, a reszta była po dłuższej lub krótszej podróży, więc po kilku godzinach każdy udał się w swoją stronę, by spotkać się ponownie następnego dnia.

W sobotę zaś miał miejsce właściwy zlot! Pierwsi zlotowicze zaczęli zbierać się pod pomnikiem Mickiewicza już około 15.00, a wśród nich było wiele osób, dla których był to zlotowy debiut – super, że było Was tak wielu, mamy nadzieję, że to nie był pierwszy i ostatni raz!

Kto zjawił się pod pomnikiem, zapytacie? Ano ta co spisuje te słowa (Sanaya znaczy), Jane, Wonsz z Wojenką, Ritsel, Sargybinis zwany Drugim Smokiem, Ásingerð. Udało nam się zaskakująco łatwo odnaleźć wśród zebrane na Rynku tłumu, a gdy już upewniliśmy się, że to wszyscy na ten moment, ruszyliśmy coś zjeść… A gdzie indziej wdepnąć na szybką szamkę jak nie do znanej sieciowej restauracji z dwoma złotymi łukami w logo? Tam więc się zatrzymaliśmy na chwilę nim dotarła do nas Nevaeh, wbrew przeciwnościom losu w postaci komunikacji miejskiej, która wybitnie tego dnia była dla niej złośliwa (tak na marginesie to nie tylko dla niej – Ásingerð też stoczyła z nią walkę). Skład się powiększył, wszyscy, którzy mieli taką potrzebę, napełnili żołądki, więc udaliśmy się w miejsce, gdzie miała odbyć się właściwa część zlotu – do Cybermachiny. Tam dołączyła do nas Niara – na razie bez Meridiona, bo ten musiał zaparkować samochód i miał jeszcze jedno zadanie do wykonania… ale o tym za chwilę, bo najpierw Królowa podzieliła się z nami wieścią o przygodach, jakie spotkały ją tego dnia. Otóż w trakcie odwiedzin w zoo została… ugryziona przez pazerną świnię! Kto by pomyślał, że to tak krwiożercze stworzenia, prawda? Całe szczęście Niara ma nadal komplet palców, choć jeden niepokojąco jej spuchł…

A potem się działo! Plotki, wspólne snucie planów tudzież knucie, opowiadanie o wątkach i postaciach, ale też prywatne rozmowy o tym kto gdzie pracuje, co się u niego dzieje, jakie ma plany… Aż nie sposób wszystkiego wymienić! Gdzieś w międzyczasie pojawił się pomysł, by skorzystać z uroków Cybermachiny i być może zagrać w Cards Against Humanity, lecz udało się zagrać dwie kolejki (a i to chyba niepełne?) nim pomysł został porzucony – było wiele ciekawszych rzeczy do obgadania niż skupianie się na jakiejś grze. I to po angielsku!

Na wzmiankę zasługuje jednak pewna bomba, która wybuchła około 19.00 – wtedy to okazało się, że nastąpił jakiś problem w komunikacji i Meridion zamiast dołączyć do nas w Cybermachinie poszedł pod Galerię Krakowską, gdzie miał odebrać aloesy w doniczkach przywiezione przez Wojenkę. Wszystko fajnie, lecz ona nadal była w pubie! Wszystko jednak dało się dogadać – Technomanta miał poczekać chwilę na parkingu, a Wojenka wraz z Wenszem zebrali się do powrotu do domu, bo w sumie i tak za pół godziny by wychodzili – czekała ich w końcu długa droga powrotna. Nim jednak wyszli, razem z Jane i Nevaeh wykorzystali moment, by poprosić Niarę o pozwolenie na stworzenie pewnej ragariańskiej rodzinki, którą sami zainteresowani określili jako patologiczną… Czy trzeba mówić jak niepokojąco to zabrzmiało? Zgoda wstępnie została udzielona, choć kto wie jaki będzie ciąg dalszy tej historii!

Niestety im dalej posuwał się wieczór, tym więcej osób musiało nas opuścić – jakoś trzeba do domu dotrzeć. A dla wielu była to podróż z przygodami! Sargybinisa deszcz dopadł już przy samym wejściu do Cybermachiny, Nevaeh zaś już praktycznie u celu natrafiła na małą powódź – całe szczęście do domu dotarła w jednym kawałku, a na progu przywitał ją stęskniony kot. Ostatnie zlotowe niedobitki rozeszły się chwilę przed północą i w ten oto sposób zakończyła się oficjalna część zlotu.

Ale to jeszcze nie koniec, bo już następnego dnia w znacznie mniejszym gronie – bo składającym się z Jane, Ritsel, Niary, Meridiona no i mnie – spotkaliśmy się na śniadanie w klimatycznym Edenie, gdzie dołączył do nas przesympatyczny cerber o imieniu Dexter, a z okna nieopodal obserwował nas pies, który przypominał trochę białą puchatą chmurkę i tak też został na potrzeby rozmów ochrzczony. Tego dnia mieliśmy dla siebie czas do wczesnego popołudnia, bo później każde udało się w swoją stronę.

I tak oto skończył się nasz trwający trzy dni zlot w Krakowie – na pewno nie ostatni w tym roku! Wszystkim uczestnikom dziękujemy, super było Was zobaczyć! A tym, którym nie udało się dotrzeć życzymy, by następnym razem się udało, bo im nas więcej tym weselej!

Buźka!

Donosiciel #68

Natura mnie oblazła!

