Wywiad z Barbarossą

Avatar użytkownika

Wnętrze kajuty wypełnione jest rozmigotanym blaskiem kandelabru. Jej wyposażenie – bogate i eleganckie, dobrze oddaje charakter osoby, z którą zamierzam się spotkać. Słodki, lekko niepokojący zapach wypełnia powietrze. Zapach łączący woń krwi, soli, miodu i stali. Czuję, że już tu jest, choć jeszcze go nie widzę. Wszystko kołysze się lekko w rytm fal, dając złudne poczucie bezpieczeństwa. Jak bezpieczna może być jednak rozmowa z bezlitosnym kapitanem, który jest jednocześnie wampirem? Przełykam głośno ślinę i zbierając odwagę, odwracam się powoli. Wyłania się z cienia – wysoki i smukły. I wyjątkowo ogorzały jak na wampira.


Kronikarka: Witaj, kapitanie Barbarossa. Rozmowa z tobą to prawdziwy zaszczyt – nawet mi rzadko kiedy zdarza się odwiedzić prawdziwego króla korsarzy. Wokół twojej postaci narosło mnóstwo plotek, jedne bardziej szalone od drugich. Pewna z nich wyjątkowo przykuła moją uwagę. Historie opowiadane na morzu głoszą, że gdy się zdenerwujesz lub stracisz nad sobą panowanie, zamieniasz się w czarnego kota. Czy to prawda? Jak bardzo uciążliwe są te przemiany?

Barbarossa: Witaj, choć może raczej powinienem zapytać “Jak dostałaś się na mój okręt?”, ale niech już będzie – rozgość się (wskazuje na beczki po rumie – uniwersalne fotele pirackiego społeczeństwa). Ja również cieszę się ze spotkania i tego, że świat ma szansę o mnie usłyszeć. W końcu mało kto wie, że jestem królem… Piratów! Nie korsarzy. Piratów. Korsarstwo to dawne dzieje, walka i grabież pod obcą jurysdykcją i z obrożą na szyi. Teraz rabuję i zabijam dla samego siebie. Tym właśnie piraci różnią się od korsarzy. Brakiem strzelającego nad uchem bicza. Ale wróćmy do tematu plotek. Ta, którą przytaczasz, jest jak najbardziej prawdziwa. Pod wpływem silnych emocji potrafię zmieniać się w czarnego kota o dużych, żółto-zielonych ślepiach i miękkim futrze. To defekt mojej wampirzej przemiany; inni potrafią przybrać postać wilka lub nietoperza, a ja jedynie dachowca, który miauczy po nocach do księżyca w pełni. Dzieje się tak, gdy poddam się, jak już wspomniałem, silnym emocjom. Zazwyczaj jest to gniew, strach i miłość, których sporo doświadczyłem przez ostatnie lata. Sprawiają one, że moje ciało się kurczy i obrasta futrem, co, odpowiadając na kolejne pytanie, nie jest tak uciążliwe, jak proces odwrotny, kiedy wszystko wraca do normalności. Najgorszy w tym wszystkim jest ból w kościach i suchość w gardle, którą zaspokoić mogę jedynie krwią. Sama przemiana, podkreślam, to nic specjalnego.

K: Brzmi przerażająco i boleśnie. Ale gdy już jesteś kotem, to pomijając wszystko inne, jest to chyba całkiem dobry sposób na rozczulenie kobiety?

B: Oczywiście, jeśli takowa uwielbia koty. Jako kupka czarnej sierści niczym nie różnię się od przeciętnego myszojada. Lubię spać na miękkim, ubóstwiam drapanie za uszami, czesanie i głaskanie po karku. Często drapię pościel, zasłony, miauczę i mruczę w zależności od nastroju. Nie oszukujmy się, kobiety uwielbiają koty, wiąże się to zapewne z jakimś podobieństwem między tymi gatunkami, więc wpaść w łaski takowej nie jest wcale trudne.

K: Czy jesteś świadomy siebie w takim stanie? Taka przemiana mimo wszystko wydaje się lepsza niż wejście w skórę rozwścieczonego, zielonego olbrzyma, który mógłby kilkoma ruchami zniszczyć statek. Czego potrzeba byś wrócił do własnego ciała?

B: Czasu. To wszystko. Żadna magia nie sprawi, że emocje opuszczą moją głowę. Kiedy jestem kotem, myślę jak kot, ale tam w tyle siedzi prawdziwy Ja, który zmaga się ze wspomnieniami i myślami. Czasami zajmuje to godzinę, czasami trzy, a kilka lat temu kotem byłem cały miesiąc, co dopiero jest uciążliwe, kiedy wszyscy oczekują twoich rozkazów i wymagają, byś do nich wrócił. Zauważ, że jako kapitan tej analfabetycznej zgrai, zawsze powinienem być na posterunku.

Jako kot jestem świadomy jedynie niewielkiej części tego, co się ze mną dzieje. Są to głównie pojedyncze słowa, wirujące w moim najbliższym otoczeniu. Gdybym był kotem i ktoś cały czas by do mnie przemawiał, rozumiałbym co piąte słowo. Tak wolno pracuje wtedy moja podświadomość, jednak dobre i to.

K: Wracając do pirackiego życia, czy trudno jest połączyć życie wampira i kapitana statku? Kto przejmuje obowiązki gdy ty – powiedzmy, ulegniesz poparzeniom słonecznym lub właśnie zamienisz się w kota?

B: Nie jest to nic trudnego. Choć jestem wampirem, to jednak klasy wyższej, co oznacza, że dość dobrze radzę sobie z głodem i promieniami słońca. Jednak kiedy staję się niedyspozycyjny, dowodzenie przejmuje Adewall, kwatermistrz i moja prawa ręka, na którym jeszcze nigdy się nie zawiodłem. Wiedząc, że to on stoi za sterem mogę odpoczywać w spokoju i bez obaw o życie własne i załogi. Zwykle jednak, zanim zniknę w kajucie, zdołam wydać kilka rozkazów, które mają zostać spełnione. Daje mi to gwarancję, że pod moją nieobecność nikt nie odstawi samowolki, jak to mawiają.

K: Nie wiem czy wiesz, ale po alarańskich wodach pływa jeszcze jeden wampirat. Jest to Antar, pochodzący z północy kapitan Aquilona. Zdarzyło ci się z nim kiedyś spotkać?

B: Nie miałem tej przyjemności, ale ocean jest mały i wierzę, że kiedyś to nastąpi. W końcu jak duża jest szansa na to, by w świecie pełnym tylu okrętów do zatopienia, dwóch wampiratów będzie się bez przerwy unikać? Sądzę, iż niewielka. Chętnie więc poznam tego drugiego i wypiję jego zdrowie. A kto wie, może nawet wspólnie dokonamy jakiegoś abordażu.

K: A propos picia – jak zaspokajasz swoje zapotrzebowanie na krew na morzu, gdzie – spójrzmy prawdzie w oczy, występują dosyć ograniczone jej zasoby?

B: Może zabrzmi to dość makabrycznie, ale magazynuję ją w pustych butelkach po rumie i innych alkoholach. Mam w kajucie ładny zestaw komód, każda wypełniona buteleczkami z posoką, zbieraną podczas rejsu. Bo widzisz jako pirat często dokonuję abordażu, a złota zasada mówi, że gdy pokona się kapitana, jego załoga, jeśli natychmiast rzuci broń, może liczyć na wybawienie. To właśnie z grona ocalałych wybieram następnie jednego lub dwóch, zdrowych marynarzy i proszę swojego bosmana o upuszczenie z nich nieco krwi, która następnie ląduje w barku.

K: Ciebie oraz twoich wiernych kompanów łączy niezwykła więź – z częścią z nich razem zostaliście piratami, a niektórzy dołączyli do ciebie już po rozwiązaniu Hanzy Kupieckiej. Czy trudno jest dowodzić tak zróżnicowaną mieszanką ras, zwyczajów i charakterów? Zdarzają się wam zatargi na pokładzie Nautilusa?

B: Jest to dość trudne ponieważ nie sposób dogodzić wszystkim w takim samym stopniu. Zawsze jedna ze stron zostanie pokrzywdzona, ale grunt to być sprawiedliwym wobec wszystkich. Zatargi to nieodłączna część naszej dziennej rutyny, zwłaszcza podczas podziału łupów, gdy ci którzy czynnie walczyli otrzymują tyle samo, co zespół broniący w tym czasie okrętu. Ale na wszystko znajdzie się sposób. Stąd też każdy z moich ludzi jest równy, może wygłosić swoje niezadowolenie i podważyć rozkaz w każdej chwili; nie dzieje się tak tylko dlatego, iż moje rozkazy jeszcze nigdy nie uraziły moich ludzi.

K: Wracając do tematu pirackich podbojów – jak powiedział kiedyś pewien bard: “Każdy piracki władca potrzebuje dużego skarbca”. Twoim jest osławiona Wyspa Czaszek z wybudowanym na niej zamkiem. Kto sprawuje nad nią pieczę, gdy ty wyruszasz na kolejne wyprawy?

B: Raven, adoptowana córka mojego mentora i była narzeczona, z którą pozostaję w przyjaznych relacjach ponieważ prawda jest taka, że wyspa, o której mówimy, należy do niej. To, że Raven zgodziła się objąć funkcję majordomusa w posiadłości, nie odebrało jej praw do ziemi. Wyspę odkrył kapitan Xerath, nie należy ona do żadnego z królestw, toteż miał prawo sam ogłosić się jej właścicielem. Po swojej śmierci trafiła ona w ręce córki licha, która to z kolei pozwoliła mi składować tutaj skarby. Niestety wraz ze wzrostem łupów i kompanów musiałem znaleźć port dla wspólnych narad. Problem polegał jednak na tym, że łowcy piratów wciąż deptali nam po piętach, więc zamiast szukać przyjaznego portu, sami go zbudowaliśmy.

K: Czy mógłbyś przybliżyć mi plan związany ze zbliżającym się rejsem? Czy planując tak szerokie działania, rozważasz również opcję porażki? Aż ciężko sobie wyobrazić taką możliwość, ale ty wydajesz się przygotowany na wszystko.

B: Mój najbliższy rejs zakłada bezpieczne dotarcie do Maurii, a następnie powrót do domu. Wszystko pomiędzy pozostaje tajemnicą, nawet przed mną samym. Nie wiem co nas dokładnie spotka, może natkniemy się na łowców, może na siły sojuszu lub sztorm. Wolę teraz o tym nie myśleć. Czy rozważam porażkę? Nie, a to dlatego, że znam możliwości własnej załogi. Jesteśmy przygotowani, by podjąć rzucane nam wyzwania i bardziej już nie będziemy. Wszystko rozstrzygnie się na oceanie.

K: Mam również pytanie… wyjątkowo intymne. Proszę mi wybaczyć, ale o twoim romansie wśród piratów jest głośno, a oczywiste jest jak trudny jest to związek… Z córką tak potężnego nieprzyjaciela. Zastanawia mnie więc jedna rzecz: Czy wolałbyś, żeby Kiraie nigdy nie pojawiła się w twoim życiu?

B: Jeśli mam być szczery, to tak. Wolałbym nigdy jej nie spotkać, nie musiałbym teraz jej tak chronić. Nie zrozum mnie źle, wcale nie żałuję tego, że ją poznałem bo odkryłem w sobie coś więcej niż miłość do słonej wody i podrzynania gardeł, ale nawet na nią nie zasługuję. Kiraie to dziewczyna z dobrego domu, gdzie tam do niej buntownikowi pijącemu krew pokonanych. Mogłaby mieć każdego, a wybrała łotra spod ciemnej gwiazdy. Skoro już jednak postanowiła ze mną zostać, mam zamiar sprawić, by niczego jej nie brakowało.

K: Czy nie boisz się zostawiać ją samą na czas twojej nieobecności na wyspie?

B: Nie ponieważ Kiraie płynie ze mną. To jej samodzielnie podjęta decyzja i nie zamierzam jej tego zabraniać. Jest dorosła, wie w co się pakuję, a mi będzie przynajmniej raźniej. Wiesz, jak samotny może być wampir w trumnie?

K: Wierzę, że bardzo (śmieje się). Na koniec, wybacz mi śmiałość, chciałam zapytać o coś, co cały czas mnie intryguje. Zauważyłam, że zamiast jednej z dłoni masz magiczną protezę. Jak to się stało, że utraciłeś rękę? O ile oczywiście zamierzasz komukolwiek o tym opowiadać.

B: A zapewniali, że nikt nie zauważy… no, ale skoro pytasz to odpowiem, że nie jest to wielka tajemnica. Dłoń straciłem podczas starcia z jednym z moich byłych oficerów. Jak wspomniałem wcześniej, na Nautiliusie dochodzi czasem do zatargów, ale podniesienie na kogoś ręki to zjawisko rzadkie, lecz nie niewystępujące. To stało się latem, kiedy wracaliśmy z udanych łowów i zostaliśmy zatrzymani przez innych piratów. Wtedy jeszcze nie byłem taki sławny, ani nie siałem grozy i krótko mówiąc dostałem ultimatum: oddam połowę złota albo pożegnam się z życiem. Piraci rzadko wyżynają się nawzajem, o wiele częściej okradamy się i wykorzystujemy, ale z powodu naszej malejącej społeczności staramy się pływać w zgodzie. Wybrałem to pierwsze, mając już w głowie plan doskonałej zemsty. Niestety ledwo się rozstaliśmy, zarzucono mi tchórzostwo, czego nie mogłem puścić płazem. Mój oficer wyszedł wtedy z założenia, że byłby lepszym niż ja kapitanem i dlatego wypowiedział mi posłuszeństwo. Skrzyżowaliśmy szable, podczas starcia straciłem dłoń, a on życie. To w pewien sposób utrwaliło moją pozycję i nauczyło mnie dobierać sobie bardziej zaufanych kompanów.


Dziękujemy za ten smakowity wywiad i zapraszamy do wypatrywania pierwszej gwiazdki, a razem z nią świątecznych nowinek, które pojawią się już za tydzień! Do zobaczenia! : )

Hashira i Kerhje

Poznań nigdy nie odpocznie! Relacja ze zlotu.

W weekend 17-18 listopada 2018 r. odbył się zjazd forumowy, który każdy przybyły z pewnością może określić jako… najzimniejszy. Nie sprawdzałam temperatury ani razu, wokół padały hasła na temat stopni, ale mnie nie trzeba było słów. Wystarczyło spojrzeć na opatulonych w szaliki i grube kurtki uczestników, na zaróżowione policzki, drżące dłonie, choć niektóre postępowania okazywały się aktem prawdziwego poświęcenia i heroizmu! Jak na przykład – nie założenie czapki, bo kocie uszka na opasce lub złota korona nie mogły zostać przykryte skrawkiem materiału, da! Trzeba było grać kota, choć w tym wszystkim okazało się, że akurat Cętka postąpiła najrozsądniej, bowiem wcieliła się ona w cętkowe futerko w postaci piżamy-kombinezonu z mordką niezbyt wygórowanych w inteligencje ślepi pantery. Tak! Z pewnością Cętka miała doskonały kamuflaż! Nikt przecież nie zwróci uwagi na panterę w mieście..!

