Trójmiasto w szponach magii

Trójmiasto trwało w leniwej, sobotniej niewiedzy, gdy podstępne kreatury mroku, kapłanki, kotołaki i smoki schodziły się ze wszystkich stron, by ukradkiem snuć swoje mroczne plany. Spotkaliśmy się w tawernie zwanej Cybermachina, a nasze przybycie zwiastowała potężna ulewa. Miejsce, przytulne i suche ugościło nas iście fantastycznymi napitkami, które przywracały energię, zarówno tę życiową jak i magiczną. Gdy zebraliśmy się wszyscy w komplecie (a było nas sztuk jedenaście), rozpoczęły się rozmowy na tematy różne. Wkrótce wcieliliśmy się również w zgraję goblinów, które Mroczny Władca zagonił do poszukiwania kawy, a później gwoździ. Była to niebezpieczna wyprawa, pełna szalonych portali, psotnych sukkubów i nieuczciwych handlarzy pragnących oszukać biedne gobliny. Stawiliśmy im jednak czoła z odwagą godną małych, zielonych serduszek, po czym – już w swojej prawdziwej postaci, ruszyliśmy w dalszą podróż.

Podczas spaceru mieliśmy okazję podziwiać gdańską starówkę oraz Czarną Perłę, która właśnie przybijała do brzegu. Naszym następnym celem stała się piwnica lokalu Degustatornia, gdzie siedzieliśmy nad kuflami piwa i cydru, zasłuchani w morskie opowieści Jeremy’ego.

Ci z nas, którzy przybyli z daleka (a było nas całkiem dużo! Niektórzy nawet pod opieką kociej “przedszkolanki”, pojawili się w Gdańsku dzień wcześniej) i postanowili spędzić w Trójmieście noc, zostali wspaniale ugoszczeni przez Cętkę oraz jej ukochanego. Znalazły się tam dla nas kocie uszy, poduszkowy donat, ręcznie robione kwiaty i różne inne cuda. Rozmowy (nie tylko na Graniczne tematy) trwały do późna, aż wszystkich nas zmorzył sen.

(Jeśli wówczas wydarzyło się coś niebywałego, nikt się do tego nie przyznał. W każdym razie wszyscy przeżyli.)

Kolejny dzień najwcześniej odebrał nam jedną z Kronikarek – Hashirę, która chyba jako jedyna w ten sposób nie doznała godzinnego opóźnienia środku transportu. Później włóczyliśmy się jeszcze razem z kolorowymi balonikami w dłoniach, przepychając się pomiędzy magicznymi stoiskami jarmarku i szukając lutni dla naszego barda Tesusila. Później nadszedł czas na kolejne rozstania i Gdańsk w końcu uwolnił się od przedziwnej zgrai goblinów.

Ale z całą pewnością nie jest to koniec historii najazdów granicowych na bezbronne, polskie miasta!

 

“Donat nie pyta, Donat rozumie.
Było świetnie! Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów uda się spotkać nad morzem.” ~Cętka

“Trauma przez dzielenie pokoju ze zwierzyńcem. Cętka robi najlepsiejsze naleśniki na świecie i wgl. było fajnie <3 “ ~Tesusil

“Zatrudnię diabła do starcia z powierzchni Ziemi Kart Dżentelmenów.” ~Kerhje

“Oddam prawa do Księstwa Sinsear za pociągi przyjeżdżające na czas. Ale tak poza tym to super było!” ~Satharin

“Tak dużo bram, tak mało czasu… W Gdańsku widziałem najlepsze żurawie w życiu!” ~Conan

“Wpadajcie częściej.” ~Jeremy

Wasi oddani Donosiciele: Hashira, Kerhje i Satharin 🙂

Dodatek specjalny – wywiad z Crewilem

Pracownia w domu Crewila jest wypełniona fascynującymi, mechanicznymi przedmiotami w różnych etapach ukończenia i całym mnóstwem książek. Panuje w niej lekki półmrok, rozświetlany ciepłym blaskiem lamp. Ktoś inny nazwałby ją zagraconą, jednak ja uważam, że emanuje z niej porywający duch nauki. Wynalazca siedzi przygarbiony nad stołem, patrząc przez grube gogle na przedmiot, który właśnie reperuje. Podchodzę do niego ostrożnie, nie chcąc zaburzyć skupienia malującego się na młodziutkiej twarzy. Kiedy mnie zauważa, kiwa mi głową i wskazuje krzesło. Zsuwam z niego stertę pergaminów i siadam, zaczynając rozmowę.