Ach, lato… Gdy dni są takie długie i ciepłe, wszystko kwitnie i się zieleni, miło jest posiedzieć na dworze. Niektórzy tylko wylegują się na trawie, inni pracują w ogródku, jeszcze kto inny będzie zrywał kwiatki. Są też oczywiście tacy, którzy będą siedzieć w domu aż nie nadejdzie zima. Nie, nie wampiry – alergicy. Ale wampiry w sumie też. Mamy tu jakiegoś wampira by potwierdził? No to zobaczmy co tam w wątkach tak przy okazji – kto z naturą się lubi, a kto jej unika.

Hrabstwo Ascant-Flove

“W hrabstwie pogoda ładna i cieplutka, więc po skończonych tańcach zapoznawczych trwających niemal do rana czas na odpoczynek i… piknik! Ale najpierw śniadanie! A wśród łakoci kosz przepysznych bułeczek od Ogany, która nie podejrzewa w jaką historię może zostać niedługo wplątana. Zdecydowanie zbyt trzeźwo myśli, by oddać się dzikim fantazjom o pałacowych intrygach. Nawet jeżeli na miejscu sytuacja faktycznie wygląda jak gra o przetrwanie i utrzymanie statusu.
Chociażby taki Mikael, dhampirzy ochroniarz Vincenta i Paulia – jego ludzka kuzynka. Zachowują się jakby nic się nie stało. Jakby z ich ust nie padły inwektywy na tle rasowym i hierarchicznym, a poukrywane między wierszami groźby wyparowały. A Daniel? Czy nie cieszy go za bardzo, że w końcu ma Anastasię tylko dla siebie? Chociaż… przecież przyjaciółka nawet nie przyjechała dla niego. Ale David, z którą łączyło ją więcej zszedł ze sceny, więc może warto by wykorzystać okazję? Każdy tutaj próbuje coś osiągnąć – i jak się zdziwią kiedy dowiedzą się co też uknuł Bastien!”

~ KiS(s)

Valladon

U Momo i Riordana zieleń na pewno jest grana, choć zdecydowanie nie tylko w charakterze pięknej scenerii a jako bukiet, który malarz przyniósł trytonowi, by jednocześnie mu podziękować i przeprosić za to w jakiej sytuacji go postawił. Nie wiedział, że Momo tak naprawdę doskonale się bawił i nie ma do niego pretensji i co więcej – że nadal chce mu pomagać. Cóż, elf nie wyglądał raczej jak wzór zdrowia ani trzeźwości – trzeba było go odprowadzić do domu. Spacer będzie też doskonałą okazją do rozmowy – na przykład tego, by zdradzić Riordanowi, że dwa jego obrazy zostały w międzyczasie sprzedane przez obrotnego trytona…”

~KiS(s)

Szlak Ziół

Dla Mniszka natura jest czymś tak oczywistym, że on to wręcz źle czuje się pod dachem. Funtka to trochę co innego, a Chaos to już w ogóle, ale teraz nie za bardzo jest czas by o tym myśleć. Po ustaleniu planu działania cała trójka wraz z szalonym druidem Tarjuanem wracają do jego domu, gdzie czeka na niego siostra. Malarka i leśny strażnik nie oczekują w tym przypadku cudów, ale przynajmniej jest szansa, że będą mogli zjeść przepyszne ciasto przygotowane przez ciotkę Florę – dla takich delicji warto iść tyle czasu przez las… Choć Tarjuan akurat wymyśli, że on zamiast iść chętnie przejechałby się na plecach Funtki. Bezczelny.”

~KiS(s)

Trytonia

“Lockhart Tattersall zwany Dezerterem przyjmuje zlecenie od tajemniczego młodzieńca, który wiekiem, jak się po długich pertraktacjach okazuje, jest w rzeczywistości nie młodszy od samego kapitana. Malfo przedarł się przez podniszczoną i odurzającą smrodem karczmę z niemałym trudem, aby zaoferować wilkowi morskiemu propozycję nie do odrzucenia. Jego celem jest zatopione miasto, a dokładniej zaczarowany klucz, który rzekomo można tam znaleźć.
Umowa zostaje przypieczętowana złotem. Rozpoczynają się przygotowania do żeglugi, w których udział biorą m.in. ciemnoskóry kwatermistrz oraz ledwo zipiący po wczorajszej libacji Janko, pełniący obowiązki kuka. Kiedy pracowity dzień dobiega końca, obaj postanawiają spocząć na plaży ukołysani rumem i suchą, nocną bryzą.”

~ Latro

Ekradon

“Przy stoliku, w towarzystwie własnym i kremowego piwa, Samiel i Skowronek rozmawiali i odpoczywali. Pytania, które zadawała elfka, były ciekawe i może nawet filozoficzne, ale nie były też takie, że odpowiedź na nie sprawiałaby trudność. Akurat teraz najważniejsze było to, że dobrze się bawili w swoim towarzystwie. A jeśli o to chodzi, to przy stoliku nie posiedzieli zbyt długo, bo tylko tyle, ile trwał jeden utwór – po tym Skowronek zaciągnęła Samiela na parkiet. Znów dali porwać się tańcu i okazjonalnym rozmowom w jego trakcie.”

~ Samiel

Mroczne Doliny

“Po zwiedzaniu ogrodu, przyszedł czas na zobaczenie kolejnych pomieszczeń w rezydencji. Vergil zapytał Tiu, co wolałaby zobaczyć najpierw, a ona stwierdziła, że bibliotekę, więc to tam zabrał ją – i jej służkę – wampir. W środku, oprócz wielu regałów, foteli i stolików, znajdowało się też małe, osobne pomieszczenie, w którym przechowywane były najstarsze przedmioty wchodzące w skład biblioteki. Po tym, z ciekawszych pomieszczeń, pozostają jedynie pokoje gościnne, a raczej ten jeden, konkretny, który tymczasowo zajmować miała właśnie Tiu i Fuji.”