Ekhm, a może jednak zacznijmy od początku?

Oficjalne „otwarcie” spotkania rozpoczęło się w galerii połączonej z dworcem głównym w Poznaniu. Gdzieś między McDonalden a KFC większość uczestników zdołała już przybyć. Wyściskaliśmy się, wygłaskaliśmy pieseła Talara, a Cętka (jak prawdziwa kobieta i dama!) kulturalnie spóźniła się na wspólne powitanie na rzecz przyodziania kociego futra. Właściwie do teraz zastanawiam się, co tak naprawdę ją wstrzymało – szukanie drobnych do płatnej toalety w galerii (skandal!), czy faktycznie złożony problem zmiany wizerunku z człowieka na kota…

Talar mógł poczuć się odrobinę zagubiony pośród dwóch ludzkich kotów, ale chyba szybko pogodził się z tą myślą, bo czemu zrezygnować z dwóch par rąk do miziania z powodu różnicy uszu?

Lecz nasza przygoda zaczęła się bezpośrednio właśnie na Dworcu Głównym w Poznaniu. Tego nikt się nie spodziewał. Tego nie przewidziałaby żadna wróżka (nawet tesusilowa!). Nagle świat Alaranii na chwilę przeniósł się do rzeczywistości, gdy rozpoczęło się… polowanie na jednorożca. Ów tajemnicze i niespotykane stworzenie utknęło przyklejone do sufitu z małą ilością helu w sobie! Trwał w jednej pozycji, obrócony rogiem do podłogi i delikatnie kołysał się pod wpływem niewielkiego przepływu wiatru na stacji. Zdeterminowana drużyna szybko obmyśliła plan. Nie do końca doskonały… ale się udał! Kula szalikowa, kilka rzutów, starbucks za plecami, uciekający mężczyzna z wózkiem oraz atuty lasso sprawdziły się w wykonaniu tego jakże heroicznego czynu! Zdominowała tu kobieca chęć zdobycia balonu w kształcie jednorożca – taka okazja mogła się już przecież nigdy nie trafić! Upolowany unicorn został przymocowany sznurkiem do płaszcza organizatorki, by następnie zejść po unieruchomionych ruchomych schodach w oczekiwaniu na Sanayę. Z pewnością widok jednorożca, kotów i Talara nie mógł nie ująć jej serducha!

Będąc już niemalże całkowicie całkowitą drużyną, mogliśmy ruszyć dalej! Jeżeli jednak myślicie, że i to było łatwym zadaniem to… nie, wykreślcie z programu „easy lvl” w przypadku zjazdu forumowego. Otóż czy jest rzecz łatwiejsza od dojazdu tramwajem do mieszkania Callisto, by zostawić rzeczy? Okazuje się, że łatwiej byłoby nam przenieść góry niż wejść całą drużyną do zatłoczonego tramwaju. Jednorożce mają pierwszeństwo. Tesusil tym razem sprytnie podążył za tęczową grzywą, najwidoczniej wyczuł neutralizujące fale unicorna względem swego „farta”, lecz chyba nie wszyscy byli świadomi tego, że podążając za mną niekoniecznie dokonują wyboru odpowiedniego. Mój plan był prosty. Krzyknąć, że wsiadam do dalszych drzwi i po prostu wejść. Z radością wskoczyłam na sam brzeg tramwaju, a za mną podążył sznurek kolejnych ryzykantów, którzy to kolejno wciskali się do ciasnej puszki zwanej tramwajem. Sama ustawiłam się w drzwiach, by wspierać towarzyszy swojej misji, lecz Reinar został wypchnięty przez tłum na przystanek. Nie traciłam jednak nadziei. Przynajmniej do momentu, w którym nie rozległo się charakterystyczne pikanie zamykających się drzwi. Panika ogarnęła mój blond łepek! Dzielnie walczyłam z drzwiami, klikałam przycisk ile się dało, palcami myślałam, że dokonam cudu starając się rozsunąć boczne, poruszające się ściany. Moja rozpacz rosła w oczach, lecz drzwi okazały się mechaniczne nieposłuszne – zamknęły się. Reinar został na zewnątrz. Tramwaj odjechał. Selekcja naturalna okazała się silniejsza. Z najkrótszym stażem Reinar został wyrolowany przez komunikacje miejską w Poznaniu! Panie Reinarze! Pomożemy Ci nabyć wyższy lvl w pisaniu na Granicy, aby już żaden tramwaj Cię więcej nie wyselekcjonował!

Na całe szczęście River wraz z narzeczonym oraz Talarem mogli podwieźć samochodem naszego młodzika do domu Calli, aby i on mógł zostawić swoje rzeczy. I jak zawsze w trafnym momencie, gdy wszyscy w oczekiwaniu na jego przybycie postanowili w końcu zdjąć buty i rękawiczki, rozległ się dzwonek do drzwi. Kurtki więc szybko wróciły na nasze ramiona, bo czekał nas najbardziej kultowy spacer, który chyba nigdy nie zostanie zapomniany (Callisto szczególnie hue hue;>).

Osobiście odczuwałam wielką przyjemność z większej części tej przechadzki. Po drodze odnalazłam drogowskaz prowadzący do Pyrlandii, lecz my kierowaliśmy swój krok w stronę Jeziora Maltańskiego. Sama wiążę z tym miejscem miłe wspomnienia, choć dopiero w sobotę miałam okazję obejść jego tak ogromny kawał. Mój mózg wyłącza się całkowicie w obecności wody, jako że jest to naturalne środowisko żab – nikogo to nie powinno dziwić. Momentami miałam ochotę stanąć i wpatrywać się w giętkie linie jeziora, podziwiać malutkie światełka optycznie odlegle ułożonego miasta i cieszyć się tą chwilą. Mój umysł bezczelnie wyprał się ze wszelkich przemyśleń, gdy to po raz kolejny zwróciłam głowę w kierunku Malty. To sprawiło, że w tym jednym momencie przestałam być pracownikiem, mój telefon nie sięgał rzeczywistości, a ja po prostu żyłam tym co było tu i teraz. Świadomością ilu cudownych ludzi mnie otacza, że wszystkich łączy ta sama pasja. Wydawałam się (sama dla siebie) nieco oderwana od towarzystwa (przynajmniej umysłem!). Czułam się tak, jakby nagle wyszedł ze mnie duch i stanął z boku doceniając tę chwilę. Ten zbiór jednostek, który śmieję się i przeklina pogodę. Wdychałam powietrze i dzieliłam się nim, jak i przestrzenią, z ludźmi, których coś łączy. Uczucie to jest odrobinę dziwne, bo zazwyczaj separują nas kilometry, nie słyszymy swojego głosu, czytamy komunikatory, a raz na jakiś czas możemy siebie zobaczyć. Wiem, że tego dnia nie było nas wszystkich, ale pozwoliłam sobie cieszyć się tymi, którzy są.

A potem, z mojego letargu budziły mnie powtarzające się słowa:

– Daleko jeszcze?
– Calli prowadzi nas do Zasiedmiogórogrodu.
– Może obchodzimy jezioro dookoła?
– Calli, daleko jeszcze?

Ta sielankowa (dla mnie) chwila miała swój koniec, gdy dotarliśmy do hałaśliwych ulic. Wówczas mróz znokautował moje policzki, nos, dłonie, uda… i właściwie cały mnie sparaliżował. Będąc nieopodal linii tramwajowych dotarł do mnie stan obejmujących wszystkich wokół, choć jak się później okazało – większość twierdziła, że najzimniej było nad jeziorem. Tak, jestem dziwakiem wśród dziwaków <3

Ale udało nam się! Dotarliśmy na rynek! I wiecie co? Odbyliśmy godzinny spacer tylko po to by spędzić w centrum Poznania może z dwadzieścia minut swojego życia? Obejmowało to zjedzenie makaronu na wynos, zamówienie kebsa, dwa shoty w Czupito, a potem zaliczenie żabki (sklepu!), by następnie wrócić do ciepłych kątów mieszkania Calli. A tam czas płynął nam jeszcze przyjemniej (głównie dlatego, że było ciepło haha!).

Dołączyli do nas założyciele forum, Meridion oraz Niara, a potem z wrodzoną intuicją (i pewne z Google maps) dotarły Kerhje oraz Hashira. Teraz mogliśmy dać upust naszej znajomości! Rozmowy i śmiech nie miały końca. Jednorożec zdobył rzeszę fanów oraz był chyba najczęściej fotografowanym elementem tego wieczoru. Cętka dokonała kultowego pchnięcia nożem w plugastwo, a Calli odkupiła swoje grzechy pizzą, lecz tak naprawdę, nad naszymi umysłami zawładnęła Fibby! Piesełka Callisto, która w życiu nie dostąpiła tylu pieszczot! Była głaskana, niechcący dokarmiana, no i pasowały jej kocie uszy. Z lekkim sercem mogę śmiało stwierdzić, że był to udany wieczór.

Oraz niedzielny poranek! Niestety ten dzień okazał się też tym smutnym, w którym przychodzi nam zawsze szybko żegnać uczestników zjazdu, lecz ci, co mieli okazję zostać jeszcze kilka godzin dłużej w Poznaniu doznali zaszczytu spotkania Kany! Uroczyście została przez nas powitania, ponieważ część uzbroiła się w najlepszy element garderoby – koszule. <3 Czas mijał, kolejne godziny zmuszały do opuszczenia Wielkopolski, ale myślę, że nikt nie żałował decyzji pojawienia się na naszym ala halloweenowym zjeździe.

Koniec brzmi ładnie, prawda? Ale dla skomplikowania sytuacji dodam, że Kana nie zdążyła na powrotny pociąg w niedzielę, a ja zostawiłam kilka rzeczy u Calli… w tym zielone, żabie spodnie. No i jeszcze na koniec końców chciałam pogratulować Tesowi za to, że pierwszy raz udało mu się złożyć śpiwór <3

Do zobaczenia następnym razem!

~Frigg


To teraz mała prywata ode mnie!

Kochani, nie macie pojęcia, jak cieszę się, że byliście. Było mi przesympatycznie Was gościć i żałuję tylko, że nie mogłam wszystkim poświęcić tyle uwagi, ile bym chciała – mam nadzieję, że Fibby nadrabiała za mnie! Jeśli o spacerek chodzi, to szczerze i zupełnie nie żałuję, następnym razem po prostu pójdziemy w lepszą pogodę, bo czeka na nas jeszcze poznańskie zoo latem! >3

Na koniec lista pozostawionych fantów:

– czarne słuchawki nausznikowe – sztuk 1, właściciel – Reinar,
– czarna czapka zimowa – sztuk 1, właściciel – Szopeł,
– zielone żabie spodnie – sztuk 1, czarna opaska – sztuk 1, właściciel – Żaba
– Kana, sztuk 1 <3 (bezpiecznie powróciła dnia następnego).

Zguby zostaną odesłane/odwiezione, zgodnie z życzeniem zapominalskiego ^.^

Ściskam Was wszystkich i każdego osobna,

~Callisto

 

Donosiciel #20

Tajemniczy goście, wyjdźcie z ukrycia…

 

Zimny wiatr wieje z północy. Niesie za sobą mróz, uschnięte liście i tajemnice. Kartki porwane lodowatym podmuchem, pierwsze płatki śniegu i szepty skradzione po drodze. Posłuchajcie go w milczeniu, a usłyszycie jak wiele ma do opowiedzenia…

 


Kryształowe królestwo

“W sklepie zielarskim Iaskela pojawił się ciekawy klient – wiekowy już elf Hessan oraz jego miniaturowy smoczek. Nerwowy właściciel, choć obawia się dostać kulą ognia od pokojowo nastawionego przybysza (chrypiącego i zmęczonego podróżą), oferuje mu pomoc medyczną. Kończy się jednak tylko na zamówieniu długiej listy ziół. Niestety jest pewien problem. Dwa z wymienionych okazów niezmiernie trudno zdobyć. Iaskel wygrzebuje ostatki, ale drugiego z cennych składników zwyczajnie zabrakło. Gotowy zdobyć je dla klienta szykuje się więc do niebezpiecznej wyprawy.
Czyżby jednak ostatecznie wybrali się na nią razem? To może być początek pięknej męskiej przyjaźni!”

~Kana

Turmalia

“Co było do przewidzenia, włamywacz, którym zaopiekowała się Mimosa, magią uleczając wszystkie jego obrażenia, w końcu się ocknął, dołączając do niej i do Kerhje w ich przygodzie. Oczywiście nie mógł zrobić tego kulturalnie, przyłączając się do czytania i grzecznie spożywając swoją kawę z rumem, którą sporządził mu Ace, nie. Amarok postanowił po raz kolejny wejść do życia dziewcząt z przytupem, a jaki jest lepszy sposób, niż wzięcie właścicielki antykwariatu, jako zakładniczki? Cóż, wściekła zielarka znalazłaby kilka innych, niezbyt subtelnymi groźbami dając to mężczyźnie do zrozumienia, podczas gdy Lilly jak zawsze starała się pomóc – a w tym wypadku nie przeszkadzać Amarokowi i być grzeczną zakładniczką. I o dziwo to nie była jej wina, że wciąż osłabiony mężczyzna zachwiał się, wpadając na ladę i rozlewając kawę, która, o zgrozo, pokapała wprost na otwarte stronnice księgi! W ten sposób zamknęła się pierwsza część cyklu, do stworzenia którego niezbędni byli nasi bohaterowie. Teraz ponownie do antykwariatu mógł wkroczyć znajomy młodzieniec, tym razem już nie poszukując Księgi, ale zbierając zgromadzonych do kręgu, by wreszcie spleć ich losy, jednocześnie naprawiając własne. Do tego zaś niezbędna będzie opowieść. Czy będzie to piękna baśń? Mrożąca krew w żyłach opowieść grozy? A może malowany słowami obraz przyszłości wszystkich obecnych? Tego zdaje się nie wiedzieć nawet Mimosa, której przypadło w udziale prowadzenie historii…”

~Callisto

Równina Drivii

Reinarowi i Jonowi udaje się pokonać wszystkie diabły, a ich rogate głowy walają się wśród zarośli. W tych samych, pomiędzy gałęziami spogląda na nich dwoje drapieżnych oczu. Czy słyszał ktoś, by na Równinie Drivii występowały tygrysy? Cóż, jeśli tak, to nawet po wygranej, należy być czujnym. Szczególnie, gdy wielki kot raptem zamienia się w kobietę i tonem pogawędki wtrąca się w przemowę piekielnego. Może i nie powinna się wtrącać, ale czy po rycerskim okładaniu się po hełmach w Meot, prawdziwy, krwisty pojedynek nie jest czymś interesującym? Szczególnie, gdy martwi okazują się być zgrają piekielnych, a łapiący oddech po walce blondyn gorąco poszukiwanym typem z ogłoszeń. Cóż, za smakowity kąsek! Tylko co zrobić z tym przeklętym gadułą, który zapowiada ochronę norda i jeszcze chce zabrać tajemnicze znalezisko Sherani?”

