Donosiciel #58

Nowy rok, nowi my!

To co? Nowy rok, nowa ja? Kto z Was ma postanowienia noworoczne, chce coś zmienić, spróbować czegoś nowego, coś w swoim życiu zmienić? A może nie tylko swoim, ale też w życiu swoich bohaterów? Przyznać się, u kogo pojawiło się coś nowego i niespodziewanego? Kto rozpoczął niespodziewaną podróż? Kogo wessał portal? Kto się zakochał? Kto znalazł skarb? Spokojnie, spokojnie! Nie pytamy przecież o adres…

Kamienny ołtarz

“To nadal ta sama noc – jedyna taka noc – a i towarzystwo przy stoliku w większości to samo. A jednak nowości nie brakuje. Tubylec wdaje się w pogawędkę z poetą Kinalalim i wyjaśnia jak to sprawy mają się w ich wiosce – skąd tu tyle duchów, demonów, podróżnych… Hecate odważa się zadać pytanie dotyczące Ołtarza, ale nie drąży; Ruth sceptycznie przysłuchuje się wszystkiemu i opracowuje plan wycofania siebie i towarzyszy w razie potrzeby. A nemorianin Faust… najpierw rozpaćkuje robaka przywołanego przez klątwę Hecate, a potem niemalże celowo ignoruje pomniejszego demona o wyglądzie chłopca, który się do niej dosiada. Tutejsza szamanka wyprowadza na zewnątrz kolejne osoby… a robak ożywa. Tak, to zdecydowanie jedyna taka noc. I jak wiele się po niej zmieni!”

~ KiS(s)

Adrion

Dla Rammona i Nali nowością na pewno jest zmiana otoczenia, ale poza tym ta sama bida – klątwa i towarzyszący im lisołak-kleptoman. Przynajmniej podróż póki co szła im bezproblemowo – w Kryształowym Królestwie zdobyli potrzebne im informacje, poznali trochę lokalną kuchnię i ruszyli do miejsca prawdopodobnie docelowego: wykopalisk niedaleko Adrionu. Teraz tylko kwestia tego jak dostać się na ich teren i co dalej. To pierwsze zdaje się być proste: może wystarczy pogadać z kierownikiem robót. Ale to drugie… To już może być bardziej skomplikowane. Pamiętajmy, że chodzi tu o starożytną magię.” 

~KiS(s)

Ocean Jadeitów

“Chcieli wydostać się z wyspy, na której utknęli, więc szukali sposobu na to, żeby to zrobić. Ijumara i Kvaser po rozmowie ze sobą uznali, że odnalezienie sanktuarium i otwarcie go może okazać się czymś, dzięki czemu zyskają w oczach mieszkańców tego miejsca. Podzielili się tym planem z Kelsierem, któremu udało się ich odnaleźć, tylko że szybko przenieśli rozmowę w inny, trochę bardziej prywatne, miejsce. Dopiero w szałasie przydzielonym im przez władcę wyspy ustalili swe następne kroki. Pierwszym była próba zdobycia informacji na temat samego sanktuarium”.

~ Samiel

Jadeitowe Wybrzeże

“Po dniach uciekania przed śmiercią i zgubą wszelkiego rodzaju nic tak nie relaksuje jak… praca w polu! Eugona Lullasy oraz smokołaczka Sechmet postanowiły bo nie miały innego wyboru zaoferować swe usługi pewnemu prawdopodobnie lubującemu w nieludzkich damach chłopu, co to gospodę na wiosce posiada, stosunkowo blisko Turmalii. Czy dziewczyny zapracują na siebie, czy też może znowu Pani Losu podrzuci im metaforyczne a może i nawet dosłowne kowadło pod nogi?”

~ Wonsz

Rzeka motyli

Ciekawe czy Terence był już kiedyś porwany? Jeśli nie, to właśnie ma okazję się przekonać jak to jest. Nie żeby nad tą sposobnością rozpaczał, bo wydaje się, że właśnie to chciał osiągnąć – nawet niespecjalnie się przecież wyrywa, tak tylko, aby nie wzbudzić podejrzeń. Porywacze najwyraźniej jego grę łyknęli i zapakowali go na wóz razem z resztą – nazywajmy rzeczy po imieniu – żywego towaru, który przewozili. A tym towarem jest pewna piękna blondynka… Będziemy mieli okazję ją poznać?”

~KiS(s)

Pustynia Nanher

“Po odpoczynku przy oazie, w jednym z wynajętych namiotów, Seviron wraz z nowym towarzyszem, Natanielem, musiał wyruszyć w dalszą drogę. Wieczorem dnia poprzedniego zdecydowali, że udadzą się do Piasków Czasu, może właśnie tam znajdą nawet obie osoby, których poszukiwaniem zajmowali się teraz. Było to możliwe, choć jednocześnie nie było to coś pewnego. Czekała ich krótka, lecz niełatwa wędrówka, w końcu podróżowali przez Pustynię Nanher.”