Kronikarka: Cieszę się, że nawet tak oddany nauce wynalazca jak ty znajdzie chwilę na rozmowę! Powiedz, kiedy zaczęła się twoja fascynacja wynalazkami?

Avatar użytkownika

Crewil: Co? A, to ty? Masz, trzymaj. Pilnuj aby cały czas była naprężona.

(Nie odrywając wzroku od tego co robi, Crewil przekazuje w moje ręce szpulkę nici oraz widelec na którego czubku doklejono niekształtną kulkę plastycznej masy oraz kilka drutów. Chłopak mówi trochę niewyraźnie, ponieważ w ustach trzyma niewielki nożyki i pincetę, tak aby móc z nich jak najszybciej skorzystać (a miejsca za uszami są pozajmowane przez inne przyrządy). Zwykle brakuje mu rąk do pracy, więc każdy pomocnik jest tu na wagę złota. No, może poza dwoma wyjątkami.)

Nie wiem. Chyba od zawsze. A już na pewno od chwili, gdy z mąki i cukru udało mi się zrobić klej. Wówczas dostrzegłem, że rzeczy nie muszą służyć tylko temu do czego je wymyślono.

K: To prawda! Ale na pewno nie wszyscy patrzą na świat tak jak ty. Czy ciężkie jest życie geniusza w takim mieście jak Teravis?
C: No właśnie ten mój pierwszy wynalazek okupiłem strasznym laniem. Ludzie nie do końca rozumieją możliwości jakie daje nauka, a Teravis pewnie nie różni się pod tym względem od innych miast. Najgorsze jak przywykniesz aby pewne rzeczy robić ciągle tak samo i przestajesz poszukiwać nowych rozwiązań. Tymczasem to one dają ci szanse by coś uprościć, a wolny czas spożytkować inaczej. Na przykład, gdy zrobiłem samomieszajacy się garnek dla kucharki. Tłumaczę jej, że dzięki niemu nie musi godzinami stać z chochlą przy zupie i może robić to co lubi. Na co ona odpowiedziała, iż najbardziej lubi stać przy tej przeklętej zupie i eksperymentować z przyprawami. Myślę jednak, że to się powoli zmienia. W końcu na moje prezentacje przychodzi coraz więcej osób, a nawet sam Lord Protektor jest zainteresowany moimi dokonaniami. Podaj mi jeszcze świeczkę, trzeba zalać to woskiem.

(Podaję mu świeczkę i zaintrygowana jego pracą, zadaję kolejne pytanie.)

K: Nad jakim projektem obecnie pracujesz?
C: Tu? W tej chwili? Zauważyłem że Pyłek ma takie pudełko, które rejestruje i odtwarza dźwięki. Moje będzie rzecz jasna większe i lepsze. I będzie wytwarzało muzykę. W końcu dźwięk to tylko ruch powietrza, który przekłada się na drgania strun o różnych średnicach i długości.

K: To fascynujące! Muzyka z pudełka! Nie mogę się doczekać! A skoro jesteśmy przy sztuce… Z tego co mi wiadomo, jesteś również artystą. Gdzie szukasz inspiracji?
C: (czerwieni się) No… wiesz… jest taka jedna… jedna sprawa… w sumie to jeszcze nie wie … bo nie jest łatwo zbliżyć się do kogoś, kto pracuje dla Lorda, no chociaż w sumie to ja teraz też, więc może gdyby udało mi się… eee może następne pytanie.

(Ach, te młodzieńcze zauroczenia! Taktownie zmieniam temat, kierując go ponownie w stronę projektów chłopaka.)

K: Skąd czerpiesz materiały do swoich prac?
C: (z wyraźną ulgą) Ze śmietni… khm znaczy się najczęściej są to datki od poczciwych osób chcących mieć swój wkład w rozwój nauki. Czasem zdarza mi się, że jakiś projekt utknie w zawieszeniu z racji poszukiwania odpowiedniej części do jego realizacji, dlatego zawsze staram się zwracać uwagę na możliwości, jakie dają różne przedmioty. Czekaj. To spinka? To, co masz w włosach. Będzie ci potrzebna?