~H&K

“Nagle ogarnął ją mrok, a oczom ukazała się dziwna fioletowa istotka. Po kilku słowach obrazy została wyrwana z magicznej pułapki Meot, tuż przed jej unieszkodliwieniem. Eldrizze w poszukiwaniu smaku “Salcesonu” (czy coś w tym stylu…) wędruje po Równinie Drivii, a jej kolejnym przystankiem okazuje się czarne, jak jej plany, Jezioro Cara. Tam dowiaduje się, że jej towarzysz to zdrajca, a Zakon Skały jest w niebezpieczeństwie.
W tym samym miejscu, nieco dalej pewien nekromanta imieniem Morviles nie polubił gulaszu, ale na szczęście barka wybawiła go od ponurych rozmyślań i zapewniła transport. Czy będzie to rejs prosto w ramiona innej wielbiącej śmierć istoty? Czy zaoferuje mu lepsze smaki? O, to na pewno! Jeśli będzie stek, to z pewnością krwisty.”

~H&K

Valladon

“Skołowana Camelia budzi się z całą masą pytań w głowie i przeczuciem, że zrobiła coś strasznego. W jej głowie nie może zapanować spokój. Dwie natury walczą. Jedna – dobra, wspomnienie maie kocha Briana, druga – zła demoniczna, chce go zabić, za to, że jest kim jest. Miłość woli skierować w kierunku Teana. A ten gotowy jest bronić swojej “mrocznej księżniczki”, która namiętnym pocałunkami dziękuje mu za poświęcenia. Rusza więc przekonać poszkodowany tłum, że to Brian jest potworem, a jego ukochana ofiarą. W tym samym zaś czasie oskarżany pojawia się w komnacie, by przerazić i wyprowadzić dumną Camelię z równowagi i zniknąć, nim ktokolwiek go zauważy.
Diabły pragną zabawy. Jaką jeszcze zapewnią zgromadzonym na balu w Valladonie?”

~H&K

Grydania

“Wyobraźcie sobie olbrzymią arenę, a na niej człowieka kontra smoka… a właściwie smokołaczkę! Lieselotta w swojej gadziej postaci atakuje mężczyznę, plując strumieniami ognia. On jednak aż nazbyt ułatwia jej sprawę – najpierw zamienia się w podatnego na płomienie trolla, a później wbija sobie sztylet w brzuch. Tym samym odbiera jej szansę na honorowe zwycięstwo. Dario jest bowiem magiem sprawującym kontrolę nad miastem – obecnie martwym. Czy aby na pewno? Kobiecie nie jest dane to sprawdzić, bo musi ewakuować się z areny w trybie natychmiastowym, zabierając ze sobą młodziutkiego towarzysza Quidditcha. Chłopiec współpracował z magiem i jego ludźmi, a ich śmierć mocno go dotknęła. Teraz musi jednak zebrać całe pokłady odwagi i odnaleźć swojego psiego towarzysza, który trafił do schroniska. Opuszcza więc Lieselottę, proponując jej ponowne spotkanie i… współpracę? Co wyniknie z tej enigmatycznej propozycji?

~H&K

Las Driad

“On się kocha w niej. Ona w nim. Ale w innym nim. A ten inny – on lubi ich oboje. Ich wszystkich nienawidzi Noa, ale jego to chyba jednak lubi… Tak właśnie się sprawy mają. Dwoje nastolatków (jeden z magicznie wyrośniętym ciałem) i dwoje karłowatych dorosłych wyglądających młodziej niż oni (jeden przebrany za pannnę). Najnormalniejsze w tym wszystkim jest odkrycie predyspozycji do kolejnej dziedziny magii przez Yvę, ale kiedy nadużywa zdolności i słabnie, Noa wykorzystuje okazję, by rzucić ją w ramiona Petro, by odczepiła się od Louina. Sam rusza z Lou w krzaki – ale kiedy wracają, Petro zamiast buziaka dostaje od Yvy po szczęce i zaczynają się kłócić. Romans stulecia. Dhampirek będzie musiał wytężyć swe marne siły, żeby spiknąć tę dwójkę, ale jego elfi towarzysz nagle staje mu na przeszkodzie…”

~Kana

Szlak ziół

“Jak to mówią, do tanga trzeba trojga… A przynajmniej dwojga. Tyle wystarczyło, żeby zacząć wspólny taniec od upadku na Szlaku Ziół, nieopodal Thenderionu. Cain, jak na gentlemana przystało, wyciągnął dłoń i pomógł powalonej na ziemię… damie wstać. Może to był błąd? Nieco szalona Lotta momentalnie zmieniła obiekt zainteresowań i ruszyła w pogoń za motylem, nadal ściskając kurczowo rękę nieznajomego czarodzieja i ciągnąc go za sobą. Jak skończy się ten dziwny taniec? I czy przerodzi się w obiecane kłopoty?”

~H&K

Góry Dasso

“Czy może być coś bardziej przerażającego niż groźba ugotowania żywcem przez plemię, któremu dopiero co zwróciło się jednego z członków? Gdy czarodziejka Nyllef wraca magicznymi saniami z rannym Akim, takie właśnie powitanie gotuje jej plemienna starszyzna. Dziewczyna reaguje na zagrożenie z wściekłością i każe prowadzącej ją pannie samej wleźć do kotła pełnego bulgoczącej wody. Jak w delikatny sposób (i zachowując przy tym życie) powiedzieć jej, że to czego tak bardzo się obawia to zwyczajna kąpiel?”

~H&K

Nowa Aeria

“Najgorsze, co można powiedzieć, gdy wszystko zacznie się pieprzyć, to „co jeszcze?!” Otóż po powrocie do baru okazało się, że na Dagona i Kimiko czeka już Seth, który sam zaprosił się do środka, z właściwą sobie subtelnością rozwalając zamek w tylnym wejściu. Do tego podkradł sześćdziesięcioletnią whisky diabła i z nogami na jego fortepianie planuje negocjować swoją wolność. Czy da się zrobić to lepiej? Cóż, w razie wątpliwości, lub niepomyślnego toku rozmów, zawsze można podłożyć Kota. Panterołaczka właśnie dowiedziała się, że jej obecność w diablim mieszkaniu zaowocowała niechcianym i nieplanowanym, ale jednak, zdradzeniem lokalizacji czarciego lokum, do tej pory pozostającego tajemnicą. Cóż… szlag by to trafił, delikatnie mówiąc. Obciążona ostatnimi wydarzeniami Kimiko sprowadza chyba wszystkie emocje do złości, by ostatecznie, po wspaniałomyślnym (lub niechętnym, lecz nieuniknionym) uniewinnieniu Setha przez Laufeya (na razie!) i ewakuacji diabła na piętro, wyładować ją na upierdliwym panterołaku, ewidentnie pozbawionym wyczucia granic. Później Kimiko mimo wszystko dołącza do swojego towarzysza, który tylko chwilę poświęcił na przemyślenie spraw i oczyszczenie głowy, nim z właściwym sobie spokojem rozpoczął planowanie kolejnych posunięć. Tym razem przy pomocy… gadającej (i pyskującej!) księgi, doprowadzając Kimiko na skraj cierpliwości. Co jeszcze?!”

~Callisto

Opuszczone Królestwo

“Linman opuścił swoich towarzyszy, by po tej krótkiej znajomości udać się w dalszą podróż. Być może jeszcze się spotkają? Któż to wie, los lubi płatać figle. Pani Kosmosu również, dlatego osobiście zaszczyciła pozostałą dwójkę podróżnych swoim towarzystwem. Rozsądną Rakel, która skradła jej sympatię, obdarzyła świętym spokojem od własnych ponadboskich interwencji, niestety Lucien nie miał już tego szczęścia. Jego piękna, cudowna, powabna i czarna przede wszystkim, koszula została podstępnie skradziona (materializując się u pewnej, łasej na te części garderoby, damy), a zamiast tego pojawiła się inna – nie tylko w deseń, ale i o zapachu mięty! Wzburzony demon prawdopodobnie wywróciłby na lewą stronę dowcipnisia, gdyby tylko go znalazł, jednak bezsilny mógł tylko pozbyć się odzienia… ku zmieszaniu Rakel oczywiście, która zaraz znalazła sobie inny temat do rozmowy. Pojawienie się zjawy było dla niej jednocześnie przerażające i fascynujące, natomiast w D’Notte wywołało głównie gniew i poczucie winy za narażanie dziewczyny. I chociaż wymiana zdań trwała jeszcze dłuższą chwilę, nie przerwał jej sen zmęczonych podróżnych, ale kolejny przybysz, tym razem ewidentnie zaznajomiony z Lucienem. Jak zbrojmistrzyni zareaguje na czarującego mężczyznę oraz jego niezbyt subtelne nawiązania do tożsamości znajomego nemorianina?”

~Callisto

Szczyty Fellarionu

Vergil, Sherreri, Mansun i pozostałe kotołaki dotarli w końcu do Szczytów Fellarionu, gdzie mogli już zacząć poszukiwania miejsca, w którym ukrył się Pan Winorośl – w końcu powiedział im, że zdejmie z nich klątwę, jeśli tylko go znajdą. Zresztą, prawdopodobnie udało im się znaleźć wejście do jaskini, w której czekał na nich Winorośl – wcześniej mieli małe problemy z dotarciem tam i musieli użyć magii do stworzenia “schodów” nad przepaścią. Tylko, że to, że znaleźli się w jaskini było wyłącznie połową sukcesu, bo wewnątrz trafili na dwa korytarze… Nastał czas wyboru, zarówno korytarza, jak i tego, czy chcą się rozdzielić na dwie grupy, czy może posłuchać rad Wiśni i całą grupą udać się do jednego korytarza.”

~Samiel

Efne

“Po tańcach i wszelkich zabawach, nadszedł czas na odpoczynek… oraz ciężką pracę. Nevaeh postanawia pomóc Rianellowi w jego papierkowej robocie, przy czym nawiązuje się między nimi rozmowa – czyżby zbliżali się do siebie coraz bardziej? Cóż, całkiem możliwe, jednak panienka Aureola razem z jedną ze służących uknuły tajemny plan… W posiadłości przecież nie może być nudno! Pytanie tylko, czy to, co zaplanowała błogosławiona z malarką, spodoba się naszym gołąbkom?”

~Jane

Teravis

,,I tak oto trawiasta równina stała się świadkiem nauk. Bardzo praktycznych. Ale tym razem to nie Crewil jest nauczycielem, a uczniem. Iru, znając już jego brak doświadczenia z kobietami, zaoferowała się pokazać mu, jak należy się z nimi całować! Oczywiście nie pytając go o zgodę. Po co. I tak będzie jej wdzięczny.
Tymczasem Melika nieświadoma podobnych szkoleń, poleciała odszukać Skoczka i kobietę w czerni, która chyba jeszcze nie jest gotowa na zostanie ,,dziewczyną” młodego wynalazcy. Na szczęście on zaraz będzie przygotowany na związek za ich oboje!”

~Kana

Dalekie krainy

“Skazańcy pokładają wielkie nadzieje w dumnej Rheyaen. Musi sprostać niełatwemu zadaniu wywalczenia sprawiedliwości swoim braciom i siostrom z Głębi. Ciężko nie odczuć ciężaru takiego zadania, lecz syrenka nie zdaje sobie sprawy, że najtrudniejsze dopiero nadejdzie. I nie chodzi o samo starcie. Wygląda na to, że wojsko pełne orek i żarłaczy białych, ujeżdżanych przez żądnych zemsty trytonów, ma duże szanse na wygraną. Jednak wymaga to zdecydowania przywódczyni… A co będzie, gdy stanie twarzą w twarz z miłością, którą dawno temu utraciła? Ze swoją siostrą Ophelią, która po drugiej stronie barykady z rozdartą duszą szykuje się do negocjacji?
“Dajcie króla!” krzyczą mieszkańcy Głębi, a wrzaski te wywołują wśród obywateli Syreniego Królestwa prawdziwy chaos. Czy już wkrótce rudowłosa piękność będzie pływać w krwi własnych braci i sióstr?”

~H&K


To wszystko na dzisiaj kochani czytelnicy! Wyruszajcie w świat, słuchać historii niesionych przez wiatr i nie zapomnijcie dobrze się zapatulić! 🙂

Hashira i Kerhje

Komiks Esmeraldy!

Wcale nie tak dawno temu do Karczmy pośród mgieł przybyła urocza bardka Nevaeh. Jej nadejście przyciągnęło spojrzenie sssssił zła…
Bo – jak to mawia Medard Alaric Ulric von Karnstein de Nasfiret –  gdy na czacie jest Wonsz, zawsze coś się dzieje.
Przed Wami historia biednej Nevaeh uzbrojonej jedynie w wiertarkę, okropnego Wensza i Medarda egzorcysty ruszającego na pomoc. A uwieczniła ją nasza wspaniała Esme! 😉

A gdybyście pragnęli więcej, tutaj jest caaaały wątek poświęcony tym genialnym komiksom uwieczniającym życie w Alaranii <3
Hashira i Kerhje

Kartka z dziennika Kinalalego

Chodźcie, chodźcie, bo sprzedajemy historie! Najlepsze w całej Alaranii, jeszcze ciepłe! Dzisiaj czeka na nas dziennik, tym razem nie nasz, ale za to absolutnie przepyszny. Zapewne niejedna (i niejeden!) z Was w skrytości ducha marzyła, żeby ją przeczytać. Kartka z pamiętnika Kinalalego!