~ Samiel

Serenaa

“Minął już prawie rok, w tym czasie wiele spraw się zmieniło a inne… pozostały wciąż takie same. Co działo się przez te kilka miesięcy? Zapewne niedługo się to wyjaśni. Wydaje się bowiem, że pewna syrenka nie może sobie poradzić z poważnym problemem. Tęskniliście za pełną żaru parą, którą tak wiele dzieli? Olśniewająca panna i zawadiacki bandyta, ta mieszanka brzmi doskonale! Smakować należy ich wolno, bo czasem zapieką w język przez te swoje pikantne charakterki! Niviandi na przykład już siedzi obrażona na wszystkie światy, ale Mathias nie traci humoru. Jest ciekawy co też chce od niego ta olśniewająca… ale zarozumiała księżniczka”.

~ Frigg

Ekradon

“Lekcja tańca trwała, a Samiel okazał się dobrym uczniem. Szybko zapamiętywał kroki, a w przerwie od tańca Skowronek nauczyła go też, jak poprawnie zapraszać do niego damę, z którą chciałby zatańczyć. Od razu mógł też sprawdzić swoją wiedzę, bo najpierw odpowiednio zaprosił elfkę do tańca, a później sam go poprowadził. Rozmawiali też przy okazji, a zabójca zdradził swojej partnerce, że w wolnym czasie zdarza mu się rysować.”

~ Samiel

Mauria

“Mimo że mamy zimę to pewne kwiaty w swoim własnym tempie właśnie rozkładają płatki… chyba. Jest coś niebywale pociągającego w osobach trzymających się swoich zasad – tkwi w nich ta siła, niezłomność… wytrwałość. Właśnie to tak mocno oddziałuje na młodą, pyskatą Francine, która ratuje się gadulstwem w nieznanych jej dotąd chwilach… zauroczenia. Nikolaus jest świadom chaotycznych uczuć swojego gościa i jakoś nie ma zamiaru ułatwiać życia szczeniakowi. Do pierwszych subtelnych wyznań de Bree już doszło, ten jeden płatek uchylił rąbek tajemnicy a przecież zaraz mają wyjechać wspólnie do Maurii…”

~ Frigg

Mgliste Bagna

Salazar zniknął, pojawił się, zniknął ponownie i następnie kolejny raz pojawił się w innym miejscu. Co prawda, bagienny obszar nie zmienił się, jednak z karczmy, w której przebywał ze znajomą z dawnych lat, wylądował gdzieś pośrodku Mglistych Bagien, aby na koniec nadal znajdować się właśnie tam, tylko że w jakimś tajemniczym budynku. Porwał go duch, który powiedział mu, że dowie się więcej, gdy obudzą się pozostali. Dostrzegł dwa inny siedziska, a postać w jednym z nich zdawała się poruszać – Villemo odezwała się, najpierw słabym głosem, a później takim, w którym bardzo łatwo było wyczuć wściekłość. Tylko… kto zajmował ostatni fotel?”

~ Samiel

Opuszczone Królestwo

Lotta ma już swoje postanowienia! Nabrać wagi, wyładnieć i przekonać Caina, że warto na nią patrzeć jak na prawdziwą kobietę. Cain chyba dzieli z nią tylko jeden zamiar i to odwrócony – chce schud… a nie, chce jej pokazać, że nie jest kandydatem wyłącznie na przyjaciela, i że może na niego spojrzeć jak na mężczyznę. Oczywiście szybko się nie domyślą o co im chodzi, więc tę część można zostawić w spokoju – ciekawszym zdaje się być zachowanie pewnego zwiadowcy, który wraz z całkiem liczną grupą podążał za czarodziejem. Jak długo to robił? Nie wiadomo. Jaka jest jego przeszłość i czemu w ogóle do grupy należy… też nie. Za to widocznie zmienił nastawienie, bo tej nocy, zamiast jedynie śledzić pradawnych zostawił im wiadomość z ostrzeżeniem. 
I co teraz?”

~ KiS(s)

“Tutaj nowości nie brakuje – oto zaczyna się rok akademicki! Dla czarodziejki Astrid jest co prawda już kolejnym w murach tej wiekowej placówki, ale równoważy to Elliot, smok, który ukończywszy sto jeden lat po raz pierwszy… dostał się do szkoły w ogóle. Co prawda tutaj się wykluł i od lat zajmuje stanowisko donosiciela eksponatów biologicznych, ale to zupełnie co innego niż bycie wśród uczniów. Dwunożnych istotek w mundurkach, niekiedy jeszcze słabiutkich i takich… głośnych. Mimo takiego podejścia jego towarzyszem już pierwszego dnia zostaje rozgadany, wesoły przedstawiciel ludzkości, a współlokator-wampir zyskuje szacunek samą jedynie aurą. Astrid także poznał – a konkretnie jej fretkę, która gryzie. Polubił ją. I w takim właśnie komplecie zjedli pierwszy (dla niektórych) stołówkowy posiłek. Smok, czarodziejka, fretka, wampir i człowiek. Teraz pora na ostatnie testy adeptów i będzie można rozejść się do pokoi!” 