~ Samiel

Opuszczone Królestwo

“Burza powoli przemijała, a w schronieniu Caina i Lotty w tym samym czasie zmieniała się atmosfera. Zostało wzmocnione nie tylko przez jego magię, lecz także przez lód, który wyczarowała dziewczyna, choć wzmacnianie ścian i to, co mógł zrobić lub powiedzieć w trakcie wykonywania tego sprawiło, że uraził czymś Lottę (przynajmniej tak mu się wydawało). Przeprosił ją, wytłumaczył się, a na koniec w końcu zdobył się nawet na pewne wyznanie, choć sam nie do końca wierzył, że to powiedział. Ciekawe, jak zareaguje na to czarodziejka?”

~ Samiel

“Potężna burza złapała Caina oraz Lottę pod jednym, stworzonym przez czarodzieja dachem. Pasja natury – głośne gromy dźwiękowe oraz niszczące drzewa pioruny – dobrze dodawały to, co działo się wewnątrz bezpiecznego schronienia. Namiętne ocieranie ramion, czułe dotykanie ściany oraz emocjonalne wyznania, których później mogą żałować. Jednak nie tylko romansami pradawni żyją i wkrótce mogą stanąć przed znacznie bardziej namacalnym wyzwaniem niż burza emocji – grupa ścigających ich mężczyzn depcze in bowiem po piętach i wkrótce może dojść do dramatycznej konfrontacji! Czy inteligencja Caina i uroda Loci będą w stanie przetrwać grupę profesjonalistów polujących na nich? Przekonajmy się wkrótce!”

~ Déri

Szczyty Fellarionu

“Pająki. Dużo pająków. I jaskinia. I truposz i diabe… to jest ragarianin!
Spotkanie Xelliksa i Ezry być może nie należy do najbardziej wyjątkowych – na łonie natury, w cieniu skalnych ścian. Ale może to i dobrze, że nie wiążą się z nim żadne dramaty i walki – raczej nieco niezręczna rozmowa o mrocznych serkretach i ich klasztorze oraz głaskanie i szkicowanie pająka nieco później. Chyba dobry sposób na zaczęcie współpracy. Panowie postanawiają bowiem przez pewien czas iść razem i może wydostać się na drugą stronę gór. A co czeka ich po drodze i jak bardzo sobie pomogą… to już zobaczymy!”

~ KiS(s)

Lasy Eriantur

“Natura, tak to jest to! Bagno pośrodku lasu pachnące rozkosznym rozkładem i zbutwiałymi pniami, pod którymi kto wie co się konserwuje – Alice jest zachwycony! Co prawda głównym zadaniem jego oraz pomagających mu tygrysołaków jest znalezienie pewnych konkretnych stworzeń, ale jak tu się nie pozachwycać wizją szczątków spoczywających gdzieś na dnie. Rozproszony czarodziej bardzo możliwe, że stałby się wkrótce jednym z nich, bo ugrzązł, ale na szczęście mistrz Zirka przyszedł mu z pomocą. Nici z przygody. Dalej zaś swoją wędrówkę kończą Xirin i mały Rizi, którzy właśnie weszli na teren posiadłości – chociaż kto wie, może tygrysek, choć wychowuje się w drodze, chętnie zwiedzi wnętrze budynku?”

~ KiS(s)

Równina Magenar

Loke jako kopytna za naturą powinna nie tylko przepadać, ale wręcz uwielbiać całym swym jestestwem – tym, że tak nie jest pewnie nie raz będzie zaskakiwać spotkanego w drodze ducha światłości, który ma z ogólnie pojętą przyrodą tyle wspólnego, że aż nie je i nie pije. Wiedza jednak kazała mu założyć, że centaurka nie tylko jest jej obrończynią, ale i należy do klanu i będzie niezwykle drażliwa na swoim punkcie jako kobieta rzadkiej przecież rasy. Już tutaj nie trafił – Loke nie jest drażliwa wcale a wcale i spokojnie proponuje mu pomoc w zbieraniu rozrzuconych rzeczy. Jej pojęcie o świecie zaś… Natanis niedługo przekona się, które z nich bardziej nie radzi sobie w podróży i ma mniejszą wiedzę o terenie!”

~ KiS(s)

Teravis

“Bezdomny czarodziej Turre ma zaszczyt gościć prawdziwą wampirzą arystokrację w swoim zaułku, w którym z reguły śpi i rozmyśla nad życiem! Cóż, przynajmniej krwiopijcza część jest pewna, bo głodnych spojrzeniach rzucanych mężczyznie. Co do arystokrstyczności… cóż, nad tym trójka braci musi popracować. A dokładniej to Darcio, ewentualnie wraz z bratem Aimem, bo najmądrzejszy i najarystokratyczniejszy wśród rodzeństwa Rioś oczywiście nie może sobie na to pozwolić. Jest zbyt zajęty byciem inteligentnym żeby pracować. Przy pomocy pradawnego, być może uda się znaleźć sposób, aby mógł wykorzystać swoich braci i wszyscy żyli sobie szczęśliwie. Czarodziej z pewnością będzie mógł liczyć na wampirzą wdzięczność…”

~ Déri

Dalekie Krainy

No u Emmy i Juna zieleni to jest chyba tylko tyle co gdzieś na pojedynczym hafcie, bo akurat trwa zima, ale za to okoliczności przyrody są przepiękne! Twierdza gdzieś wysoko w górach i gorące źródło z widokiem na ośnieżone szczyty – czy trzeba czegoś więcej by się zrelaksować? Choć przede wszystkim: czy na pewno należy się relaksować. Emma wylądowała bardzo daleko od domu i choć wszyscy, których do tej pory spotkała, są mili to kto wie, co ją czeka? Oby jedynymi niedogodnościami były trudy w połapaniu się w układzie korytarzy i nauka jedzenia pałeczkami!”