Znam tyle słów, jak chyba nikt inny i do niedawna jeszcze z niezachwianą pewnością siebie twierdziłbym, że nie ma niczego na tym świecie, czego nie potrafiłby w nie ubrać, bo zdawało mi się, że odpowiednio wrażliwa dusza wystarczy, by na głos móc wyrazić to, co się w jej wnętrzu kłębi. A jednak teraz cierpię i to w dwójnasób.
Avatar użytkownikaPo pierwsze przez to co czuję. Znam imię tej emocji, znam jej siłę, która niszczy i buduje, znam smak słodki i gorzki zarazem, bezwzględnie uzależniający. Nie nazwę jej jednak na głos ze strachu, bo niczego nie lękam się tak bardzo, jak oddać się jej bezwarunkowo i ją utracić – nie muszę być medykiem ani ciała ani duszy by wiedzieć, że byłby to dla mnie cios śmiertelny, z którego nigdy bym się już nie odrodził. Wszyscy wkoło jednak wiedzą co czuję, im powiedzenie tego głośno przychodzi z łatwością, której chyba zaczynam im zazdrościć… Ach, o ileż lżej by mi było na sercu, gdybym miał chociaż cień pewności, jakiejkolwiek pewności, a nie tylko setki pytań bez jasnej odpowiedzi. Ja, który przez tyle lat opiewałem uczucia w swych wierszach, opowiadając o nich najpiękniej jak potrafiłem, ja, który tyle razy radziłem i wspierałem, ja, który tylekroć doświadczyłem wdzięczności od dusz, które w moich wierszach znalazły ukojenie… Okazałem się być przegranym. Niczym mędrzec wśród głupców… okazałem się być największym głupcem.
Po drugie przez lęk i niepewność. Boję się od kiedy tylko me serce zaczęło bić w rytmie serca innej osoby, lecz strach strachowi nigdy nie jest równy i tak, jak wcześniej mógłbym w przypływie śmiałości nazwać go lękiem przed nieznanym, który na swój sposób potrafi zachęcać, nęcić i dawać odwagę, ale i szczęście i ekscytację, tak teraz… Me serce mnie paraliżuje. Mówi „stój” i „idź” zarazem. Każe się zatrzymać i przemyśleć to co robię, nieustannie zatruwa me myśli wątpliwościami: czyż to uczucie, które tak mnie obezwładnia i uzależnia, nie jest przypadkiem tylko i wyłącznie wyrazem mojego pragnienia i tęsknoty, jedynie fantomem a nie prawdą. Lecz nie, bo gdy zdawało mi się, że tak dobrze pamiętam słodycz spełnienia, tej pełni egzystencji, którą daje dzielenie serca, które bije w jednym rytmie w dwóch ciałach, list przewiązany wstążką z wodorostów uświadomił mi, w jak wielkim błędzie byłem.
Lecz co teraz? Podążać czy trwać? Sam już nie wiem… Zdawało mi się, że tu, w Danae, byłem bliżej spełnienia niż kiedykolwiek wcześniej, bo me serce zaczęło śpiewać inną pieśń, a na swych ramionach czułem pieszczotliwy dotyk spojrzenia, które było przeznaczone jedynie dla mnie. Lecz gdy spojrzałem za siebie, by móc nareszcie stanąć naprzeciw tego jedynego, wyjątkowego, jego tam nie było, a mnie znów zdjęły wątpliwości, czy nie były to tylko moje wyobrażenia, emanacja pragnienia, które zajmuje moje serce i umysł już stanowczo zbyt długo. Boję się, czy zostając tu nie tracę czasu, który jest nam przeznaczony, bo może on czeka zupełnie gdzie indziej. Lecz co jeśli jest zgoła odwrotnie? Co jeśli on naprawdę tu jest, na wyciągnięcie ręki, tak blisko, tuż koło mnie… A ja go nie widzę? Albo co gorsza widzę, mijam go co dzień na ulicy, pozdrawiam, ale moje serce nie wyrywa się do niego, nie podpowiada mi i niczego nie sugeruje, a tymczasem jemu odwagi starczy tylko na tyle, by zerknąć za mną tęskno, gdy odchodzę tak błogo nieświadomy… Dlaczegóż to nigdy nie może być łatwe? Dlaczegóż zawsze czuję strach i tyle niepewności? Czy to cena, jaką każde z nas musi zapłacić, by zdobyta zbyt łatwo nagroda nie straciła niczego ze swej słodyczy, by docenić ją w pełni tak jak na to zasługuje?
To oznacza jednakże, że jest nadzieja! Bo skoro teraz moje serce ściska bolesna obręcz niepewności, a ja jestem bliski szaleństwa z rozpaczy i rozterek, oznacza to, że jestem blisko i wkrótce… W końcu…


Chwyta za serce, prawda? Przy okazji chcieliśmy przypomnieć, że pojawił się nowy bestiariusz, a jego kolejne strony są nadal opracowywane. Link Tutaj.

Dla wszystkich, którzy lubią pisać pod presją czasu i zabierają się do pracy na ostatnią chwilę przypominamy również, że zostały jeszcze trzy dni naszego konkursu – termin nadsyłania prac upływa 25 listopada o godzinie 23:59. Link Tutaj.

Hashira i Kerhje

Wywiad z Hashirą i Kerhje

Świat staje do góry łapami!

 

Rzecz niesłychana! Różowa kanapa gości dzisiaj osoby, które to zwykle na nią właśnie zapraszają inne osoby.


Gdy Hashira i Kerhje weszły do pomieszczenia, prócz znanej sobie kanapy zastały mały stolik z ustawianymi na nim kryształowymi kielichami wypełnionymi ciemnoczerwonym płynem, pochodzącym ze stojącej pośrodku butelki. Mężczyzna rozparty na fotelu znajdującym się nieopodal i ubrany w charakterystyczny ciemnozielony płaszcz odezwał się do nich:

Meridion: Witacie drogie damy. Napijecie się może? To jedno z najlepszych win produkowanych w Rapsodii.
Kerhje:  (próbując ukryć ekscytację ostrożnie siada na kanapie, wypróbowuje jej miękkość, po czym z podejrzliwością zagląda do kieliszka) Hmm… Witaj, mój drogi! Co prawda ciężko zaufać komuś, kto zmusza cię do przebywania po TEJ DRUGIEJ STRONIE, ale czego nie robi się dla szefa. Skoro wino jest tak wyśmienite… Ale mam nadzieję, że bez procentów! Albo chociaż odpowiednie dla krwiopijców. W końcu jestem w jednej ósmej wampirem.

Hashira: (siada z uśmiechem na kanapie. Różowość zerka na nią niepewnie, nie wiedząc jak powinna się zachować wobec faktu, że potencjalna ofiara to osoba, która zazwyczaj ją karmi.) Dobry wieczór! Wino wygląda wybornie! Choć jego obecność, tak jak i twoja jest dużą niespodzianką i świadczy o tym, że powinnyśmy ponownie przyjrzeć się naszemu systemowi ochrony.

K: (nachyla się do Hashiry) Psst, to nasz szef. Jego ochrona zawsze przepuści.

H: (krztusi się winem i ostrożnie odstawia kieliszek, uśmiechając się jeszcze szerzej) Aaaaa ^^

Meridion: Oh, system ochrony jest wyśmienity. Po prostu znam tą krainę na wylot i umiem się po niej doskonale poruszać. Nie mówmy jednak o mnie, nie po to dzisiaj się z wami spotykam. Wiele osób o was ostatnio mówi i chciałoby się więcej dowiedzieć o naszych drogich Donosicielkach. Mnie też zżera ciekawość, a to nieczęsto się zdarza. Nie bójcie się, nie gryzę – dodaje widząc nerwowe spojrzenia w jego kierunku. – No dobrze, zacznijmy od czegoś prostego. Jak zaczęła się wasza przygoda z PBFami? Czy Granica była pierwszym miejscem gdzie raczyłyście się tą formą rozrywki, czy też wasza przygoda zaczęła się dużo wcześniej?

H: Jeśli o mnie chodzi, to Kerhje wciągnęła mnie w PBFy i Granica faktycznie była moim pierwszym forum tego typu. Rozglądałam się potem po innych, ale żadne nie urzekło mnie aż tak bardzo. Za to jeśli chodzi o szeroko pojęte pisanie – czy to opowiadań czy wierszy, to trwa już o wiele dłużej. Byłam zawsze molem książkowym i moją głowę wypełniało mnóstwo pomysłów. Pamiętam, że pierwsze opowiadanie, które napisałam (wielkim, gryzmolastym pismem w czerwonym zeszyciku z lwem na okładce) było o jakiejś czarodziejce, która próbowała uratować krainę poprzez dostanie się do zaklętej wieży pośrodku srebrnego jeziora. Dużo w tym było inspiracji z “Niekończącej się historii”, która była w tamtym czasie moją ukochaną książką.

K: Mówią o nas… A to ci dopiero… No racja! Zalegam z postami. Przepraszam was, kochani moi współwątkowicze! Ale tak, tak… Początki. Nie, Granica nie jest moim pierwszym PBFem. Wcześniej podróżowałam po innym, wyjątkowym świecie. To było jakoś w gimnazjum, czyli kilka lat temu. Potem przerwałam i całkiem zapomniałam o takiej formie rozrywki. Aż któregoś razu zaczęłyśmy pisać z Hashirą naszą własną historię w bardzo dokładnie opisanym świecie – państwie-mieście Uzam. Robiłyśmy to tak, jak mogłoby to wyglądać na forum. I jakoś… samo tak wyszło, że przypomniałam sobie o PBFach. Nie pamiętam dokładnie tej chwili, ale zaczęłam szukać jakiś nowych światów, a Granica od razu przyciągnęła moją uwagę. Zachwyciło mnie to, jak bardzo jest rozbudowana i że ma nieco lżejszy klimat, niż poprzednie forum, na którym pisałam.

M: To częściowo odpowiada na kolejne pytanie które chciałem wam zadać, jednak czy możecie zdradzić co najbardziej sprawiło, że Granica okazała się tym miejscem, w którym zostałyście na dłużej? Czy był to świat, ludzie którzy tu piszą, czy może coś innego? Kerhje, wspomniałaś, że tworzyłyście opowiadanie we własnym świecie. Nie przyszło wam przez głowę, by założyć własnego PBFa?

H: Świat Granicy jest niesamowicie rozbudowany i to chyba stanowi dla mnie najbardziej o jego magii. I cały czas rośnie! (chociaż wtedy tego nie wiedziałam). Na początku mocno się denerwowałam, bo wewnętrznie jestem dosyć nieśmiała, jednak niesamowicie ciepłe przyjęcie dużo ułatwiło. Mówi się, że im bliższe poznanie, tym większe rozczarowanie (śmiech). Nic bardziej mylnego w tym przypadku! Im dłużej tu jestem tym bardziej uwielbiam ludzi z Granicy, i tych nowych i starych wyjadaczy. To wspaniała społeczność i jestem dumna, że stałam się jej częścią. Ostatnio odkryłam też urok tworzenia powiązań między postaciami i zaczęłam dostrzegać sieć, która istnieje między najróżniejszymi bohaterami. Alarania cały czas mnie zaskakuje. Jak jej nie kochać?
Co do tworzenia własnego PBFu to chyba najbardziej przeraża mnie ogrom pracy technicznej jaki trzeba włożyć, by stworzyć coś tak dobrze funkcjonującego jak Granica. Widzę go coraz bardziej, obserwując twoją pracę (kłania się z uznaniem w stronę Meridiona). Chyba nie byłabym w stanie tego ogarnąć.

K: Chyba chodziło najbardziej o możliwości, które daje to forum. Jest bardzo szczegółowo opisane, ale wbrew pozorom to nie ogranicza, tylko pobudza wyobraźnię. Poza tym jest ładnie i przejrzyście zaprojektowane. To też zachęca. Kolejna rzecz to popularność. Bardzo mi zależało na tym, by na forum dużo się działo, ale choć wybierałam forum na podstawie aktywności, to i tak liczba aktywnych użytkowników przerosła moje oczekiwania i wymagania. Niesamowite, tu niemal każdego dnia pojawia się ktoś nowy.
A co do własnego forum… Nie, nie myślałyśmy chyba o tym. Hahira ma rację: Za dużo z tym pracy (choć w przeszłości próbowałam zakładać własne fora… Miałam na przykład… (chowa się za kieliszkiem) psychiatryk), a nam zależało na rozrywce po prostu. Zresztą tamten świat jest nasz i konkretnie dla tych dwóch szczególnych postaci, którymi pisałyśmy. Swoją drogą, postać, którą stworzyłam na rzecz naszej opowieści jest pierwowzorem Kerhje. Ma trochę jej charakterek, ale przede wszystkim odziedziczyła nazwisko. Z Torr-uny zrobiła się Kerhje Una. Choć w opowiadaniu “una” była końcówką dodawaną do żeńskich imion rasy Uzamczyków.

M: No właśnie, mówicie o ogromnych możliwościach, dlaczego więc postanowiłyście w pierwszej kolejności wcielić się w ludzi? A przynajmniej w przeważającej części ludzi (puszcza oko do Kehrje). Skoro jest tak wiele innych dostępnych ras…

K: To bezpieczny i skromny wybór. Przynajmniej w moim wypadku. Nie przepadam za przekombinowaniem, dlatego na początku chciałam pokazać, że potrafię pisać dobrze i ciekawie postacią, która z racji rasy może wydawać się zwyczajna. Poza tym często w fantasy to dość oryginalne być… po prostu człowiekiem. Choć ostatecznie Kerhje i tak okazała się dość… wyjątkowa.
W każdym razie… Chciałam się skromnie, ale zaskakująco zaprezentować, wybadać forum i potem zacząć pozwalać sobie na więcej. A ostatecznie wyszło, że też mam pokręcone postaci.

H: Moją pierwszą postacią była Vestra, która jest chochlikiem. Pomysł narodził się, gdy siedziałam w pracy i wyobrażałam sobie jak Vestra przyjmuje zasmarkanego smoka. Hashira była następna i historia jej powstania jest nieco smutna. Pisałam jej kartę, kiedy opiekowałam się moim czarnym kocurem, Kajtkiem, który był wtedy w stanie krytycznym. Chyba stąd wzięła się cała idea Krwawego Zakonu i Rytuału Snów. Potem stwierdziłam, że Hashira jest najbardziej do mnie podobna, z zachowania i wyglądu (no dobrze, łączą nas tylko ciemne włosy i człowieczeństwo, ale to zawsze coś :p) i jakoś tak została moim oficjalnym granicowym nickiem.

K: Charakterek też was łączy. Wojownicza i kochana. Poza tym Kerhje i Hashirę połączyła niezwykła więź, tak samo jak nas w prawdziwym życiu.

H: (tula mocno drugą kronikarkę) Kochana siostra!

M: (Brwi Meridiona uniosły się w zaskoczeniu.) No proszę, a byłem przekonany, że Hashira była twoją pierwszą postacią. Zwykle gracze rozpoznawani są po ich pierwszych postaciach. Wracając do wcześniejszej wypowiedzi. Dziękuję za uznanie, jednak pragnę sprostować, że chociaż faktycznie od strony technicznej jest sporo zajęcia, to jednak wszystko to istnieje dzięki wytrwałości naszych różowych administratorek, a zwłaszcza Niary, która od początku poświęca ogrom swojego czasu na swoje ukochane dziecko, jakim jest Granica. Świat nie istniałby również bez graczy, którzy wprawiają go w życie. No i nie zapominajmy o waszej roli. Dzięki Donosicielowi, osoby takie jak ja mogą z łatwością śledzić, co dzieje się w różnych zakątkach krainy. No właśnie, skąd pomysł na Donosiciela?

H: Vestra przez długi czas była niewidoczna, bo jej wątek szedł bardzo powoli. Stąd większa rozpoznawalność Hashiry właśnie. Co zaś się tyczy Donosiciela, to zainspirowały nas nowinki, wrzucane co jakiś czas na facebookowe konto Granicy. Chciałyśmy w tamtym okresie pisać coś więcej niż tylko wątki i ożywić jakoś Granicę. Pomysł wyewoluował bardzo szybko, a dzięki entuzjastycznej reakcji administratorek, niebawem mogłyśmy ruszyć z pierwszym wydaniem. Na początku nie wiedziałyśmy jak ludzie to przyjmą, ale z całą pewnością nie spodziewałyśmy się aż tak dużego entuzjazmu, który z resztą cały czas sprawia nam ogromną radość.