~ KiS(s)

Rapsodia

“Strzeżcie się mieszkańcy Rapsodii, piekielna trójka – w skład której wchodzi pokusa Elion – bowiem już zaciera swe łapska, łasa na ciało, duszę i Najwyższy wie co jeszcze Azry! Czy tutejsza badaczka tajemnic Zira zdoła w porę powstrzymać ich niemoralne plany? Czy Nefertiti przekona swoją siostrę na zejście na dobrą lub choćby nieco mniej złowieszczą drogę? Pewnie nie, ale jest nadzieja!”

~ Wonsz

Żelazna Twierdza

Niby okoliczności, ale stara śpiewka – jakże miałoby być inaczej, skoro spotykają się osoby, które doskonale się znają? Może i mają pewne zaległości nagromadzone w ostatnich latach, ale przecież kiedyś coś ich łączyło… Czemu wszystko tak się skomplikowało? Co by było, gdyby Meridion nie zostawił Niary lata temu? Gdyby ona nie była królową, a on królem? Uciekliby gdzieś na kraniec Łuski, by nikt ich nie mógł znaleźć? Czy jednak ich szansa już minęła? Ta decyzja należy do nich… Ale pierwszym podstawowym pytaniem jest: czy miłość, która kiedyś ich łączyła, nadal istnieje?”

~KiS(s)

Irrasil

U Maxa i Avellany zaś może niekoniecznie dzieje się coś nowego, bo nadal biorą oni udział w tym samym turnieju, ale może nowości wkrótce na nich czekają, bo właśnie miejska gra dobiegła końca. Okazało się, że wszyscy uczestnicy zostali koncertowo wykiwani – żadnej nagrody na mecie nie było, a co więcej złote monety, które zbierali w trakcie gry, zmieniły się w drewniane krążki. Uczestnicy odeszli z niczym… nie licząc różnych dziwnych zmian ciała spowodowanych magią. Max i Avell byli pewni, że im również się nie udało… Ale chyba byli w błędzie – ich bransoletki, na podstawie których zostali dobrani w pary, zmieniły wygląd i teraz stanowiły całkiem ładny i chyba nawet magiczny element biżuterii. Czyli jednak coś tam wygrali. Miły akcent na koniec tej burzliwej nocy – wygrana i wino we dwoje. Rano zaś ona ruszyła w dalszą drogę, a on… do pracy. Więc w sumie raczej jego nowości nie czekają.”

~KiS(s)

Rozmowy z Bohaterami #4

Calathal i Lotta

To była zamieć

To była zamieć! Błękity nieba przysłoniła szarość, a górzysty teren pochłonęły miliardy tańczących śnieżynek. Nawet Lotta musiała poszukać jakiegoś schronienia, by nie zostać zupełnie zasypaną. 

Właśnie dlatego, siedzący w przytulnej jaskini Calathal miał niespodziewaną przyjemność zobaczyć wyłaniającą się z wirów śnieżnej burzy młodą czarodziejkę – a ta, gdy tylko wyczytała z jego aury, że nie jest ostatnim bandziorem, weszła wesoło głębiej i strzepała białe zaspy z ramiączek sukienki. Przypatrzyła się gospodarzowi, dygnęła, pomachała, uśmiechnęła się, dygnęła raz jeszcze i podeszła bliżej.

 

Lotta: Nie sądziłam, że ktoś tu jeszcze będzie! A w sumie mogłam. Bo kto siedziałby na zewnątrz, gdy tak nic nie widać, prawda? Nawet ja nie i pan też pewnie nie, skoro pan jest tutaj, panie…

Calathal: (jego oczy rozszerzyły się nieco, gdy spojrzał na Lottę, widocznie nie spodziewał się, że ktoś jeszcze postanowi schować się w tej konkretnej jaskini, po chwili nawet wstał i ukłonił się dziewczynie) Calathal Maldragheil. W pobliżu znajduje się sporo jaskiń, w których można schronić się przed zamiecią… Dlaczego wybrałaś akurat tą? Przez przypadek, czyli tak jak ja? Nie przeszkadza mi to, choć mnie to zaskoczyło, ale nie będę cię stąd wyganiał, panienko…?