~KiS(s)

“Plotka o dolinie obłożonej klątwą szybko obiegła Dolinę Wielkich Jezior i ściągnęła wielką zgraję tałatajstwa wszelakiego, w tym naturalnie ciekawskiego smoka Dérigéntirha. Przy pomocy naturalnej charyzmy oraz wrodzonemu urokowi (magia, wszystko zawdzięcza magii) powstrzymuje tę armię przed wkroczeniem na ich własne przyszłe cmentarzysko. W końcu jak każdy smok, wie najlepiej co dobre dla każdego. W sam środek tej manipulacji wkracza ex-nemorianka Segen, wielka podróżniczka, również skuszona wizją eksploracji śmiercionośnej doliny. Czy obecność demonicy będzie iskrą, która w końcu podpali tę beczkę prochu?”

~ Déri

Revendor

Camryn ma skaranie boskie z Nerethealem. Czy tam z Laehteren, bo akurat to siostra maie jest obecna i niezbyt chce współpracować z najemniczką i pośrednio ze swoim bratem. Miała iść do Wyciszonych – ponoć to pilne. Zamiast tego jednak razem z Camryn załatwiły kwestię jej konia, który został gdzieś pod karczmą na drugim końcu miasta, a potem udały się na posiłek. Najemniczka niby po drodze wrzuciła do żołądka jakąś suchą kiełbaskę, ale kto by odmówił zaproszeniu na obiad? Tym bardziej, że będzie to okazja by być może lepiej poznać maie, a może nawet dwór Revendoru, bo na razie wokół Camryn więcej jest pytań niż odpowiedzi, a inkwizytorzy nie ułatwiają zrozumienia co się tu dzieje.”

~KiS(s)

Donosiciel #67

Dzień dobry, śniadanko!

To teraz przyznać się – kto wstaje skoro świt, a kto śpi do południa? Wolicie leniwe poranki przy dobrym śniadaniu czy w pośpiechu łapiecie byle co i gnacie realizować swój plan? My Was dobrze znamy – wiemy, że niektórzy to dopiero kładą się spać wtedy, gdy inni już wstają. I wcale to nie są wampiry! Każdy jednak ma swój ulubiony rodzaj poranka – my i nasi bohaterowie. Zobaczmy więc jak to im idzie wstawanie.

Warownia Nandan-Ther

Rosa, choć jest kotem, wstaje co rano by ćwiczyć – dba nie tylko o kondycję, ale i samodyscyplinę. Melodia natomiast, wychowana w wiosce jeleniołaczka traktowana jak bóstwo… kto wie! Może kotka będzie miała okazję się przekonać kiedy zaproszona nieznajoma spędzi u niej pierwszą noc. Nim to się jednak stanie będą musiały zostać jeszcze chwilę przy piekarni, jako prawie-świadkowie niegroźnego wypadku. Pechowy chłopak, na którego spadła wina (i mąka) chyba nie umiałby się bez ich pomocy wytłumaczyć patrolowemu. Nie, wolał podjąć próbę dosiądnięcia pegazicy, nie swojej w dodatku. To nie wróży mu powodzenia w rozmowie ze stróżem prawa!”

~ KiS(s)

Wyspa Lariv

“Do pracy! W zajeździe każdy wstaje rano (może poza kotami). Niektórzy na Lariv zaś wstają dla równowagi po kilka razy – najpierw przed wschodem, potem zaś po deszczu zenitalnym. Ta powtarzalna pogoda złapała też Kaikomi i całą kolorową wycieczkę zatrzymując ich w domu stolarza. Potem zaś ruszyli dalej – do sklepu Enki, mahińczyka o ujmującej osobowości i rarytasach z kontynentu na półkach. Ziarna, wiśnie w likierze, warzywa, przyprawy i miód! Lucy czekający w zajeździe postanowił właśnie stawić czoła swojej zagmatwanej przeszłości, ale to przed syrenką i pracownikami stoi największe wyzwanie – co nabyć, ile wydać, a ile zaoszczędzić?”

~ KiS(s)

Hrabstwo Ascant-Flove

W posiadłości hrabiego Vincenta jeszcze długo nie będzie mowy o wstawaniu i śniadaniu, bo towarzystwo bawi się w najlepsze przy muzyce. Sam hrabia akurat zrobił sobie przerwę od obowiązków towarzyskich, a przy najważniejszym gościu tego wieczoru – córce przyjaciela rodziny, Anastasii – w końcu miał okazję poudzielać się jego kuzyn, Daniel, który wcześniej został od towarzystwa sprytnie odciągnięty, by zażegnać troszkę nerwową sytuację z Vinnym. Cóż, panowie nie przypadli sobie specjalnie do gustu. Teraz jednak Daniel już o tym nie myślał. Jakże dawno nie widział się z przyjaciółką! Podczas tańca mieli sobie tyle do powiedzenia, relacjonując pobyty w obcych miastach na naukach. Nocy by im nie starczyło na rozmowę.

Śniadanie za to wkrótce będzie pewnie jadła Ogana, bo jak to piekarze, na pewno wstanie jeszcze przed świtem.”