 K: Oooh, pamiętamy kto utrzymuje to forum i je rozwija. 🙂 I tak, Donosiciel powstał przez nasze zainteresowanie stroną Granicy na fb. Sanaya wrzucała co jakiś czas ploteczki i stwierdziłyśmy, że to świetny pomysł, ale szkoda, że tak rzadko się pojawiają. A potem… Ojej, chyba ktoś nam zaproponował coś więcej. Rany, mam luki w pamięci (wypija więcej wina).
Ah, to cudowne, że ludziom tak się podoba nasz Donosiciel, że nam przy nim pomagają. Ale to też ciężka praca, choć z pewnością uczy wielu rzeczy, np. rzetelności i regularności.

M: Właśnie chciałem zapytać, skąd bierzecie siły i czas by utrzymywać Donosiciela w tak świetnym stanie i publikować go regularnie, dorzucając jeszcze od czasu do czasu dodatki? Szczerze powiedziawszy na początku mieliśmy obawy, czy otwieranie bloga to dobry pomysł, jeśli po kilku miesiącach wypalicie się i zrezygnujecie z pomysłu. Na szczęście nasze obawy okazały się bezpodstawne i blog żyje o wiele bardziej niż tego się spodziewaliśmy.

H: (śmieje się głośno, popijając słodkie wino) Czasami sama się zastanawiam gdzie znajdujemy na to czas! To ciągłe lawirowanie pomiędzy wątkową hydrą (która wiecznie się tuczy), pracą, relacjami z innymi ludźmi… (przy okazji podzielę się z wami bardzo radosną nowiną: brat Kerhje mi się oświadczył! Więc już oficjalnie jesteśmy siostrami!), szczeniakiem (Kori to ten pocieszny kłapołuch, której zdjęcie było w jednym ze starych Donosicieli) i hobby, na które też wypadałoby wyrwać czasem parę chwil! Chodzi chyba przede wszystkim o to, że obie kochamy pisać Donosiciela i nawet jeśli czasem jesteśmy zmęczone, sprawia nam to bardzo dużo frajdy. Chciałybyśmy też z czasem urozmaicić Dodatki, ale to plan na następne wydania. No i przede wszystkim obserwowanie reakcji użytkowników i każde ciepłe słowo bardzo nas nakręcają, a świadomość, że ktoś czeka na kolejne wydanie dodają sił nawet w najtrudniejszych momentach.

K: Też mnie to czasem zastanawia. Bywa ciężko, ale czasem prosimy o pomoc użytkowników (wielkie dzięki wszystkim, którzy nas wspierają. I Call za to, że cały czas nas nadzoruje. ), innym razem mamy coś już wcześniej przygotowane. Na zapas. Najczęściej jednak budzimy się w ostatniej chwili i pracujemy na najwyższych obrotach. Ale ciiii…. Wiele dodatków robi Kana, do niektórych ludzie sami się zgłaszają. Wywiady to zawsze czysta przyjemność i każdy chętnie bierze w nim udział. A wiadomo, na przyjemności czas zawsze jest. Czasem mamy też nagły przypływ weny i coś skrobiemy. Hahshira jest pod tym względem nieoceniona.

M: Słyszycie czytelnicy? Proszę chwalić nasze kochane Donosicielki na każdym kroku, a strumień donosów nie przestanie płynąć ( śmieje się mówiąc pół żartobliwie – pół serio). Hashira, gratuluję zaręczyn i bardzo cieszę się na nie. Powiedz, czy możemy liczyć na to, że twój wybranek kiedyś zawita na Granicę?

K: (śmieje się pod nosem) Gdyby tak się stało, albo zniszczyłby system, albo został krasnoludzkim handlarzem z niezłą smykałką do interesów i nieodłączalnym kuflem pełnym najdziwniejszego soku na Łusce.

H: Dziękuję bardzo! (Uśmiecha się od ucha do ucha) Nie wiem, czy to się kiedyś uda, choć przyznam po cichu, że bardzo bym tego chciała. Cały czas go namawiam, z resztą jest na bieżąco z większością moich wątków, ale ciągle uparcie stawia opór. Może kiedyś.

M: Doskonale to znam z autopsji! Sam jestem odpowiedzialny za to, że Niara zainteresowała się PBFami, więc może i w twoim wypadku to podziała. Wspólne zainteresowania zbliżają. Właśnie, czy poza PBFami (i książkami zapewne) macie jakieś inne hobby?

H: Kerhje, myślę że byłby całkiem spokojny, przynajmniej na początku. Choć na pewno wyszedłby z niego diabełek testujący granice wytrzymałości naszego alarańskiego świata. Więc może dla dobra Prasmoka póki co niech pozostanie obserwatorem xD
Jest kilka rzeczy, które lubię robić w wolnym czasie, o ile uda mi się taki wygospodarować. Maluję na płótnie i szkicuję, teraz być może nieco mniej niż kiedyś, ale nie zawiesiłam jeszcze pędzla na kołku. Uwielbiam się bawić kolorami, a wielobarwny, fantastyczny krajobraz to chyba najlepszy sposób na wyrzucenie z siebie nagromadzonych emocji. Z innych pasji już od dłuższego czasu strzelam z łuku. Ostatnio zostałam nawet dumną posiadaczką własnej Diany, to piękny łuk o stosunkowo prostych i surowych liniach. No i jest też śpiewanie! Śpiewałam w chórach przez ładnych kilka lat, nie tylko w szkole, ale również na studiach. Z resztą nucenie pod nosem działa nie tylko wtedy, kiedy mam dobry humor. Kiedy się denerwuję jest jak zawór bezpieczeństwa, który nie pozwala mi się przegrzewać. Rzeczy takie jak książki i planszówki to być może nie hobby, ale też pożerają sporo mojego wolnego czasu 😛

K: Hashira to najlepszy i najmilszy i najcierpliwszy i… Ah, najfajniejszy mistrz gry. Również uwielbiam planszówki, ale wiem o nich zdecydowanie mniej. Mimo to, zauważyłam, że jak poznaję ludzi, to pytanie o to, czy lubią w nie grywać, stało się tradycją. Uwielbiam spędzać czas na graniu z innymi. Na żywo. To niesamowite emocje. Ostatnio polubiłam RPGi mówione. Byłam z Cętką, Reinarem i Erremirem  na konwencie w Toruniu i zagrałam pierwszy raz na poważnie, z obeznanym miszczem gry. To była historia o Cthulu, a ja byłam… prostytutką, ale było tak wspaniale, że chciałabym w to grać jak najczęściej.
Jeśli jednak o inne pasje chodzi… Właściwie to nie mam jakiś takich niesamowitych prawdziwych. Cały czas interesuję się czymś nowym. To, co zawsze jednak wraca to kosmos, pisanie tekstów wszelakich, filmy (w tym roku zaczęłam studiować filmoznawstwo praktyczne) i tworzone przeze mnie samą seanse łączenia się z częściami Wszechświata. Wiem, może to ostatnie ciężko zaliczyć do pasji, ale ogółem fascynuje mnie to, jak ludzie odbierają świat, czym ten rzeczywiście jest, w jaki sposób możemy się z nim łączyć i komunikować na wyższym poziomie. Ale przy tym wszystkim wyznaję wiarę w naukę. Poza tym uwielbiam skandynawskie (słowiańskie też!) klimaty. Wikingowie i te sprawy. Przez 2 lata uczyłam się norweskiego, a moim rajem jest Islandia. Ale chyba największą pasją jest muzyka. To moje życie. Sama niewiele gram… Trochę na perkusji, a marzy mi się bęben obręczowy, może szamański, ale… muzyka niesamowicie mocno oddziałuje na moje życie. Tak mocno, że czasem czuję, jakbym była drobinką w powietrzu, w którym rozchodzą się dźwięki. Te najczęściej pchają mnie w określonym kierunku, a ja się im poddaje, ale zdarza się, że wskakuję im na grzbiet i wybieram w podróż ku źródłom melodii. Umysł jest muzyką. Z całą pewnością.

H: Nic dziwnego, że spod twojego pióra wychodzą takie postacie jak Umm! Co do skandynawskich klimatów to wróciły do mnie wspomnienia festiwalu Słowian i Wikingów, na którym byłyśmy razem. Chyba wtedy pierwszy raz zetknęłam się na żywo z tym niesamowitym światem w takim natężeniu.

M: O, fascynujące pasje. Cieszę się, że zapytałem o to, może dzięki temu wywiadowi odezwie się do was ktoś, kto je podziela. Grywacie w RPG. Powiedzcie czy przyszło wam przez myśl by zorganizować jakąś sesję dla graczy z Granicy? Może przez Discorda? O ile pamiętam, kiedyś padł taki pomysł, jednak wtedy nic z tego nie wniknęło. Szczerze przyznam, że sam ogromnie chętnie zagrałbym z wami w tej formie.

K: Reinar planuje coś takiego. Chyba właśnie nawet online. Cętka już zaprasza do Gdańska, ale na takie granie na żywo.

H: Bardzo chciałabym wziąć udział w czymś takim! Ale jako gracz, a nie mistrz gry, bo nigdy nie prowadziłam takiej sesji. Swoją drogą klimaty Lovecrafta uwielbiam, nawiązując do tego, o czym wspominała Kerhje. Myślę że bez względu na tematykę, taka sesja z użytkownikami Granicy może wyjść naprawdę świetnie.

M: Trzeba będzie zatem o tym pomyśleć! Drogie damy, jak już wspomniałyście, trafiłyście na Granicę razem i jesteście ze sobą bardzo zżyte. A jak się poznałyście? Czy to przyjaźń od piaskownicy? Może chodziłyście do jednej szkoły, czy też natrafiłyście na siebie w innych okolicznościach?

K: Ha! Mam deja vu. Ostatnio już o tym rozmawiałyśmy. Callisto, to opowieść dla ciebie. [Calli-korektor przesyła całusy <3]

H: Może ja opowiem? Mogę, mogę? (Podskakuje podekscytowana)

K: Lubię, gdy ty to opowiadasz (nakłada chustę na głowę i zasłania twarz skromnie).

H: Poznałyśmy się kilka lat temu, kiedy ja i brat Kerhje byliśmy jeszcze tylko znajomymi. Pamiętam, że miałam wtedy naprawdę paskudny dzień i Szymon (bo tak ma na imię mój ukochany) zaprosił mnie z paczką przyjaciół do swojego rodzinnego domu. Swoją drogą to wspaniała chatka, z daleka od wszystkiego, otoczona uroczym ogródkiem i z przecudownym kominkiem. Siedzieliśmy wtedy nad jakąś nową planszówką, o ile pamiętam był to chyba Smallworld. Kerhje nieśmiało zajrzała do środka i przyniosła nam chlebek Naan, który sama upiekła. Był genialny!!! Jeszcze ciepły i chrupiący. To była przemiła i zupełnie bezinteresowna rzecz. Od razu ją polubiłam. Można w sumie powiedzieć, że trafiła przez żołądek do serca (śmiech). Później poznawałyśmy się coraz bardziej, a z czasem Kerhje dołączyła do naszej paczki, a mnie z jej bratem połączyło wyjątkowe uczucie. W sumie od tego czasu spędziłyśmy razem tyle chwil, że faktycznie czujemy się już jak siostry. Dlatego często na Granicy wypowiadamy się jedna za drugą, a niektórzy się śmieją, że traktują nas już jak jedną jaźń. xD

M: Haha, czasami sam łapię się na tym, że nie wiem z którą z was rozmawiam! Jak dla mnie faktycznie funkcjonujecie jak jeden organizm. To urocza historia (ukradkiem ociera łzę wzruszania, kto to widział by demon tak się zachowywał). Dobrze, dowiedzieliśmy się o was dzisiaj bardzo wiele, mam dla was jeszcze dwa, krótkie pytania i puszczam was wolno. Ruszyła druga edycja naszego Alarańskiego Kartografa. Czy zamierzacie wziąć w nim udział? – Spogląda na dziewczyny jakby oczekiwał konkretnej odpowiedzi.

H: Oczywiście że tak! Napaliłam się tak, że już nawet zaczęłam opisywać jedną z lokacji. Poprzednim razem nie brałam udziału z braku czasu i sił, ale tym razem nie zamierzam odpuścić. Jestem bardzo ciekawa ile osób nadeśle swoje opisy. To bardzo fajny sposób rozwoju świata, a przy okazji można chapnąć ciekawe książki! Przyznam nawet po cichu, że cykl Silos już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie, więc tym bardziej warto próbować. Mam nadzieję, że odzew będzie duży i wzbogaci naszą (i tak już ogromną!) mapę!

K: …i kiedyś wszyscy staniemy się jednością… (otrząsa się) Ah, konkurs.. T-taaaak… Ja… Skoro Hashira i ja to jedność, to czy nie wystarczy, że ona napisze? (śmieje się nerwowo) A tak na serio to nie wiem, czy dam radę coś napisać. Zaczęłam nowe studia i jest tak intensywnie, że zapominam o smoczym świecie. Chciałabym coś napisać, ale nie wiem, czy będę mieć na to czas. Zobaczymy!

M: Niedługo też planowany zlot Granicy w Poznaniu. Czy pojawicie się? Możemy liczyć na możliwość wyściskania was w świecie po drugiej stronie?

H: Oczywiście! Jeśli tylko Wszechświat nie postanowi mnie zatrzymać, zjawię się w Poznaniu. Szczerze mówiąc już się nie mogę doczekać tego spotkania! Bardzo mnie cieszy, że udaje nam się spotkać na żywo od czasu do czasu. Nie da się opisać uczucia, kiedy człowiek wreszcie poznaje na żywo smoka ze swojego opowiadania i odkrywa drobną blondynkę, która za nim stoi. Z resztą o Granicy można gadać bez końca, więc podejrzewam, że czeka nas długa i bardzo ciekawa noc.

K: Jestem w trakcie odwracania nieprzychylnego oka Wszechświata od naszego zlotu. Będzie patrzył wyłącznie stroną przychylności. Pamiętajmy tylko, żeby podziękować gwiazdom po wszystkim – bywają kapryśne, coś o tym wiem od pewnego maie. W każdym razie jedność pozostać musi jednością, więc gdy pojawi się jedna, pojawi się i druga. Również będę i nie mogę się doczekać tulania was wszystkich, nawet tych mrocznych i wyalienowanych. Miłości mam wystarczająco dla wszystkich! ( śmieje się i powoli ześlizguje z kanapy) Tylko z czasem dzisiaj gorzej. Wygląda na to, że Oczko, Triton i Myszka domagają się uwagi. Ah, no i trzeba zaplanować kolejne porwanie, rozesłać ptaszki w świat, by przyniosły pożądane informacje. Sam szef rozumie… Ale dziękuję bardzo za wino! Nawet moja krwiopijcza część jest zadowolona, a Eldrizze postanowiła się nie wtrącać. Chyba muszę jej podziękować. Tak więc do zobaczenia na Łusce! I w Poznaniu.

 

Meridion

Donosiciel # 19

Dzielni wojownicy i szaleni awanturnicy!

Lecą głowy, krew się sączy; strumieniem spływa z drzew i niknie w barwach mijającej jesieni. Widać klimat Święta Zmarłych jeszcze się trzyma w naszych alarańskich opowieściach. Choć bywają również i oazy spokoju, gdzie mężczyzna odkrywa barwy, a Pani Losu plącze nici czarodziejki i wilkołaka. Bo przecież… Po burzy przychodzi słońce, prawda?