L: Lotta! Lottana Vasco. Em… nie, chwila… Lottana Vasco-Doyle? (Przykłada palec do brody). Tak! Lottana Doyle. Vasco. A jak wyjdę za mąż to będę mieć trzy nazwiska! Tak? Hmm… chyba tak. Ale to raczej nie w tej jaskini, prawda? Znaczy pan tu jest i ja też i trafiliśmy tu przypadkiem, czyli był to zbieg okoliczności, ale nie sądzę, żebym za pana wyszła, zwłaszcza tu i teraz. Nawet jeżeli to bardzo miłe, że mnie pan, panie Mald… jak? Nie wygoni. Bardzo dziękuję. (Uśmiechnięta kłania się z wdzięcznością i szuka miejsca by usiąść).

C: Miło mi cię poznać i możesz mi mówić po imieniu. Pełnym – Calathal – albo skróconym – Cal. (Wzrusza ramionami, wskazując, że jest mu to bez różnicy, który z wariantów wybierze Lotta) I nie musisz też od razu wiązać ze mną swojej przyszłości. (śmieje się krótko) Nie wiem, jak ty na to patrzysz, ale ja sądzę, że gdy tylko zamieć przejdzie i będziemy mogli ruszyć dalej, to i tak pójdziemy w swoje strony i więcej się nie spotkamy. 

L: Och, ależ to bardzo smutne Cal! Znaczy nawet nie to, że nie będziesz moim mężem, ale że tak od razu sobie pójdziemy (siada dość blisko niego). Wydajesz mi się miły. A ja już tak długo podróżuję sama… chyba, że ty tak lubisz. Jesteś tu w końcu sam. Czy może ktoś na ciebie czeka gdzieś niedaleko i pójdziecie dalej w gromadzie? 

C: Przynajmniej zdążymy chwilę porozmawiać (milknie na chwilę i zdaje się czegoś nasłuchiwać), bo wygląda na to, że zamieć spędzi w pobliżu jeszcze trochę czasu. I podróżuję sam, przynajmniej aktualnie… Ale zdarza mi się pracować lub podróżować z kimś, czasem tylko z jedną osobą, a innym razem w większej lub mniejszej grupie. A jak to wygląda u ciebie? Przemierzasz Alaranię sama? Z kimś? I… gdzie się udajesz? 

L: Ja zawsze wolę mieć towarzystwo! Ale czasami muszę pójść gdzieś sama, jak teraz. Już swoją wielką samodzielną podróż odbyłam i tyle mi wystarczy. Jestem dorosła i samodzielna. Więc znów podróżuję z mamą (uśmiecha się). Polubiłbyś ją, jest niższa ode mnie, ruda i zawsze ma swoje zdanie. Ale jej nie podoba się taki zimny klimat, więc czeka na mnie w mieście. A ja dostarczam wiadomość do takiego pana Pustelnika, który gdzieś tu mieszka. Często chodzimy jednak bez większego celu. Hmm… w zasadzie to nie za bardzo mam jakiś stały dom… a pan? Znaczy się, a ty Cal?

C: Kiedyś miałem coś, co bez zastanawiania się mógłbym nazwać stałym domem, ale to dawne czasy. Teraz niby jestem w trakcie podróży do tego miejsca, lecz nie jest ono tym samym, czym było wtedy (Na krótką chwilę w jego oczach pojawia się smutek). Co to twojej mamy – może i mógłbym ją polubić. Pytanie, czy ona polubiłaby mnie? 

L: To zależy. Jeśli byś jej się spodobał to bardzo, a jeśli byś się spodobał mnie, to bardzo nie. Mamuś jest bardzo krytyczna do mężczyzn, którzy mogliby mnie złapać, chociaż sama lubi łapać jakichś dla siebie. Tylko jej nie wychodzi. Złapała jednego raz (to mój tata!), ale potem się skłócili, bo mają inne charaktery. Tata jest bardzo spokojny i go ścigają, a mama lubi podróżować i ściga. Chyba już rozumiem dlaczego nie mam domu… (kiwa głową). Wszyscy zawsze gdzieś w drodze. Ale jeśli ty możesz wrócić do siebie to bardzo dobrze! (Ożywia się). Nawet jeżeli miejsce się zmieniło… och, mam nadzieję, że będziesz mógł tam zostać!

C: Wolałbym tam nie zostawać. Domy zamieniły się w ruinę, a cała wioska jest bez życia. Niezamieszkana… Chociaż nawet nie jestem pewien, czy zostały tam jeszcze jakieś ślady chociażby tego, że kiedyś stały tam budynki mieszkalne… (Próbuje znaleźć inny temat, bo ten wyraźnie przywraca wspomnienia, za którymi nie przepada) Mniejsza z tym, tak myślałem o Pustelniku, o którym wspomniałaś wcześniej i wydaje mi się, że mogę wiedzieć, gdzie mieszka. Jeżeli nie postanowił przenieść się w inne miejsce.

L: Och, naprawdę!? (Jakby podświadomie pozwala zmienić temat i zapomina o wiosce). To byłoby cudownie, gdybyś mi pokazał, gdzie to jest! Bo pokażesz, prawda? (Patrzy z nadzieją).