~KiS(s)

Las Driad

W domu Yrin chwilowe zawieszenie broni – po tym jak Iyeru został przez nich napadnięty w celu pozyskania łusek, jak ledwo wytłumaczyli sobie co zaszło, jak zostali oblani wodą, każdy udał się do swojego kąta, by trochę ochłonąć. Smok w swojej przystojnej elfiej formie zaszył się w lesie, by zajadać czereśnie, ale niestety nie było mu dane posilać się w spokoju – zaczepił go jeden z pupili Yrin. Cóż, może jakoś przeżyje. A tymczasem lisołaki spotkały się przy herbatce i padło pytanie o tyle istotne, co nieco drażliwe – czy Toffee uważa swoją przyjaciółkę za ładną?”

~KiS(s)

Pustynia Nanher

“Piaski Czasu były niebezpieczną lokacją, a oni poruszali się po nich biegiem. Seviron i Nataniel mieli własne cele, ale złożyło się tak, że ich cele podróżowały w swoim towarzystwie i mogli tymczasowo połączyć siły, aby zrobić to, po co przybyli na Pustynię. Negocjacje zaczęły się, gdy ich dogonili, a przynajmniej takie coś zaczęło dziać się, gdy Seviron zaczął rozmawiać z kimś, kto określany był Szalonym Skrybą. Ciekawe, jak wyglądało to u Nataniela i mężczyzny, którego on szukał?”

~ Samiel

Ekradon

“Po walcu, Skowronek zdecydowała się spełnić prośbę mężczyzny, który już wcześniej pytał ją o taniec. Samiel został sam, chociaż tylko na chwilę, bo do niego z kolei podeszła młoda blondynka, która powiedziała mu wprost, że chciałaby, żeby z nią zatańczył. Zgodził się i w ten sposób oboje zatańczyli z kimś innym, ale już w następnym tańcu – gdy ponownie poruszali się w nim ze sobą – mogli rozmawiać o swoich wcześniejszych partnerach. Później, gdy utwór zakończył się, oboje postanowili, że wrócą do stolika, w końcu każdemu przyda się nieco odpoczynku.”

~ KiS(s)

Mroczne Doliny

“Wampiry podobno nie śpią – Vergil i jego wierny przyjaciel Igar nie wstają więc, co najpewniej zaciekawi Tiu, tygrysołaczkę pochodzącą przecież z daleka i mającą niewielkie pojęcie o krwiopijczej rasie. Nim jednak nastanie noc, a po niej poranek pełen nowych pytań trzeba zwiedzić włości odwiedzonego hrabiego – zaczynają od ogrodu, by potem skierować swe kroki ku bibliotece. Swoim poważnym tonem Vergil jednak nieźle tygryskę wystraszył, bo już myślała, że zaraz ją zaatakuje i zaciągnie niewiadomo gdzie. Niemądre podejrzenia! Po tym chwilowym napięciu atmosfera jednak się rozluźnia i arystokratyczna przybyszka pozwala sobie na coraz większe pomijanie formalności, które mówiąc krótko, dla gospodarza nie są jakąś szczególnie istotną częścią nieżycia.”

~ KiS(s)

Opuszczone Królestwo

“Do zbudowania schronienia przed nadciągającą nad równiny burzą Cainwykorzystuje resztki zrujnowanych domów i swoją magię – buduje coś, czego nawet Lotta nie jest w stanie od tak rozwalić, a to wielce jej imponuje i faktycznie dobrze świadczy o całej konstrukcji. Problem jest tylko jeden – domek ze ścian jest mały i czarodzieje nie mogą siedzieć obok nie stykając się ramionami… och jakież nieszczęście! Cain już wstawał proponując, że zmieni miejsce, ale Locia nie jest aż tak niemądra i nie straciłaby okazji na oparcie się o przystojniaka – zatrzymuje go więc i ciągnie do siebie. Pytanie czy siłą lub osobistym urokiem jest w stanie zatrzymać przy sobie czarodzieja na dłużej!”

~ KiS(s)

Szczyty Fellarionu

“Co takiego można znaleźć w jaskiniach? Spytajcie o to Ezrę, ragarianina, który poświęcił swoje życie badaniu tych ciemnych zaułków natury. Odpowiedzą są pająki o bliżej nieokreślonej jadowitości w towarzystwie żywych truposzy! Przybysza z północy kontynentu albowiem przywitał Xelliks, nieskutecznie kamuflujący się jako sterta kości. Ha, założę się, że jeszcze takiego nie widziałeś w żadnej jaskini, panie nordczyku specjalisto! Uważaj lepiej, bo jamy Środkowej Alaranii jeszcze cię zaskoczą bardziej, niż możesz się spodziewać!”

~ Deri

Renidia

Cóż za szczęśliwe zrządzenie losu – jaka jest szansa, by w środku miasta wpadły na siebie dwa panterołaki? Prawie żadna, a tymczasem Kimiko i Talen właśnie na siebie wpadli – zaskakująca, ale miła niespodzianka. Szkoda nie skorzystać z takiej okazji. Pora więc by bliżej się poznać, zajadając przy tym świeżo zakupione, jeszcze ciepłe drożdżówki z jagodami. Nic to, że ona niespecjalnie przepada za słodkościami, jakoś sobie poradzi, a poczęstunku przecież nie wypada odmówić. Tym bardziej, że oboje mieli do siebie wiele pytań – ona jego pytała o to jak żyje się panterołakowi w mieście, on ją o cel podróży. Czy ktoś kiedyś Talena tak szczęśliwego i podekscytowanego jak w tej chwili?”

~KiS(s)

Lasy Eriantur

“Tygrysołaki i mag poruszali się przez bagno. Byli już nawet coraz bliżej wyjścia i to właśnie wtedy Alice oznajmił im, że ugrzązł w podmokłej ziemi. Zirk akurat znajdował się z przodu ich małej grupki, dlatego też to Grim ruszył z pomocą unieruchomionemu. Udało się go wyciągnąć i mogli ruszyć dalej, ciągle szli za śladami, które znaleźli także w lesie. Co więcej, dotarli też do drzewa, na którym „coś” siedziało. Tymczasem Xirin przyprowadziła małego Riziego do miejsca, w którym mieszkała ona, Alice, pomocnicy tego drugiego i jego stworzenia. Mały tygrysołak był gotowy nie tylko do zjedzenia czegoś, lecz także do eksploracji nowego miejsca, choć to drugie starał się ukrywać.”