 


Kryształowe Jezioro

“Zastanów się trzy razy, czy aby na pewno chcesz się wybrać na romantyczny spacer w okolicach Kryształowego Jeziora. Możesz tam spotkać bowiem piękną, delikatną blondynkę. Cóż w tym złego, zapytasz? Nic, dopóki kobieta trzyma w ryzach swój instynkt. Gdy bowiem w samoobronie z drobnego ciała wypełza żądna krwi eugona, spacer zamienia się w horror. Na szczęście Eliae udaje się pohamować swoją mroczną stronę i powraca do ludzkiej formy nim jej towarzyszom stanie się krzywda. Nie mała w tym zasługa Ariosa, który nie porzucił jej na pastwę losu. Przy okazji odkrył też jedną ze swoich licznych tajemnic – elf porozumiewał się z nią mową węży. A więc jednak potrafi mówić! Czym jeszcze zaskoczy nas w przyszłości ten enigmatyczny obrońca lasu?”

~H&K

Menaos

“Czasem nawet od życia trzeba odpocząć. Rumianek i Argo, którzy odnaleźli siebie nawzajem, postanowili po załatwieniu sprawunków w mieście ruszyć na wielobarwny festyn. Po drodze zachodzą do sklepu tkackiego, gdzie cieśla po raz pierwszy odkrywa, jak wiele odcieni tego samego koloru może istnieć obok siebie. Ich uwagę przykuwa również stoisko z przyprawami, a kupcy, którzy zjechali się ze wszystkich stron świata, mają bardzo wiele do zaoferowania. Co jeszcze podaruje im ten piękny dzień? Czy na festynie znajdą upragnione wytchnienie od trosk codziennego życia?”

~H&K

Równiny Theryjskie

“Tymczasem słynna karczma “U Svena” ściąga w swoje progi kolejne intrygujące postaci. M.in. bosą elfkę Dinitris z wyższością spoglądającą na ludzi i zajmującą miejsce na uboczu, by planować swoją podróż. Żądny przygód Yaruga jeszcze nie wie, że po tym, jak Cerrina opuściła karczmę, pustkę, którą stworzyła, może zastąpić kolejna pani. Nie wie też, jak wiele ma wspólnego z tą potencjalną towarzyszką lub rywalką wieczora. Sven zaś… Sven wie swoje. Dba o swój lokal, dba o pracowników, a przede wszystkim dba o klientów. Czy będzie więc w stanie zaspokoić głód informacji smokołaka swoimi nęcącymi opowieściami? I co zwiastuje spotkanie tych trojga oraz tajemnicza kobieta wpatrująca się w smoczycę?”

~H&K

Elfidrania

“Czasami, gdy człowiek chce tylko napić się w spokoju piwa, świat postanawia za wszelką cenę, że będzie inaczej. To właśnie spotkało Liliannę, młodziutką wampirzycę, która zawitała do nie tej karczmy co trzeba. A może bez względu na karczmę los zgotowałby jej dokładnie te same kłopoty? Zaczepiona przez trzech oprychów (razem z dosyć nietypową towarzyszką tego nieszczęsnego wydarzenia, satyrką Vaelą) już miała wołać o pomoc, gdy do akcji wkroczyła czarodziejka Ariatte, w bardzo bojowym nastroju. Mężczyźni dostali… permanentną nauczkę. A los być może wcale nie był złośliwy, obdarował bowiem wampirzycę interesującą znajomością. Jak dalej rozwinie się ich spotkanie? Czy Lilianna ucieknie, w poszukiwaniu spokojniejszej karczmy? A może urzeczona niezwykłością czarodziejki zostanie i wda się w dłuższą rozmowę?”

~H&K

Równina Drivii

“Piątka rogaczy podążająca śladem swojego celu. Kosztownie. Przemierzający Równinę nord Reinar zastanawia się nawet, czy nie nazbyt kosztownie jak na jego osobę, ale nie może zignorować takiego niebezpieczeństwa. Lecz gdy gotowy do starcia z nieprzyjaciółmi podchodzi ich, raptem poznaje prawdę. Rogi to nie jarmarczna ozdoba, lecz prawdziwe diabelskie korony. Jest jednak też dobra wiadomość: nie podążają oni śladem norda, a nieznanego mu mężczyźny – Jona. Cóż, skoro się zobaczyło, może wypada pomóc? U boku łowcy dusz staje więc blondyn… Nie wiedzący jednak jeszcze kogo na ślepo postanowił wspomóc. Czy będzie żałować tej decyzji?”

~H&K

Demara

“Smakosze ostrzcie ząbki, bo oto w Demarze szykuje się prawdziwe apetyczny pojedynek osobowości! Lord Fobos de Loer, poznawszy tożsamość (jeszcze) żywych członków okultystycznej sekty, skierował swe kroki ku Inspektorowi McColleyowi, by zaoferować mu układ w zamian za posiadane informacje. Po jednej stronie mamy więc wyniosłego wampira, który chce przede wszystkim rozprawić się z niepokorną członkinią swojego rodu, bawiącą się w przyzywanie demonów. Po drugiej – rudowłosego przedstawiciela prawa, pragnącego schwytać mordercę i wyjaśnić sprawę do końca. Łączy ich więcej niż byliby skłonni przyznać. Pośrodku tego wszystkiego zaś znajduje się istotka, której potrzeba jeszcze więcej odwagi niż dotychczas. Czy panna Marika spełni pokładane w niej przez lorda nadzieje i wesprze go podczas wizyty u Hanny de Belloy? A może to będzie dla niej za dużo i ucieknie z miejsca zdarzenia z właściwą dla siebie, kocią gracją?”

~H&K

Fargoth

“Gdy Widmo przechadza się po ulicach, lepiej uważać na własną głowę. Jedna już poleciała – na zlecenie, druga zaś mogła do niej dołączyć, gdyby Garett Moore – zleceniodawca, szef lokalnego gangu i, co najistotniejsze, brutal wykorzystujący swoją siłę wobec słabszych kobiet – nie wykazał się odrobiną rozsądku i nie obiecał skrytej w cieniu skrytobójczyni, że przyrzeka poprawę. Dayanara uzyskawszy zaś co chciała, niczym prawdziwy duch, włóczy się dalej po mieście. Do momentu, gdy stary pijak nie zaczepia jej i nie prosi o… opowieść. Kim jest tajemniczy mężczyzna i czy elfka w spokoju dotrwa do świtu?”

~H&K

Maagoth

“Tymczasem sytuacja Indigo i Mniszka, polujących na kłusowników w lasach otaczających Maagoth była bardzo nieciekawa. Oboje skrępowani i zdani na łaskę napastników! W dodatku Mniszek przybrał postać Maorcoille, a łuczniczka nie mogła się z nim skontaktować. Indigo zerwała jednak więzy i zaatakowała, a nieme wezwanie kobiety w końcu wyrwało bożka ze snu. Maorcoille podniósł się, nic nie robiąc sobie ze sznurów i pęt. Potężna postać, rogi, trzecie oko świecące niezwykłym blaskiem! Był to wspaniały, choć straszny spektakl. Przemieniony zabijał bez litości, demolując obozowisko. W końcu, nasyciwszy pragnienie krwi, powrócił do ciała drobnego elfa, a pozornie niewielkie rany okazały się dosyć poważne.”

~H&K

Inne ptaszki ujmują to w ten sposób:
“W lasach otaczających Maagoth szalony mag Aezin pragnie potęgi, którą może zdobyć jedynie dzięki leśnemu bożkowi – Maorcoille – oczywiście nie po dobroci. Już prawie dopiął swego, bo udało mu się pochwycić chroniącą las bestię, lecz nie przewidział tego, że tak jak on, ona również będzie miała wsparcie i to nie byle jakie, bo w postaci zdeterminowanej, doskonałej wojowniczki Indigo. To jej głos przedarł się do świadomości nieprzytomnego potwora i sprawił, że ten wyrwał się spod usypiającego go zaklęcia. A gdy się przebudził, wymierzył na kłusownikach krwawą sprawiedliwość. Dokonawszy zemsty Maorcoille zniknął, oddając prawowitemu właścicielowi – Mniszkowi – jego ciało, lecz w stanie, któremu daleko było do doskonałości. Elfik pragnie jedynie jak najszybciej opuścić wraz z Indigo miejsce, w którym dokonała się rzeź… Lecz to nie koniec ich kłopotów. Oni jednak jeszcze o tym nie wiedzą.”

~Sanaya

Pustynia Nanher

“Czasem ludowe wierzenia mogą okazać się boleśnie prawdziwe. Niepokojący ptak Skowyj zwiastuje ponoć bliskość śmierci. Widziane z daleka kształty okazują się szczątkami karawany. Kierowani zdrowym rozsądkiem Kapłani postanawiają odejść, kiedy Hashira dostrzega ruch na ziemi. To piaskowy wir, który powoli wciąga wystającą z niego dłoń! Czy towarzyszom uda się uratować tego, kto znajduje się pod powierzchnią? I co ważniejsze, czy osoba ta, kimkolwiek jest, nadal żyje, czy została uśmiercona przez bezlitosne piaski pustyni?”

~H&K

Serenaa

“Macki ośmiornicy sięgają daleko, magazyny, świątynie, pałac królewski, garnizon straży miejskiej… To ostatnie wydaje się najistotniejsze. Salazar i Escrim przygotowują się do realizacji planu sędziny, który wcale nikomu się nie podoba, ale najwidoczniej nie ma innego wyjścia. Pora więc porwać Carso, który z ochroną się nie rozstaje, ale… skraść perły z komódki księżnej, czy też skraść samą księżną… To znaczy Carso – co to za różnica dla Mistrza Złodziei. Gwardzistka zaś szykuje się do mnisiego rosołu.”

~H&K

Ekradon

“W chwili, gdy już zdawało się, że wszystko będzie dobrze, no bo przecież udało się doprowadzić do ślubu Guly’ego Ulki i Eldine Styfing, okazało się, że los jednak Skowronka i Sjansa najwyraźniej nienawidzi i zamierza im to dobitnie dać do zrozumienia. Pożar lasu zmusił ich do błyskawicznej ucieczki, w trakcie której drwal wpadł do wilczego dołu – pułapki zastawionej przez jego córkę na zupełnie kogoś innego – w wyniku czego skręcił on sobie nogę. Całe szczęście z pomocą elfki i jej wiernej krowy (nie pytajcie) udało się go wyciągnąć, lecz przy tym ich grupa się rozdzieliła. Sjans i Skowronek, starając się ich dogonić, dotarli do obozowiska trzeciego z braci – Cryfa Ulki – który najwyraźniej przymierza się do przejęcia władzy nad Bagnami siłą! Do zrealizowania celu brakuje mu jedynie przewodnika, który poprowadzi go przez zdradliwe mokradła, a jedynym skłonnym się tego podjąć jest Botan. Skowronkowi przyjdzie ratować chłopaka przed wplątaniem się w intrygę uzurpatora, czy jej się to podoba czy też nie, a do pomocy ma krowę i kulawego drwala…”

~Sanaya

Nowa Aeria

“Nowa Aeria jest magnesem, który zbliża do siebie najróżniejsze istoty, czasami zupełnie odmienne. Tym razem postanowiła zagrać losem włóczęgów. W jedną dłoń chwyciła wilkołaka Knowa, który podążył za swoim nieusłuchanym psem. Drugą przyciągnęła Kunę, wcale nie tak młodą jak z pozoru się wydaje czarodziejkę, która ruszyła tropem intrygującego ją elfa. Czy ta dwójka wpadnie na siebie, a ich życia się połączą? Jak poplącze sznurki miasto, by zwrócić ich ku sobie?”

~H&K

A w innym zakątku miasta…

“Nowa Aeria już od dłuższego czasu nie jest już taka sama, diabeł ma coraz więcej pracy niż przyjemności, a na dodatek do miasta zawitał Seth, uparcie depcząc znajomej złodziejce po piętach i bezczelnie drażniąc diabła, a tym samym poważnie kusząc los. Nikczemni nie znają wypoczynku, jaką to prawdę wyznaje Dagon, coraz bardziej wciągając Kimiko w swoje, od pewnego czasu coraz mniej kolorowe, życie. Gdzie bowiem znaleźć wytchnienie, gdy już-nie-tak-tajemnicza jednostka mącąca w diablim mieście sięga swoimi bezczelnymi mackami coraz głębiej, porywając w objęcia również neutralną do tej pory Chrysantemę? Czy znajomość czarta i norda przetrwa tą próbę lojalności, czy może most został już spalony na dobre? Moment kulminacyjnego zetknięcia się z głównym wrogiem zdaje się coraz bliższy, ale po niefortunnej rozmowie z krasnoludem miała miejsce jeszcze inna, mniejsza konfrontacja, mogąca nieść ze sobą poważne konsekwencje dla panterołaczki. Ta jednak chyba wyszła z niej obronna łapą i chociaż jak zawsze po swojemu, to jednak jawnie opowiadając się po czarciej stronie. Karty zostały wyłożone na stół, a kocio-diabli zespół oficjalnie przyznał się na głos do wzajemnego zaufania. I biada temu, kto stanie im na drodze…”

~Callisto

O tej sprawie jest zaś głośno. Oto dowód (kolejny!):

“Nie wiadomo kiedy w Nowej Aerii urosła siła, która mocno bruździ Dagonowi w interesach. Niestety, zamiast po udanej kradzieży dokonanej pospołu z Kimiko świętować zwycięstwo, diabeł musi zmierzyć się z kimś, kto wyjątkowo mocno stara się przejąć władzę w półświatku. Na dodatek jego przeciwnikowi marzy się nie tylko pozycja Dagona, ale również coś, co może zyskać tylko dzięki Kimiko. Nawet starzy znajomi okazują się nie być pewnymi sojusznikami, a sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Jaką rolę w tej historii będzie miał do odegrania panterołak Seth, który mimo wyroku, jaki wydał na niego Dagon zdecydował się na pertraktacje z piekielnym? Czyżby faktycznie miał jakiegoś asa w rękawie, który nie dość, że pozwoli mu uratować skórę, to jeszcze grać na dwa fronty?”

~Sanaya

Szczyty Fellarionu

“Przygoda zmierza ku końcowi. Po walce z grupą zmiennokształtnych, którzy dążyli do zniszczenia Wodospadów Rapsodii, Kavika i Yastre wrócili do chatki uczonej by tam opatrzyć rany. A może nie tylko, bo gdy cała reszta towarzystwa łącznie z parą małych kotołaków pozwoliła im na chwilę prywatności, para mogła nacieszyć się swoim towarzystwem. Lecz jak długo potrwa ich wspólne szczęście? Pierścionek zaręczynowy na palcu Kaviki – którego nie założył jej panterołak – stanowi niemy wyrzut sumienia. Kogo posłucha uczona – serca czy rozumu? Tego jeszcze nie wiadomo. A tymczasem znad magicznego źródła, nad którym rozegrała się walka, wrócił jeden ze zmiennokształtnych – przybrany brat pary kotołaków, Verka. Jakim cudem udało mu się przeżyć i co jeszcze wydarzyło się w tamtym miejscu?”