C: Na początku chciałem ci tylko powiedzieć, jak tam dotrzeć… Ale tak ładnie prosisz, że chyba będę musiał cię tam zaprowadzić (Znów zaśmiał się krótko, jak na początku tej rozmowy). Wcześniej zwróciłem uwagę na to, jak byłaś ubrana, gdy tu weszłaś. Nie wyglądasz na lodowego elfa, ale też jesteś odporna na zimno?

L: Jestem! Czarodziejką. Ale mam sporo wspólnego z lodem i zamieciami… w sumie to niechcący wyszło! Kiedyś władałam tylko magią wody, ale potem od pewnego wampirzego kapitana dowiedziałam się jak tworzyć lód… no i moją drugą rodziną są białe niedźwiedzie. Zmiennokształtni. Nauczyłam się – ojej, nauczyłam! – jak radzić sobie z mrozem. Dla ciebie to naturalne, prawda? Ale macie fajnie! Zobacz, gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach mogłabym pójść z tobą. I w sumie jeśli kiedyś wpadniemy na siebie jeszcze raz to pójdę. Chciałabym poznać więcej lodowych elfów!

C: Tak… Moje ciało od urodzenia jest niewrażliwe na zimno. Dlatego niby mógłbym podróżować w czasie zamieci, ale jest to strasznie niekomfortowe, więc postanowiłem, że ją po prostu przeczekam. Zmiennokształtni są twoją drugą rodziną? (Po tym pytaniu, przez krótką chwilę zastanawiał się nad czymś) Póki tu razem siedzimy, możesz mi o tym opowiedzieć więcej, jeśli to nie problem. Zaciekawiło mnie to. 

L: Och, oni są ciekawi! Wiesz, mieszkają całkiem daleko, za oceanem. Jest u nich bardzo zimno, a oni wszyscy są duzi i taaacy mili! I biali. Nauczali mnie magii lodu…  Życia w tamtejszym klimacie, polowania… och, bo dali mi to! (Z dumą przykłada palce do naszyjnika). To ich mały skarb. Dzięki temu mogę zamieniać się w niedźwiedzia, jak oni! Pokazali mi jak tropić i przetrwać. Znaczy bardziej niż już umiałam. Ale potem wróciłam. Ostatecznie urodziłam się tutaj i mam tu mamę i tatę. No i znajomych! Właśnie – może zostaniesz jednym z nich? Będę ci opowiadać same ciekawe rzeczy!

C: Nie, raczej nie… Pasuje mi to, kim jestem teraz. (przestaje mówić i znów czegoś nasłuchuje) I wygląda na to, że zamieć jednak opuszcza nas trochę szybciej, a nawet jeśli nadal pada śnieg, to na pewno wiatr zaczął się uspokajać. Jeśli chcesz opowiedzieć mi coś jeszcze, to może w czasie drogi? 

L: (Nie rozumiejąc, że Cal chce zostać Calem, a nie jej znajomym, podnosi się ochoczo). Chętnie! Mogę powiedzieć więcej o rodzinie Vasco, o tym jakich mam tu przyjaciół i nawet pokazać ci jak się zmieniam, chociaż wymaga to zdjęcia ubrania…

Rozmowy z Bohaterami #3

Noa i Ayeesha

“Przekleństwo piękna”

Ciemność. Na wyludnionej scenie chybotliwie paliło się kilka świeczek, blado oświetlając dwie skrajnie różne postacie. Kim były? Każde z nich miało po tysiąc twarzy. Każde z nich potrafiło grać, całkowicie oddać się sztuce. I każde z nich mogło być niebezpieczne. Skłonne do egoizmu i okrucieństwa. Piękne, zabójcze istoty. Kiedy następnym razem się spotkają nie będzie to już na deskach pustego teatru. Lecz teraz miały chwilę by obejrzeć się przed spektaklem – bez masek, bez stroju, bez charakteryzacji. 
O ile możliwe jest dla nich wyjście z ich niecodziennych, acz tragicznych ról.

Noa: Proszę, proszę, co my tu mamy… Czyżby pokusa? (Zerka z aprobatą). Co też sprowadza piekielną na Łuskę? Uganiasz się za pożywieniem?

Ayeesha: Na pierwsze pytanie odpowiadając: w rzeczy samej. Na dwa kolejne zaś: sprowadzona jestem tu przez przeznaczenie, które każe mi nieść Piękno i Sztukę we wszystkie zakątki tegoż świata, a wraz z nimi – oświecenie. Oprócz tego robię to, co jest główną domeną pokus: spełniam pragnienia.

Głos dochodzący z sakiewki: Po prostu powiedz, że ganiasz za kolejnymi zachciankami Diabła Wcielonego, a nie jakieś ody o suszeniu wody…

Noa: O, towarzystwo? Miło trzymać kompanów w woreczku. I niewątpliwie cokolwiek to jest ma głowę na karku… czyli komuś służysz, dobrze rozumiem aluzje z sakiewki?