(Podaję mu spinkę, zadając kolejne pytanie.)

K: Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?
C: Wszystkie są ważne i ciężko faworyzować. A może te największe wciąż jest przede mną.

K: To bardzo dobre podejście! Życzę ci, żeby każde następne osiągnięcie było większe od poprzedniego! A jak odnajdujesz się w obecnej sytuacji – w towarzystwie nieokrzesanej szamanki i równie nieogarniętej maie? Czy na poważnie planujesz opuścić miasto?
C: (Crewil na chwilę milknie zastanawiając się, czy rzekomy wywiad nie jest przypadkiem inwigilacją ze strony Lorda Protektora.)
Jasne, mam w planach wykonać zadanie i potem wrócić do miasta w glorii chwały. A co do dziewcząt, to słyszałem teorię, że jeśli próbujesz podporządkować sobie siły natury, ta potrafi odwinąć się z nawiązką. I chociaż na początku w to nie wierzyłem, coraz częściej zastanawiam się czy te dwie aby nie są jej zemstą? Jednak póki co nie zamierzam malować swojej twarzy na jakiś absurdalny kolor, więc można powiedzieć, iż jakoś się trzymam. Poza tym w ogóle nie rozumiem kobiet.

K: Na koniec powiedz mi, jakie jest twoje największe marzenie? Czy jest coś takiego, co Crewil Rudhof uzna za zwieńczenie swojej pracy?
C: Zawsze będzie coś do wykonania. Nie da się sięgnąć horyzontu nauki. Jeśli stworzysz golema, od razu zaczynasz zastanawiać się czy jesteś w stanie zrobić lepszego golema. I tak to się kręci. Chociaż miło byłoby zobaczyć choć jeden swój patent w powszechnej praktyce. A poza tym chciałbym się dowiedzieć, czego te dwie ode mnie chcą. Czy gdzieś tu nie leży grzebień od pozytywki?

Podaję chłopakowi grzebień i między nami zapada pełna skupienia cisza, przerywana jedynie metalicznym stukaniem narzędzi i zgrzytem śrubokrętu. Przez chwilę obserwuję pochłoniętego pracą Crewila, po czym wstaję i cichutko wychodzę w jaskrawe światło dnia. Zgiełk Teravis natychmiast mnie połyka, a moja głowa jest pełna nadziei na samomieszające się garnki i pudełka wypełnione niesamowitymi melodiami.

Po Wrocławiu krążyły smoki, elfy i wampiry!

Tak… to było… kawałek czasu temu! Ale było i nikt nie zapomniał! Spotkanie tkwi w pamięci forumowiczów, którzy domagają się więcej. Co właściwie? No wiecie! Tajne spotkanie wariatów i cichych marzycieli, którzy postanowili wspólnie wylec na ulicę.  Ta, która spotkanie przeżyła (najprawdopodobniej mordercą był, Erremir, który dziwnym trafem nie pojawia się na żadnym ze zdjęć) postanowiła nam o nim opowiedzieć. Oddajemy akapity Frigg:

Dnia 7 lipca 2018 r. forumowicze zawładnęli wrocławskimi ulicami!

Pogoda nam dopisywała, z każdą godziną zjawiało się nas coraz więcej. Głównie zwiedzaliśmy okoliczne knajpy na rynku we Wrocławiu, a tam… a tam czekały nas małe przygody. Wystąpiła niezwykła fascynacja pupilem, jaki przybył wraz z River. Talar – ukochany psiak naszej moderatorki, poznał swego starszego, rasowego kumpla. Mogliśmy się więc dowiedzieć na jakiego dzielnego pieseła on wyrośnie! A na pewno ogromnego…

Tak czy siak, Talar zawładnął sercem każdego uczestnika tego spotkania, który miał okazję go poznać. Siedział grzecznie (jak na możliwości szczeniaka!), podgryzał okoliczne krzesła, ale po podaniu mu gryzakowej lalki albo potarmoszeniu go po brzusiu, jego zainteresowanie drewnem momentalnie odchodziło gdzieś na bok. Radosne podskoki, piękne oczy, za które każdy chciał oddać swoje ciasteczko sprawiły, że część z nas odkryła restauracje, w których przyjmują kochanych futrzaków. To będzie z pewnością przydatna informacja na przyszłość!