~ Samiel

Oaza Mia-Alkhama

U Sadika i Sarabi też bardziej kolacja niż śniadanie, ale najważniejsze, że spożywają ją razem i rozmowa między nimi w miarę się toczy – to duży postęp zarówno dla księżniczki, która tyle przeszła, jak i dla nieprzystępnego pułkownika. Nadal nie jest to jednak rozmowa spokojna – on jest niespecjalnie delikatny, a ona wrażliwa na punkcie tego jak on ją traktuje. Jak dzieciaka! A tymczasem Sara zdecydowanie dzieckiem nie jest i dała mu tego dowód, wymieniając co umie i jak gruntownie została wykształcona – nie należy jej lekceważyć. Ciekawe co by zrobiła wiedząc, że zachowanie pułkownika nie było wcale podyktowane protekcjonalnym traktowaniem, a chęcią ukrycia nałogu? Tak by nie mogła mu wyliczać, że tego wieczoru wypił już stanowczo za dużo?”

~KiS(S)

Dalekie Krainy

Emma rozpocznie swój następny dzień od kąpieli, zdecydowanie. Po pierwsze po prostu tego potrzebuje jako syrena, a po drugie – Jun zapewnił jej doskonałe ku temu warunki. Gorące źródło w pięknych okolicznościach przyrody i jeszcze osłonięte od spojrzeń ciekawskich, czego pragnąć więcej? Można powiedzieć, że syrena naprawdę nieźle trafiła – co prawda jest wiele dni jeśli nie tygodni drogi od znajomych miast, ale przynajmniej trafiła na dwór księcia, który zdaje się być nią żywo zainteresowany i zaproponował jej gościnę nie upominając się w zamian niczego poza towarzystwem, bo o tej porze roku na jego dworze wieje straszną nudą. Ot, uroki zimy w górach.”

~KiS(s)

Donosiciel #66

Napijmy się!

Ciepło się zrobiło, pić się chce. A czego się napijemy to już zależy od własnych preferencji i okazji, prawda? Kawki do ciasta, herbatki dla relaksu, piwa na koniec ciężkiego dnia, szampana gdy jest co świętować… A gdzie tam jeszcze wszelakie soki, lemoniady, bardziej wyskokowe napoje. A co więcej – często przy tej okazji coś się dzieje. No to – herbatki czy co tam pijecie w dłoń i sprawdźmy co się dzieje u naszych bohaterów!

Równiny Theryjskie

Sytuacja Slavii nie przedstawia się najlepiej – sama weszła w paszczę lwa, do kryjówki złodziei, którzy już przejrzeli jej podstęp i domyślili się, że wcale nie chciała do nich dołączyć tak po prostu. A jak sami wyjaśnili – złodzieje nie oddają skradzionych fantów, bo to o jej cenną księgę się rozchodziło. Atmosfera zrobiła się gęsta i niewesoła. Slavia pewnie by sobie poradził, w końcu to sprytna czarodziejka, ale chyba nie ma takiej potrzeby, bo herszta bandy najwyraźniej chce się dogadać. Na wstępie zażądał dyskrecji, a później oświadczył, że już nie posiada jej księgi. Niech to! Ale przynajmniej pamięta komu ją sprzedał. Niestety by ją odzyskać ponownie trzeba będzie ją ukraść… Od czego jednak jest Ian, który wręcz sam chętnie wyrwał się na ochotnika do pomocy Slavii? Na pewno z dobroci serca, a nie przez to, że urzekły go jej wdzięki.”

~KiS(s)

Warownia Nandan-Ther

“Tłum ludzi i zapach chleba nie koniecznie oznacza dobrą zabawę – tutaj wszyscy krzyczą na ubielonego mąką chłopaka i tylko jedna Melodia podeszła do niego spokojnie, chcąc dowiedzieć się co się stało. Jej poroże nie ułatwiło mu otrząśnięcia się z szoku, ale dał radę koślawo opowiedzieć coś o półce, mące, spadaniu, blatach, sobie, chlebie… a gdy usłyszał kroki strażników zerwał się i próbował uciec na Niebieskiej, pegazicy jeleniołaczki. Udać to mu się nie udało – więc może teraz czas Rosy, by przyłączyć się do znajomej i spróbować wyjaśnić sprawę pokojowo?”

~ KiS(s)

Równina Drivii

Freya nie miała w karczmie za dobrego towarzystwa – znajoma lalunia wraz ze swoimi ludźmi się zawinęła, a w karczmie, gdzie popijała sobie to, co akurat jej postawiono, pozostali tylko obcy i wrogowie. Jakoś z tego powodu specjalnie nie płakała, wręcz przeciwnie, wygląda na to, że ekscytowała ją myśl o tym, że wyrówna rachunki z nielubianymi wojownikami. Nawet zaczęła planować sobie w jakiej kolejności się za to zabrać i czy najpierw dobrać się do skóry bestii, na którą wszyscy tu się zasadzali, czy ludziom Egrvyna, ale przerwało jej pojawienie się nowej osóbki – drobniutkiej, złotowłosej elfki, która bezpardonowo dosiadła się do jej stolika, niby pytając o zgodę, ale nie czekając na odpowiedź. Ta elfka to Aenwyn, która ma plan by zapoznać się z Freyą i wykorzystać ją do swoich celów – jako osiłka pomocnego w polowaniu na grubego zwierza, w którym to zamierzała wziąć udział.”