Ayeesha: (Wzdycha) Wypełniam powinności należne mi z tytułu zawartej onegdaj transakcji. Służę – tak, w ten sposób też można to określić, lecz nie brzmi to zbytnio wyrafinowanie… Jeśli zaś chodzi o towarzystwo, mogę ci pożyczyć moją sakiewkę i zyskać kilka cennych chwil świętego spokoju. Co o tym sądzisz?

Noa: Nie pogardzę nikim kto jest w gorszej sytuacji ode mnie, żeby się trochę zabawić… umie coś fajnego? Śpiewa, rzuca anegdotkami? Co to właściwie jest? 

Ayeesha: (Wyciągając czaszkę z worka) Jest kompletnie bezużyteczny, jeśli nie liczyć niesamowitych umiejętności irytowania wszystkich wokół.

Lear: Mógłbym dokładnie to samo powiedzieć o tobie! Przestańcie mnie traktować jak gadającą zabawkę. Nie śpiewam ani nie rzucam anegdotkami, a już na pewno nie dla czyjegoś widzimisię. Mogę za to przeprowadzić ciekawe rozmowy, gdyby tylko ktokolwiek kiedykolwiek zechciał mnie wysłuchać…!

Noa: (zaintrygowany) Och… gadający kawałek zezwłoka… ciekawe towarzystwo dla pokusy. Jesteś magicznym tworem czy kiedyś żyłeś? Widzisz, chętnie posłucham jeżeli to faktycznie ciekawa historia.

Lear: Ha! Wreszcie upragniona odrobina atencji. Żyłem, a jakże. I nawet nieźle mi się powodziło. A potem w moim buraczanym biznesie pojawiła się konkurencja. Stosowali nieczyste zagrania, więc ja też musiałem uciec się do brudnych sztuczek. Diabeł Wcielony miał mi użyczyć swojego sprytu w zamian za “użytek z mojej charyzmy”. Tak to szarlatan określił w umowie… Szkoda, że nie raczył wspomnieć, iż tamtemu drugiemu złożył podobną ofertę. Sprytnie to sobie wymyślił: napuścił nas na siebie, doprowadził obu do ruiny, a po śmierci z takiego przystojniaka został tylko suchy kawałek truchła z osobowością… Ale niech nie myśli, że tak łatwo przyjdzie mu mnie wykorzystywać! To wszystko był jeden wielki przekręt, a ja jestem jego ofiarą…! W przeciwieństwie do tej tu – wskazałbym palcem, ale ich nie posiadam – która skazała się na taki los z własnej głupoty. I jeszcze przy tym dostała perfekcyjne ciało. Gdzie jest sprawiedliwość, ja się pytam…

Noa: Sprawiedliwość? (Prychnięcie) Chyba wszyscy doskonale wiemy, że nie ma co na to liczyć. Ale tak, jesteście wspaniałym dowodem na to jak los potrafi być pokrętny… (Przeciągłe spojrzenie na Leara i ciało pokusy). Twoja historia też jest tak fascynująca? Buraki miały konkurencję i dałaś się wykiwać? 

Ayeesha: (Udawany śmiech) Wyborny żart, doprawdy… Nie, mój drogi towarzyszu niedoli, ja jestem ożywionym dowodem na to, że zbyt silne pragnienia prowadzą tylko do zguby. To ciało (Przesuwa dłonią wzdłuż) jest przyczyną i skutkiem. Jego piękno – moją alfą i omegą. I najbardziej ironiczną puentą tej historii, ukazującą, iż spełnienie jednego marzenia może zrujnować pozostałą część życia… Lecz nie uważam siebie za ofiarę. Nowa rola w scenariuszu życia leży mi całkiem nieźle i zamierzam odegrać ją najlepiej jak potrafię. (Chwilowe zamyślenie) A ty, potrafisz docenić obecność Sztuki w swoim życiu?

Noa: (zaskoczenie) Skąd żeś to… ale tak. Sztuka… to moja pasja (Ironiczny uśmieszek). Być może jak i ty jestem dziełem sam w sobie, chociaż nie boję się o sobie mówić jak o ofierze. Losu czy istot… na jedno wychodzi. Jednak gdyby nie moje zdolności skończyłbym o wiele gorzej. Umiem zachwycić i bawić, więc jestem cenny. A mało który wariat niszczy naprawdę cenną własność. Plus… w przeciwieństwie do ciebie obecnie korzystam z wolności. Względnej wolności (Dotyka palcem obróżki). Wracając jednak do sztuki… moją największą jest kłamstwo. Nieczęsto już gram na scenie, ale na co dzień przyjmuję nie najgorsze role. Młodej szlachcianki na przykład. Uwielbiam te naiwne spojrzenia, słowa obliczone na pocieszenie zagubionego dziewczęcia… czy twoim zdaniem dobrze wykorzystuję nieszczęsne ciało, które zostało mi dane?