Uznano nas także za rosyjskich szpiegów!…. Przy czym nie jestem pewna, jak do tego doszło. To były bardzo oryginalne rozmowy z zagranicznymi ludźmi, którzy płacili piątaka za barwny napój (i to dosłownie! Występowały żelki, tęcze oraz strzykawki – czy to też brzmi niepokojąco?). Było wesoło, a uśmiechy oraz dziwne myśli nie odstępowały nas na krok.

Zaraz po tym złapaliśmy kolejnych forumowiczów i dalej… było trudno o miejsca w jakiejkolwiek knajpie. Akurat trwał Mundial 2018,  więc okoliczne restauracje pękały w szwach. Po dłuższych poszukiwaniach i chwilowym załamaniu natrafiliśmy na lokal, gdzie znalazły się dwa wolne stoliki, które połączyliśmy. Siedzieliśmy tam niemalże do samego końca trwania spotkania. Wówczas toczyły się rozmowy odległe, nieprzewidywalne, specyficzne, ale przeplecione pełną radości! Czyli takie na miarę naszych możliwości. Wyobraźnia potrafiła ponieść nas daleko, poza granice realności, ale były też tematy bardziej przyziemne. Oczywiście nastąpiła również mini sesja zdjęciowa, bardzo okrojona, ale pamiątkowa i symboliczna!

Jako nocna eskapada odwiedziliśmy McDonald’s, co dało nam kolejną możliwość pośmiania się, lecz po tym nastąpiło smutne pożegnane i rozejście się w swoje strony. Przynajmniej w większości, bo część nocująca u mnie mogła jeszcze chwilę nacieszyć się swoim towarzystwem. Dziękuję Prasmokowi, że nikt nie zdecydował się na pociąg o 7 rano, choć i tak moje oczy otworzyły się o okrutnej 5 godzinie. Cóż to było za zdziwienie, gdy zobaczyłam rozciętego palca u stopy, gdy tuż przed położeniem się spać z rąk wypadł mi (jak się okazało dla mnie ciężki!) power bank Sanayi, a chcąc ochrzcić nasze spotkanie nie minęło 10 min w moim mieszkaniu, by Tesusil zbił moją dużą szklankę. Każda jednak cena byłą warta tego spotkania.

Trzymam kciuki by i kolejne zjazdy były równie barwne, albo jeszcze bardziej kolorowe! Z większą ilością osób, albo na nieco dłużej? Widzę las rąk! A ja bardzo lubię las!

Pamiętajcie moi drodzy, ranny palec czy zbite szkło nie zastąpi chwil, gdy możemy siedzieć razem.

Mam nadzieję, że ponownie się spotkamy. <3

I to jeszcze w większym gronie!

Uściski z relacji, Frigg.

“Było fajnie.”
~ Szopeł, zwany Conanem

“”Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiii *_*”
~ Callisto, skryta za obliczem kota w kapeluszu

“Pozdrawiam tych fajnych afroamerykanów z barku. Anglia życiem!”
~ Jane, ta niewidzialna

 

Dla tych, których spotkanie to ominęło, proponujemy kolejne w Gdańsku. Z pewności jednak będzie ich jeszcze więcej i więcej. Dobrego nigdy za wiele. 😉

Hashira, Kerhje i Satharin

Poznajcie Administrację i nie tylko!

Kochani, specjalnie dla Was mamy jedyne w swoim rodzaju zdjęcia, naszej administracji i użytkowników. W sobotę 19.05.2018 odbył się mini zlot naszego forum, w związku z tym spotkała się między innymi żeńska część Administracji, to jest Frigg, Niara i Callisto.  Zapewne część z Was nigdy wcześniej nie widziała naszych adminek w realnym świecie. Teraz macie niepowtarzalną okazję to nadrobić. I tak po lewej Frigg, Niara (w środku), Callisto (po prawej)

I jeszcze jedna fotka, tym razem w większym gronie i już z podpisami naszych kochanych użytkowników 🙂 Miłego oglądania!

I jeszcze jedno zdjęcie z naszą kochaną Kerhje 🙂