~Sanaya

 

Ostrzcie więc swoje miecze i sztylety. Niech płomienie posłusznie tańczą na Waszych dłoniach. I niech deszcz nie zmywa z Was weny, energii i uśmiechu.
Pokonacie każdą przeszkodę, a po burzy przyjdzie słońce!

 

Hashira i Kerhje

Dodatek specjalny – Streszczenie historii Yao

Drogie gobliny, ghule, duchy i inne kochane plugastwa!

Z okazji Święta Zmarłych mamy dla Was kolejne wspaniałe streszczenie autorstwa Kany, idealnie oddające mroczny klimat dzisiejszego dnia! Waszym spragnionym krwi usteczkom dostarczamy bal arystokratów, a na nim pannę na wydaniu, wpadającą prosto w lodowate szpony wampira! I to nie byle jakiego wampira! Przed wami historia Atristan i Yao.


Bal. Wspaniały bal na dworze Finnswordów. Mający zapewne na celu znalezienie odpowiedniego kandydata do ręki pięknej arystokratki, Perły Nowej Aerii – Atristan. Jednak dziewczę nie szalało z radości. Choć pięknie wyszykowana, na złość matce założyła jak najskromniejszą suknię (nie żeby i w niej nie kusiła jak diabli wszystkich nieślepych przedstawicieli płci przeciwnej).
Ale jakoś nie widział jej się ten wieczór.
Avatar użytkownikaBo co można robić wśród tych wszystkich nadętych, spitych snobów przypominających jak nie baleron to prosiaka w całości?
Na szczęście plotki głosiły, że miało się zjawić też kilka wampirów, arystokratów o zimnych licach. Tu prawdopodobieństwo trafienia na twór wędlinopodobny spadał praktycznie do zera – a już na pewno Yao, który od pierwszego post… pierwszej chwili zwrócił uwagę wydawanej panny, nie przypominał opakowanej w sznurki dumy rzeźnika.
Spotkali się na zewnątrz, pod romantycznym rozgwieżdżonym niebem, gdzie Atris chroniła się od dalszych zabaw z elitarnym motłochem, gdzie albo ktoś był o nią zazdrosny, albo kochał się w niej i zabiegał o względy. No ileż można?!
Ale on był inny. Był inny od samego początku, odkąd tylko przybył – a zrobił to praktycznie z nudów i bez żadnego innego powodu.
Moooże trochę z samotności.
A, i bo remontowali jego posiadłość.

Tak czy inaczej powód był nietypowy.

Jedno trzeba przyznać tej parce – mieli ze sobą coś wspólnego. Tyle pogardliwych myśli o kupieckich rodzinach i innych bogaczach zgromadzonych na zamku nie wyprodukowałoby żadne z nich z osobna, ile udało im się wytworzyć razem. Skoro więc ona nie lubiła tam nikogo i jego tam wszyscy drażnili, to czy nie można uznać, że spotkanie i zawarcie ciekawej znajomości było im przeznaczone?

A znajomość owa była niemal namiętna!
Nie da się dobrze tego ująć w streszczeniu – wyobrazić sobie trzeba to napięcie i fascynację lejące się z posta na post, pchające ku sobie ją i jego. Jej próby opanowania uczuć i nieposłusznego ciała, chaos w sercu i niepewność kiedy na niego patrzyła. Jego… coś co określił stanem równowagi pomiędzy pogwałceniem etykiety i wampirzym flirtem – to wszystko sprawiało, że pogawędka i taniec, każdy dotyk stawały się nieprzyzwoicie wręcz kuszące.
No i dodajmy, że cały czas chowali się na osobności.

W końcu jednak ten wstęp do romansu musieli przerwać. A właściwie to on go przerwał. Zrobił Atristan nadzieję na gorący pocałunek, cudowne zwieńczenie zapoznania, a kiedy zamknęła oczy se polazł. Gdzieś.
A ona się wściekła.
Urobił ją jak chciał, sprawdził czy będzie w stanie ją uwieść, a kiedy była gotowa mu się oddać… nawet nie skorzystał! Poczuła się co najmniej dotknięta.
W bojowym nastroju wróciła na przyjęcie, gdzie przetańczyła całą niemalże noc z sir Roderickiem – ,,szlachetnym, miłym i przystojnym, choć nieco tępym”. Tak, brakowało jej inteligencji, którą widziała w oczach Yao (tego podstępnego drania!).

Goście na szczęście mogli przenocować i zaproszeni byli na śniadanie, więc opowieść nie miała się na tym zakończyć.
Choć Atristan nie spodziewała się ujrzeć rano swojego wampirzego zalotnika… tego tam no, co go miała ignorować, w razie gdyby się pojawił, to on jednak przyszedł. Brakowało jednak innej osoby – matki dziewczyny. Na początku nie zorientowałam się, że to jest ważne, ale było.
Że coś się święci dotarło do mnie, gdy idąc po śniadaniu z grupą gości Atris została dźgnięta nożem i straciła przytomność, a wszyscy rozpierzchli się w popłochu. Atak nie udał się jednak, gdyż czujny Yao użył na czas magii lodu i złotowłosa została właściwie tylko lekko zraniona.
Efekt jednak był – zająć się nią musiał nadworny lekarz, a po dłuższym czasie napięcia na zamku wampir miał okazję z nią porozmawiać, usiąść na jej łóżku i trochę ją… pogłaskać… takie tam.
W chwili uniesienia wygadała mu więc, że strzeże rodzinnego sekretu i nie jest już dłużej bezpieczna.
Żaby nie było nieporozumień – on serio tylko ją głaskał. Ona wyskoczyła z tą intrygą zanim zdążyło dojść do czegokolwiek więcej.

Ale mieli czas – umówili się, że wampirzy dżentelmen jej pomoże, a to oznaczało spooro dni do spędzenia razem.

Plan był taki – ona pokaże mu artefakt i wyjaśni więcej, a potem wyruszą w podróż, by odnaleźć jej matkę.
Umówili się o zmierzchu.

Kiedy spotkali się ponownie zaprowadziła go do tajnej biblioteki, gdzie poddała go pewnemu testowi, a przy okazji przedstawiła najwspanialszą postać poboczną – galaretko-meduzę Alfricka. Niesamowicie uprzejme i dobrze wychowane stworzenie, po głosie można sądzić, że przemiły staruszek. Jak przepraszał kiedy musiał za pomocą oślizgłych macek wspiąć się wampirowi na głowę! A to po to, by porazić go gdyby udzielił fałszywej odpowiedzi na zadane przez Atris pytania. Wampir nie skłamał jednak ani razu, więc mu się upiekło. Przy okazji może nie tyle dowiódł swej lojalności, co udowodnił, że nie ma nic wspólnego z wrogami Finnswordów. Tyle musiało wystarczyć.

Zabrali artefakt i zajęli się przygotowaniami do drogi. Mieli uciec w nocy, niczym spragnieni siebie kochankowie, choć nie do końca o to chodziło… kto by tam jednak słuchał tłumaczeń, wiadomo było co się tu wyprawia!…ć miało.
Ruszyli w drogę kreując się na pospolitych kupców (choć Atris troszeczkę chyba za mało zaglądała do słownika i nie znała definicji tego słowa – do dekoracyjnej karocy dołączone były dwie wielgachne przyczepy, a to tylko na ich dwójkę! Jednak lepszy taki plan niż żaden). Noc spędzili osobno – Yao powoził, Atristan starała się spać. Nad ranem zaś okazało się, że podróżuje z nimi ktoś jeszcze – Sasha, najwierniejsza służka Perły, która zwyczajnie nie mogła puścić jej samej (z wampirem!). Najpewniej przypadłaby jej rola wiecznie gotowej do działań obronnych przyzwoitki, gdyby nie fakt, że po pierwszej akcji z zamachnięciem się wałkiem na wampira musiałam wtrącić się Panią Losu i oddelegować przystojniaka z powrotem do jego posiadłości.

Koniec końców nie zdążyli się nawet pocałować…
Tak mi się przynajmniej wydaje.


Historia pełna intryg, wampirów, asasynów i pięknych arystokratek, aż ociekająca niespełnioną namiętnością spowitej w mrokach nocy. Czy może istnieć lepsza opowieść na dobranoc w taki dzień jak ten? Tym emocjonującym akcentem kończymy i życzymy wszystkim… upiornych snów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

~ Hashira i Kerhje

Donosiciel #18

Szaleni podróżnicy!

 

 

W ilu przygodach bierzecie udział? Gdzie jesteście, dokąd zamierzacie się udać? Wolicie spokojną chatkę, ciepłą karczmę, czy leśny trakt pełen potworów i rozbójników? Nie możecie jeszcze podjąć decyzji? Oto przychodzimy Wam z pomocą! Chodźcie, posłuchajcie o ciekawych miejscach, które były świadkiem przygód najrozmaitszych postaci. Może któraś z nich zachwyci Was na tyle, by stać się ulubioną, a może nawet inspiracją?

Turmalia

“Tak więc… Księga powtórzeń ma władzę nad czasem i wygląda na to, że efekt motyla upomina się o swoje. Czy plamka po kawie, której nie ma, rzeczywiście jest rozwiązaniem dziwnej sprawy z chłopcem, który co chwilę wchodzi do antykwariatu, choć ani razu jeszcze z niego nie wyszedł? Kiedy Kerhje i Mimosa próbują zgłębić tę tajemnicę, raptem z regału spadają książki i wygląda na to, że w dotychczas spokojnym sklepie spadać ich będzie coraz więcej. Przez okno do budynku wchodzi mężczyzna. Ma zasłoniętą twarz, przemoczone ubranie, broń i krew na ubraniu. Ciężko zaufać jego zapewnieniom o bezpieczeństwie dziewczyn, gdy wymachuje im przed nosem szablą, ale wkrótce pomaga im w tym nieco, osuwając się nieprzytomny na podłogę. Mimosa wykorzystuje swoją magię, by uleczyć włamywacza, w antykwariacie pojawia się Ace (idealnie w porę, by robić za ochroniarza!) i wszystko może znowu byłoby pod względną kontrolą, gdyby Amarok nie obudził się raptem, nie przytknął błogosławionej ostrza do gardła i… nie starł jednej z run pustelniczki. Co jeszcze czeka spokojny antykwariat Mimosy?”

~H&K&S

Adrion

“W Adrionie, Królestwie elfów, serce uważnego obserwatora może zadrżeć, gdy ten podsłucha rozmowę dwóch delikatnych istotek. Melodia, młodziutka jeleniołaczka próbuje dojść do siebie po odkryciu gorzkiej prawdy, że nie jest półboginką. Pomaga jej w tym Sasanka, pełna ciepła i wyrozumiałości leśna elfka. Zgadza się zostać przewodniczką dziewczynki i pokazać jej piękno otaczającego ich świata. Czy uda jej się uchronić kruchą istotkę przed kolejnym bolesnym rozczarowaniem? Jak potoczą się ich dalsze losy i którą ze swoich twarzy postanowi odsłonić przed nimi rzeczywistość?”

~H&K&S

Równiny Theryjskie

“Zapraszamy do Karczmy “U Svena”, gdzie w kominku wesoło trzaska ogień, a powietrze wypełniają apetyczne zapachy! Tym razem gości on bowiem dosyć nietypowego klienta. Centaurzyca Cerrina podziwia wnętrze i postanawia skusić się jedynie na drobną przekąskę. Jest za to głodna wiedzy i z zaciekawieniem zagląda do kuchni, co karczmarz skwapliwie wykorzystuje, by opowiedzieć nieco o swoich pracownikach. Jak na porządną karczmę przystało mają tu grubiutką kucharkę, lokalnego barda i uroczą kelnerkę. Kto nie chciałby odwiedzić tak klimatycznego miejsca?”

~H&K&S

Fargoth

“Pamiętacie osławionego Cerau, wampira, który trzyma w garści całe miasto? Zdecydowanie nie jest on osobą, której chciałoby się zajść za skórę. I zdecydowanie w głębokim poważaniu ma to kowalka Feyla, która kipi pragnieniem zemsty za zdemolowany warsztat. Kaer Natherini Quarantino dostarcza jej winowajcę, a dziewczyna z wielkim hukiem postanawia opuścić zniszczony przybytek, który jest własnością Cerau (czy warto wspominać, że jest to dom uciech?). Sam zainteresowany obserwuje całe zajście w cieniu, udając kogoś innego. Czy znalazł wreszcie intrygującą rozrywkę? A może tym razem Feyla w swojej bezczelności posunęła się o krok za daleko?”

~H&K&S

Pustynia Nanher

Hashira i Seviron wyruszyli w podróż przez pustynię. Przez dłuższy czas wędrówka przebiegała spokojnie i towarzysze mogli w spokoju podziwiać barwy piasku, mieszające się w ostrym świetle słońca. Sielanka została przerwana przez pojawienie się Skowyja – ptaka, który według lokalnych wierzeń zwiastuje obecność duchów. Mit staje się prawdą, bo po kilku chwilach trafiają na rozrzucone po wydmie szczątki karawany. Kto lub co doprowadziło do jej zniszczenia? Czy to echo przeszłości czy też kapłani są w niebezpieczeństwie?”

~H&K&S

Serenaa

“W Sereenie przyszła pora na sprawdzenie wiarygodności skryby, który entuzjastycznie postanowił pomóc Escrim i Salzarowi w śledztwie, a teraz najwidoczniej zaczyna tego żałować. Wyjątkowo opierający się mężczyzna przed poszukiwaniami tatuażu na jego ciele, ostatecznie zostaje sam na sam z sędziną i godnie przeżywa próbę, jednak sprawy nie wyglądają tak dobrze po drugiej stronie drzwi. Oczekująca na koniec farsy Escrim, postanawia przyspieszyć sprawy i wyciąga z przestraszonej Cassie informacje na temat zgromadzonych przedmiotów, ale też samej sędziny. Okazuje się, że dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, kim jest Salzar, zaś sędzina ma do ukrycia więcej niż szczególne upodobania. Jak teraz wierzyć swoim sojusznikom? Mimo to gwardzistka zgadza się na plan sędziny, który zakłada ponowne wyruszenie do lochów w poszukiwaniu ocalałych, za przewodnika mając głównego podejrzanego – Carso.”

~H&K&S

Opuszczone Królestwo

“Pamiętacie Odyseję Alarańską, wielką podróż w którą wybrały się cztery szalone baby? Cat, Luna, Vestra i Velatha, używając magii, sprytu i magicznego, usypiającego proszku pokonały wrogo nastawionych tubylców i znalazły schronienie pod postacią pobliskiej chaty. Gospodarz wcale nie był tym zachwycony, jednak jego mała córeczka ufnie zaprosiła obcych do domu. Z zapałem wzięła się również za reperowanie Stworka, mówiącej kukły elfki, która służy jej do komunikacji. Jak zniesie to biedna istotka o urwanej ręce? Co więcej – jak zniesie to sama właścicielka, której z zaskoczenia odebrano wykonany przez siebie artefakt?”