Ayeesha: (Podchodzi do niego i unosi palcami jego podbródek) Ty i ja tak naprawdę nie różnimy się tak bardzo. Oboje czynimy z życia grę, przyjmując wiele rozmaitych ról, oprócz swojej własnej. Nasze ciała są narzędziami, pięknymi narzędziami. Aż czuję nieodpartą pokusę, by zagłębić w twoim sztylet, po samą rękojeść… (Uśmiecha się). Nie, nie zrobię tego. Jesteś piękną istotą, lecz nie dostrzegam w tobie konkurencji, a wspólnika w szerzeniu Sztuki. Tak… Myślę, że dobrze wykorzystujesz swoje dary.

Noa: Dziękuję za uznanie. Jesteś… “ekscentrykiem”, co? Tak się to chyba nazywa, kiedy prawdziwy artysta jest z lekka szurnięty. Ale miło, że mnie nie zaciukasz na miejscu. Tego by tylko brakowało! (Chwila ciszy). Za pierwszego życia musiałaś być człowiekiem… Już wtedy ceniłaś sztukę tak bardzo? Pomijając nawyk wbijania innym sztyletów między żebra.

Lear: “Ekscentryk”… Niezły eufemizm na wariatkę.

Ayeesha: Sztuka była dla mnie wszystkim, odkąd skończyłam piętnaście lat. Była ideałem, do którego dążyłam, a którego nie mogłam osiągnąć.

Noa: Nie mogłaś?

Ayeesha: Moje oblicze w kontekście sztuki stanowiło wówczas zniewagę. Nie byłam godna, by pławić się w jej blasku. Dlatego zapragnęłam tego ciała… (półgłosem) Między innymi. Chciałam wszystkiego, czego pragną ludzie – miłości, akceptacji… Byłam wtedy zupełnie inną osobą. Ale tamta Alajella nie żyje od dawna i chciałabym móc zapomnieć, że kiedykolwiek istniała. A ty… (Przesuwa palcem po obróżce dhampira) Co sprawiło, że jesteś tu, gdzie jesteś?

Noa: Hmm… (Przymyka oczy). Upór. A może szczęście… a może przypadek. Chciałbym powiedzieć, że zbyt długo byłem pod cudzą władzą, by chcieć żyć tak dalej. Ale urodziłem się w niewoli. I dzięki niej moje ciało nie było takim obciążeniem jakim mogłoby być. Nikogo nie zawiodłem nie będąc prawdziwym mężczyzną. Wszyscy tylko na tym korzystali… bardzo korzystali. Przyzwyczaiłem się do bycia ,,czymś”. Chciałem być tylko cenny… ale widzisz, nawet ja mam swoje granice i dumę. Kiedy ktoś bezprawnie chciał mnie mieć na stałe, zwiałem mu. I chociaż już kiedyś wróciłem do mojej niewoli, do miejsca gdzie się urodziłem, tym razem… nie chciało mi się. Nauczyłem się trochę o przetrwaniu, mam mojego kompana… i kto wie, może zasmakuję w tej całej wolności. W przeciwieństwie do ciebie jeszcze mam na nią szansę.

Donosiciel #56

Jasno, ciemno, jasno, ciemno…

Jasno, ciemno – można to traktować dosłownie albo metaforycznie, bo przecież każdy z Nas ma w swoim życiu jakieś lepsze i gorsze dni, blaski i cienie. Ale na przykład gdy jest się wampirem to te dwie rzeczy mogą się ze sobą splatać, prawda? Albo gdy jest się złodziejem. Albo… Albo zerknijmy u kogo w wątku panuje mrok, a u kogo jest świetliście. 

A szczególnej Waszej uwadze polecamy wieści z Iruvii, bo tym razem koniunkcja gwiazd sprawiła, że mamy AŻ TRZY nowinki na temat jednego wątku. Ciekawe czym się różnią?

Demara

“W życiu tej artystycznej duszyczki rzadko pojawia się prawdziwe światło – częściej niewielka ta postać skąpana jest w chybotliwych cieniach lub kryje się w mroku. Ogarnia głęboką czernią swoją przeszłość, rany, tajemnice. Nie przeszkadza jej to jednak, by z namiętnym uporem odgrywać roześmiane, młode dziewczątka gubiące się po lasach i być zapraszaną w luksusy przez zamożnych mężczyzn… tym razem jednak Noa wraz ze swym kompanem trafił na kogoś, czyje rządze zaspokajane są moralnie – muzyką i śpiewem – i kto nie ma wobec granej przez niego panienki żadnych (?) złych zamiarów. Tego jegomościa dostrzega też na rynku, w czasie własnego występu, pewna inna istota, której życie składa się z blasków i cieni, teatralnych posłańców iluzji. Ayeesha widzi w oku lorda aprobatę i docenienie sztuki. To bardzo słuszne! Tylko… czy to nie on ma być jej następną ofiarą?”