~KiS(s)

Hrabstwo Ascant-Flove

W posiadłości hrabiego nadal trwa małe przyjęcie z okazji przybycia dawnego przyjaciela rodziny. Córka rzeczonego przyjaciela – Anastasia – tańczy z kolejnymi mieszkańcami dworu, podpytując ich dyskretnie o Vinny’ego, który jest dla niej bardzo interesującą i nietuzinkową personą. Jego kuzyn, Jorge, wiele jej opowiedział, na dodatek mówiąc całkowicie szczerze i z duża sympatią względem pana tych ziem. Dziewczyna dość mocno go przycisnęła, choć uczyniła to z wdziękiem typowym dla dobrze urodzonej damy. Pewnie dowiedziałaby się od niego absolutnie wszystkiego, gdyby nie to, że ich taniec dobiegł końca. Nie żałowała, bo oto w końcu trafiła na Daniela – swojego przyjaciela z dzieciństwa, za którym tak tęskniła. Z nim już o Vinnym nie rozmawiała – wolała dowiedzieć się co u niego. Widać, że tych dwoje się doskonale dogaduje.”

~KiS(s)

Valladon

Się podziało. Riordan niby doszedł do siebie, ale gdy już doszedł też na salę to uznał, że jednak go to przerasta i… po prostu dał drapaka. A że wcześniej Momo zaproponował mu pomoc to doskonale – wcisnął mu swoją plakietkę z nazwiskiem i niech tryton kombinuje jak tu teraz poradzić sobie z gośćmi. Ale, ale – trafili pod dobry adres, bo Momo wcale nie spanikował tylko złapał kieliszek szampana w dłoń i ruszył w tłum, rozdając czarujące uśmiechy, bajerując opowieściami o uczuciach i malarstwie, na którym się tak po prawdzie kompletnie nie znał, ale za to bardzo dobrze udawał. Przy okazji by lepiej wypaść zawłaszczył sobie nazwisko czarodzieja, którego niedawno poznał w Rubidii, bo swoje imię uznał za zbyt mało spektakularne – Rufouse chyba mu to wybaczy. Ciekawe tylko co powie Riordan, gdy już się dowie co też na temat jego obrazów i również jego samego naopowiadał jego bohater bez peleryny, za to z turkusowymi włosami.”

Góry Druidów

Yastre nawet nie zdaje sobie sprawy jakiego piwa sobie naważył! A chciał dobrze. Przecież jak mógłby zostawić Kavikę, gdy stała przed nim taka biedna i smutna, jak miał odejść z Hannie, która co prawda była miła i słodka, ale doskonale sobie radziła? A co więcej – jak miał zostawić kobietę, do której nadal coś czuł, choć w sumie to nie powinien? Łapy jednak trzymał przy sobie i został z uczoną, nie wiedząc jak bardzo wkurzył swoim zachowaniem elfkę. Trudno, może jak się zorientuje to ją przeprosi. Na razie skupił się na pocieszaniu Kaviki, która może mu się trochę wygadała, ale jednocześnie skrywa przed nim jakieś tajemnice, a co więcej – ma wielkie wyrzuty sumienia o to, co zaszło między nimi ponad rok temu. Ale nie ma o co – kot się na nią nigdy nie gniewał.”

~KiS(s)

Ekradon

“W tancbudzie, do której trafili Skowronek i Samiel, bawiło się sporo ludzi, którym przygrywał czteroosobowy zespół. Weszli w trakcie utworu, więc najpierw zajęli sobie stolik, a bawić się poszli po tym, jak muzycy zaczęli przygrywać do następnego tańca. Przetańczyli tak dwa utworu, szybkie i żwawe, w czasie których świetnie bawili się w swoim towarzystwie, jednak Skowronek wspomniała też, że chciałaby coś wolniejszego, do czego mogliby zatańczyć walca. Samiel zajął się tym – pogadał chwilę z wokalistą grupy muzycznej, dał kilka monet napiwku dla całego zespołu i w ten sposób załatwił im to, że następny utwór będzie o wiele wolniejszy niż poprzednie.”

~ Samiel

Mroczne Doliny

“Po krótkiej rozmowie Vergil zdecydował, że zabierze Tiu i jej znajomą do swojego ogrodu, w którym będą kontynuować dialog. Tam też mógł odpowiedzieć na jej pytania, w końcu wcześniej wspomniał, że może to zrobić. Wydawało mu się, że nie będzie musiał kłamać, dlatego też od razu powie jej, gdyby pytanie było zbyt osobiste albo miałby inny powód, który sprawiał, że nie chciałby odpowiedzieć. Na pewno nie spodziewał się też pytania o możliwość zerwania kwiatów z jego ogrodu. Pozwoli? Czy może nie?”