~H&K&S

Szczyty Fellarionu

“Wyobraźcie sobie dwa zupełnie różne światy – potężnego norda Taurosa i przepełnioną mistycyzmem harpię Manę, która dopiero uczy się używać wspólnej mowy. Ona – chora, poobijana i ze złamanym skrzydłem. On – najemnik, którego serce właśnie drgnęło, obdarzył ją opieką i zabrał do swojego domu. Jaki wzór wyplotą nawzajem nici ich losów? Czy istoty tak skrajnie różne od siebie będą w stanie się dogadać, wiedzione porywami serca?”

~H&K&S

Teravis

” A jednak jest i romans! Jak nieszczęsny? To zależy od uczuć Meliki i Iru… nie wróć, to nie ta bajka. Bohaterem targanym szalonymi uczuciami będzie tym razem uroczy ogier Skoczek! A, i Crewil. Bo któż jak nie genialny wynalazca mógłby bać się i pragnąć z równą siłą jednej kobiety w czerni? Trudno jednak określić jak zareaguje na jego strach i zachwyt Pani Zawodowiec, bo póki co pognała niechcący w krzaki. Ale spokojnie! Młodziak ma zamiar ją stamtąd wyciągnąć i nawet jechać z nią potem na jednym koniu. Jak wszystkie jego plany i ten stoi jednak pod wielkim znakiem zapytania – tym bardziej, że jego kompanki trochę się już chyba do tej poważnej kobiety uprzedziły. Poza tym to Crewil. Jeśli jemu się w czymś poszczęści to pegazom zaczną odpadać skrzydełka.”

~Kana


Więc nie bójcie się, dzielni podróżnicy! Tobołek na plecy, miecz do pasa i ruszajcie w drogę!

Hashira, Kerhje i Satharin

Dodatek specjalny – Wampirza lista Kany

Kochani!

Zanim uraczymy Was wspaniałościami dzisiejszego Dodatku (a jest czym się zachwycać, bo Kana przygotowała dla nas coś naprawdę specjalnego!) mamy dla Was dwa ogłoszenia!
Po pierwsze (jak część z Was już mogła zauważyć) pojawiły się nowe rasy ludzi, dostępne od zaraz i do wzięcia w Waszych nowych kartach postaci! Przed Wami Tarianie, Mahińczycy oraz Eravallowie. Oto oni:

Tarianie
Mahińczycy
Eravallowie

Drugą nowinką jest fakt pojawienia się wspaniałych opisów, flag i herbów kilku nowych państw. Dodatkowo, jeśli ktoś jest zainteresowany współtworzeniem naszego przepięknego świata, może zwrócić się bezpośrednio do Niary.

Neverith
Limaria
Soral
Lydia

A teraz to, co tygryski lubią najbardziej!


Kaniasty spis Wampirzych Przystojniaków.

W końcu uwielbienie dla nich to nie byle sport – to prawdziwa pasja!
Avatar użytkownika

ANTAR – Kapitan. Wampirat. Zwany ponoć ,,Władcą Zimy”, choć lepiej byłoby rzec ,,Kanowego serca”.
Ujął mnie z miejsca jego młody ryjek i ogólnie raczej młokosiasty fizyczny wiek (poważnie, Kana fizycznie jest starsza od niego!). Nie powiem – do białych włosów też mam słabość, a kiedy imię skojarzyłam już na dobre z tą postacią to i w tym zlepku liter dostrzegłam przystojniaczą moc przyciągania. No i ten kołnierzyk…
Jak wiele wampirów Antar jest blady, zdystansowany do świata i włada magią lodu. Natomiast w przeciwieństwie do większości musi unikać słońca (choć ma na nie zwiększoną odporność) i we dnie jego załoga odpoczywa. Z załogi owej najsłodszy jest Alin, dzieciak, który był jednym z moich pierwszych Ładnych Chłopców NPC na innej stosownej liście. Uwielbia swojego przywódcę, a ja przemalowałam mu kłaczki, żeby był bardziej do niego podobny <3
Wracając do jego ojca (wcale nie, ale tak) – wampirat w obyciu zdaje się dosyć surowy, ale za to tak przeuroczo oziębły i poważny, że aż prosi się aby w końcu ktoś zmienił jego ponure losy (właściwie nie, nie są ponure; gość szuka skarbów przewodząc załodze piratów i przystojniejąc. No żyć, nie umie!… a… sorki. Nieżyć sobie dalej). Jako poważna heroina Kana ma za zadanie ukraść jego mapę (serduszko) i idąc utartym szlakiem pomóc mu odnaleźć upragnione (?) szczęście w miłości (zwinąć skarb dla siebie).
Nie oszukując się jednak – Antar do romansu nie lgnie (mimo, że ma ,,pecha do kocich kobiet” w wątkach), bo gdzieś po drodze pogubił wszystkie uczucia. Ale ja je pozbieram i mu zaniosę. Złość, frustrację, porażki słodki smak…
Bo jestem Kaną i kocham go i tak!

FOBOS – NIEEE! Nie mogę pisać o dwóch takich przystojniakach pod rząd! Tyle ekscytacji!…
*połyka torebkę z melisą*
No dobra. Naprzód!
Lord Fobos de Loer to taki Herkules Poirot, tylko nie jest karłowatym Belgiem i nie ma śmiesznego wąsika. Ale zna pewnegoInspektora! To jest… chciałam powiedzieć – jest mądry. I rozwiązuje zagadki. Wynajduje też mikroskopy, błękitnawe kremy przeciwsłoneczne i masę zadań dla swojej nowej pomocnicy.
Zdecydowałam się dla niego pracować (zrobić Makę) po tym jak nakreśliłam mu aurę (przeczytałam KP).
Wszystko w tej historii jest piękne – młody, białowłosy i z lekka zniewieściały Fobos (najwspanilasza część) wychowywał się w arystokratycznej ludzkiej rodzinie. I jakoś tak nie mógł się do niej dopasować – wszystkim z wyjątkiem jego siostry coś w nim nie pasowało. Sam siebie nie lubił. A przynajmniej swojego odbicia. Pewnego razu, gdy zdzielić chciał za nie taflę niewinnej sadzawki odkrył w sobie wrodzony talent do magii lodu. Do domu wrócił przerażony… ale i zafascynowany. Użył mocy raz jeszcze, by zmrozić kwiaty stojące w wazonie i wtedy zobaczył go ojciec. Nienawidzący magii ojciec.

Nastoletni, ludzki i słaby jeszcze-nie-lord, który tak jak stał uciekł z domu i trafił na ulicę, przemawia do mnie bardziej niż powinien. Od pierwszych linijek wiedziałam, że uwielbiam tego chłopaka, współczuję mu i chcę coś dla niego zrobić.
Nawet jeżeli teraz jest wyniosłym i skrytym posiadaczem swej dawnej rezydencji (obecnie nawiedzonej), grzebie po kieszeniach ofiarom krwawych zbrodni i ogólnie ciężko go rozgryźć.
Za jego największą wadę podałabym brutalność z jaką zdobywa pożywienie i brak szacunku dla niektórych ludzi (choćby takich, które ma za odpady społeczeństwa).
Nadrabia jednak wprost odwrotnym podejściem do dzieci – na te nie podniósłby palca (no, chyba, żeby wyczarować lodowe motylki).
Jest także bardzo stylowym wampirem, interesuje się modą, w ogrodzie hoduje róże (dyskutuje z Dworem odnośnie ich koloru) i pozwala chodzić po swojej posiadłości bezdomnym kotom. Moim zdaniem to praktycznie jego koty. Na pewno je lubi!

VERGIL – Z tym panem mam przyjemność pisać… panem. Kocim panem. No coż za kiepski plan! Jednak dzięki temu dowiedziałam się za co mogę Vergila lubić. Chociaż część rzeczy znalazłabym i w samej KP.
Vergil jest hrabią, co bardzo na początku imponowało kotom. Mnie w sumie ciekawi. Ale jako Hrabia średnio wywiązuje się ze swych towarzyskich obowiązków. Nawet nie chodzi na bale! Samiel szura trochę o tym, że w sumie zacząłby… już w nowym wątku. No bo tak z Mansunem?
A szkoda, bo wierzcie mi, przeszłabym się na wampirzy bal w jego towarzystwie pod każdą postacią ~
Ale chętniej kobietą.
Dlaczego?
Jest pewny siebie i swych umiejętności, może więc imponować, ale jego największą zaletą w moich oczach jest zdecydowanie cierpliwość. Tej by było potrzeba do moich kobitek!
Przeważnie opanowany umie też walczyć (kto zna Samielowych mężczyzn ten wie). Na magii się zna, ale powiedziałabym, że w praktyce bardziej może liczyć na swoją wampirzą kondycję i szable.
Przemienia się w kruka i tak jak inne wampiry (co jest absolutnie bez sensu!) po przemianie pojawia się znowu w pełnym ubraniu. Czemu? Dlaczego nie nago!?
Na szczęście jego oczy widać i w pełnym przyodziewku – a ma dwukolorowe! A czasem także zarost, co jest ciekawą odmianą po gładkich i młodzieńczych licach dwóch moich poprzednich ulubieńców.

NIKOLAUS – O Klusiku w zasadzie nie wiem aż tyle, głównie dlatego, że większość zapomniałam. Najbardziej podoba mi się w czerwonej sukience i ramionach Mansuna… niestety w fabule nie mam z nim kontaktu.
Poza nieszczęsną sztywnością i zamiłowaniem do zasad godnym podziwu jest jak chodzi na szpilkach (obcasach, dobra, obcasach!).
Z tego co pamiętam zaczęłam go uwielbiać po przeczytaniu o jego wąskich dłoniach. A to był dopiero początek! Zaskoczył mnie u niego brak regeneracji – dość nietypowa cecha. Nie ma też jednego oka przez co może mieć kłopoty ze zdawało by się błahostkami, zwykłymi codziennymi czynnościami. I jak tu nie interesować się władczym, dumnym generałem, który nie może sobie wina nalać albo zbyt długo czytać? Nie wiem jak to działa u niego w praktyce, ale zawsze byłam tego ciekawa!

GEMELLI – Bliźniaków Gemellich polubiłam praktycznie z miejsca. Chociażby dlatego, że to bliźniacy! Czarno-biali! Fryderyk i Roderick – noż idealne imiona, a i rozbieżność charakterów daje wiele możliwości!
Właściwie lekarze (no, może bardziej medycy), niegdyś wykładali na uniwersytecie. 70 lat nauczali następne pokolenia… niestety wielu innych profesorów chciało się ich pozbyć. Zaklęty przez czarodzieja Roderick w końcu zaatakował uczennicę. Zostali wygnani z miasta.
Bardzo ciekawą cechą Rodericka jest to, że po tym feralnym zdarzeniu nie pije ludzkiej krwi. On pierwszy (zdaje się) na mojej liście.
I jeszcze jedna rzecz bardzo mi się podobała – ich historia wydaje się prosta, ale urzeka mnie to co i jak osiągnęli. Bycie medykiem bez magii życia? W dodatku do wiedzy doszli zupełnie innymi drogami – Roderick czytał co tylko się dało na temat, Fryderyk zaś… wolał praktykować i to nie do końca zgodnie z prawem. Naprawdę nietypowa parka, a jak nie obaj, to przynajmniej jeden z nich powinien przypaść do gustu.

YAO – Magia lodu, chłód w oczach, znudzony życiem arystokrata. Postępuje zawsze wedle własnego uznania, ale często wbrew etykiecie. Nie ma szacunku do wyższych sfer, gardzi szlachcicami i – naturalnie – ma się za o wiele lepszego od nich. Z łatwością z resztą zawrócił w głowie jednej bardo pięknej przemienionej, więc pewnie coś w tym jest.
W sumie opanowany, może być dobrym sprzymierzeńcem, choć moim zdaniem jakaś kobitka powinna mu utrzeć nosa! (Nie muszę chyba mówić, że sama chętnie byłabym tą kobitką. Obawiam się, że teraz na wątek się nie załapię, ale fantazje pozostają. Naprawdę chciałabym to zobaczyć…)
Obecnie uwalniam go PL’ką więc niedługo będzie najpewniej do wzięcia. Czajcie się panie! (A może jakiś szlachetny pan zechciałby go dla mnie przetrzymać z dala od płci pięknej przez jakiś czas? Co? Co?… nie? Och…)
Naprawdę, gość za często ma kontrolę nad sytuacją. Ktokolwiek go pochwyci – nie dajcie mu wygrać zbyt łatwo!

MEDARD – Tak po prawdzie mam bardzo mało danych o tej postaci. Pamiętam, że był jednym z pierwszych wampirów, jakie sprawdzałam i zaskoczył mnie jego charakter. Opanowany, nieskłonny do rozwiązań siłowych… w sumie niewiele jest narwanych wampirów, większość zachowuje nad sobą kontrolę, ale zasada pierwszeństwa tu podziałała i do dziś szanuję za to tego bohatera.
Z ciekawszych jego cech wyłapałam zamianę w dwa zwierzątka, w tym – wilka. Nie żebym nie wolała zobaczyć Księcia Medzia w roli kociaka, ale wilk, muszę przyznać, jest bardziej niecodzienny.
Kiedy Kana była jedną z moich nielicznych postaci i dopiero szukałam wątków, bardzo chciałam go dopaść (wręcz napaść). Nigdy się jednak nie zgadaliśmy w tej sprawie (chyba nawet do niego nie napisałam – tak byłam onieśmielona!).
Teraz ma wielu sprzymierzeńców – za wielu żebym się pchała. Ale jego koszulą nie pogardzę, więc jakby ktoś zdobył – możemy się dogadać!

CERAU – Poznałam go dopiero wczoraj (17.10), ale zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Całkiem miłego, uczciwego dżentelmena! (Nie wiem, naprawdę nie wiem jak ma się to do fabularnych faktów – być może nijak biorąc pod uwagę jego historię i mocne powiązania z półświatkiem).
Opanowany i spokojny ma jednak inną główną cechę – zachłanność. Zyski muszą się zgadzać!
I tego jestem właśnie najbardziej ciekawa.
Zdaje się też, że ma nosa do interesów i wie o czym pisze, więc wątek z nim mógłby być bardzo interesujący. I… czy mi się wydaje, czy nie jest odporny na działanie słońca?

DARO – Mój wampirek i jego koszulę już raz naderwałam. Bierzcie ze mnie przykład chłopcy!

*Jakby ktoś nie wierzył w moją miłość do wampirów – wczoraj pisząc Antara tak się mu się bez reszty oddałam, że zapomniałam o mleku; wykipiałam je i przypaliłam garnek. Zorientowałam się, że coś syczy na kuchence dopiero kiedy przeszłam do Fobosa i jego melisy.


Na koniec przypominamy, że ustalono już datę halloweenowego spotkania w Poznaniu!!! Odbędzie się ono 17-18 listopada. Szykujcie swoje potworne oblicza, te kostiumowe i te prawdziwe, zapowiadajcie się w zamieszczonym poniżej wątku i przybywajcie!
HALLOWEEN

 

Całujemy gorąco
Hashira, Kerhje i Satharin