~ Samiel

Opuszczone Królestwo

“Oni zbliżali się do ruin wioski, a w ich stronę zbliżała się burza. Cain postanowił, że dobrym rozwiązaniem będzie znalezienie sobie jakiegoś schronienia i poprosił Lottę o pomoc w rozglądaniu się za takim wśród zniszczonych budynków. Nie znaleźli nawet najmniejszej budowli, która by im pomogła, więc czarodziej postanowił, że sam zbuduje im schronienie. Prowizoryczne i niewielkie, jednak na pewno ochroni ich przed burzą. Oboje zmieścili się tam, tylko, że… siedzieli bardzo blisko siebie. Dlatego Cain zaproponował, że usiądzie naprzeciw swojej towarzyszki”

~ Samiel

Szczyty Fellarionu

Ezra zawędrował w końcu na teren Środkowej Alaranii. Szybko też znalazł miejsce, w którym odszuka pierwszą jaskinię, którą opisze w swojej drugiej książce – szukał jej wśród Szczytów Fellarionu. Jedna zwróciła jego uwagę, ale wejście do niej nie było w najlepszym stanie, dlatego zdecydował się użyć swojej magii, żeby je wzmocnić. Poza tym, nie wiedział też, że wcześniej do środka udał się Xelliks. Zdziwił się, gdy wszedł do środka i spotkał we wnętrzu żywą istotę. Nie był pewien, jakie nastawienie będzie miał wobec niego nieznajomy i dlatego powiedział, że wycofa się i poszuka sobie innej jaskini do zwiedzania.”

~ Samiel

Renidia

Wiele się zmieniło w życiu Talena. Epizod z nazahirską księżniczką ma już za sobą, opuścił już pustynną Alaranię i wrócił do Renidii, gdzie osiadł razem z odnalezioną matką, jej nowym partnerem i przyrodnim rodzeństwem – to dla niego spełnienie marzeń! Teraz żyje jak normalny obywatel – pracuje, a po pracy chodzi na piwo do karczmy.

Kimiko zaś niedawno trafiła do miasta. W dobrym humorze przechadzała się ulicami i obrabiała ludziom kieszenie – raczej dla rozrywki niż z potrzeby, z niektórych nawyków ciężko wyrosnąć. Na jednego jegomościa wpadła jednak przypadkiem, nie rozmysłem. I tym kimś był Talen – bardzo zaskoczony tym, że spotyka panterołaczkę, bo ta urocza złodziejka akurat nie chowała swoich rasowych atrybutów (i jego akurat nie okradała, ważne!). Zaaferowany tą myślą zapytał wprost czy go oczy nie mylą.”

~KiS(s)

Równina Magenar

“Tutaj nic się nie pije, bo i jest środek nocy – zmęczony podróżą Natanis zresztą i tak rasowo nie pija, bo jest Duchem Światłości. Przystojnym, jasnowłosym młodzieńcem leżącym w namiocie na szczycie wzgórza. Z wywieszoną białą flagą, by przypadkiem nic go nie atakowało! Trudno się dziwić, że przyciągnął tym uwagę dwóch kocich złodziejaszków – już rozgaszczali się w jego namiocie i zastanawiali się co zrobić z ofiarą, gdy coś usłyszeli. Ciężkie kroki na zboczu. Jeźdźca? Nie. Jedna jedyna osoba wchodziła niepewnie, sprawdzić co się dzieje – wielka postać z upiornie białą grzywą, gigant z łupami na grzbiecie… przerażeni stratowali namiot, Natanisa i uciekli nawet nie poznając jej imienia. A była to Loke, która choć chciała pomóc, ukojona aurą niebianina ostatecznie stanęła sobie nad nim w głębokim zamyśleniu.”

~ KiS(s)

Teravis

“Są wampiry jest i kre… wino. Dostarczone, czy raczej podarowane im przez bezdomnego czarodzieja, którego zaułek sobie przywłaszczyli. Nie, nie był pijany, ani brudny, ani stary i zapyziały – to całkiem niczego sobie młodzieniec, przyciągający zwierzątka. I Darcia. Jako jednak, że maskował swoją aurę, a jakiejś magii ewidentnie używał Rio, mózg drużyny wampirków chciał z początku wycofać się i zostawić cholerę w spokoju. Wino jednak i słowa Turrego wraz z pobudzającą emanacją, którą szybko ujawnił, chyba zaczęły go przekonywać i ostatecznie usiadł sobie w pobliżu, gdy Aim wyczarowywał kieliszki. Darcio tymczasem lepił się do nóg nowo poznanego czarodziejskiego ludzika i próbował rozmawiać z rudym kotem.
Miau!”

~ KiS(s)

Dalekie Krainy

“Mleko kokosowe! Córki Xenji jako jedyne mają okazję napić się czegoś w tym tropikalnym upale – reszta załogi albo jest pojmana, albo błąka się po mieście omijana szerokim łukiem przez zadziwionych mieszkańców. I tak jak wzmaga się upał gęstnieje też atmosfera – Krakenia znów denerwuje i zniesmacza swoim zachowaniem innych pojmanych, choć chce dla nich dobrze. O ile jednak jej czyn wydawać by się mógł wręcz heroiczny to przyobleka go w zbyt groteskowy humor, by go doceniono. Pani kapitan natomiast przekonuje się, że do portu przed nimi musieli dobić Roselilowie… to oznacza kłopoty dla wszystkiego co nie jest ludźmi. A w jej załodze jest bardzo niewielu ludzi. Co ma z tym jednak wspólnego bogata mieszkanka Neverith, straż latająca po mieście i budynek, w którym są przetrzymywani piraci? Różne osoby mają różne elementy układanki – czy Maka będąca w mieście na wakacjach pomoże im je poskładać?”

~ KiS(s)

Doniesienie

Przerwa urlopowa

Nasi drodzy czytelnicy!

Tak jakoś wyszło, że musimy Was przeprosić – w tym tygodniu nie będzie Donosiciela. Powodu zapewne wszyscy się domyślają. Ładna pogoda, piątek co w środę wypada… Kronikarki się urlopują i tak jakoś wyszło, że obie jednocześnie. Ale nie ma co płakać, bo wracamy do Was już za tydzień, z porcją świeżych nowinek! 

Z tego miejsca życzymy Wam mile spędzonego długiego weekendu, takiego małego “biforka” przed wakacjami. 

Do zobaczenia!

KiS(s)