~ KiS(s)

Hrabstwo Ascant-Flove

Vinny od zawsze żył raz to pracując w świetle dnia, raz eksperymentując po nocach, jak to na prawdziwego dhampira przystało. Ma też swoją dobrą i nieco gorszą stronę, jak przystało na żywą istotę. Pytanie co dostrzeże w nim Anastasia, córka przyjaciela rodziny, dawna kompanka byłego hrabiego. Jak nie umie z nią rozmawiać, jak ignoruje muzykę, którą ona tak kocha? Czy może jak bardzo jest niekonfliktowy, jak bardzo zależy mu na rodzinie?… Co okaże się dla niej przeważającą zaletą lub ostateczną skazą na postaci Vincenta? I co on będzie potrafił dostrzec w niej, jeśli ta znajomość utrzyma się i utrwali? To pokażą dopiero następne dni… i wieczory!”

~ KiS(s)

Valladon

“Chyba wszystko zaczyna się układać. Po wszelkich burzach, ranach, powrotach i nowych osobach dramatu wygląda na to, że Rakel i Lucien wyszli na prostą. Co więcej, ich plany są bardzo obiecujące – na przykład zamierzają razem zamieszkać w opuszczonym dworku, który znaleźli dwa lata wcześniej! Niech tylko zbrojmistrzyni zda ostatnie egzaminy w tej sesji i można się przeprowadzać. No a później… Może wyjazd do Eravallów? Rakel na pewno chętnie odwiedzi tamtejsze kuźnie, a Lucien… Nieważne gdzie, byle z nią. “

~KiS(s)

Wybrzeże Cienia

“Stosunki między Malachim i Yve chyba trochę się polepszyły – można powiedzieć, że zza chmur wyjrzało słońce. Razem siedzą sobie w karczmie i jedzą, lisołaczka nawet polubiła anioła… Ale ten niestety nie zamierzał pomóc jej w sposób, jakiego oszukiwała – to zepsuło jej apetyt. Skoro jednak już rozmawiają, jest okazja, aby lepiej poznać tych niezwykłych niebian. O co chodzi z upadaniem? Kto to jest Pan? No i… czemu Malachi był taki zapuszczony, gdy się spotkali? Przecież anioł się nie brudzą… “

~KiS(s)

Ekradon

“Mroczna mgła zalała otaczający miasto las. Mimo heroicznej walki Cerima i jego oddziału, z Isarą na czele, nekromanci ukończyli rytuał i przyzwali na polanę potworną abominację. Mając za najwyższy cel ochronę ekradońskiego ludu, pułkownik zaatakował pochłaniające życie monstrum, jednak niespodziewany widok dawno zmarłej siostry sprawił, iż mężczyzna stracił zimną krew. Ciężko ranny, trafił w nieznane miejsce. Co właściwie zaszło na polanie? Gdzie jest Isara i reszta żołnierzy? Kto przyjdzie na pomoc wykrwawiającemu się gdzieś w lesie oficerowi? I przede wszystkim – czy siły ciemności opanują Ekradon?”

~ Nevaeh

Nowa Aeria

“Kolejny postój na odpoczynek, chociaż ten miał nieco różnić się od wcześniejszego, a także możliwe, że od następnych. Fenrir w końcu obiecał Svecie – córce Mikao – że nauczy jej kilku sztuczek związanych z samoobroną. Oczywiście, sam Mikao miał mu w tym pomóc, gdyż w całym tym nauczaniu miał być osobą, na której smokołak będzie pokazywał to, co chciał, żeby zobaczyła dziewczynka. W ten sposób właśnie, mężczyzna wylądował kilka razy na ziemi, a jego córka nauczyła się kilku sposobów na to, żeby sprawić, że atakująca cię osoba szybko spotka się z ziemią.”

~ Samiel

Mauria

“W letniej posiadłości Turillich ciemno i mrocznie – na zewnątrz trwa burza, a Nikolaus sobie gra na organach! No ale przynajmniej jego występ pomógł Francine nie myśleć o grzmotach, które wywoływały w niej wyraźny niepokój – rozmowa o muzyce pozwoliła pochwalić się obyciem, a propozycja gry… No oczywiście, że ona się tego podejmie, to przecież nie może być trudne! Ale jednak było. A Klaus nie kwapił się, by uczyć ją gry, tylko po rozwianiu jej wątpliwości sam wrócił do występu – jak chce to niech patrzy i wyciąga wnioski. I nie zwraca uwagi na to, że siedzą z generałem stanowczo za blisko jak na jej skołatane nerwy… “

~ KiS(s)

Efne

““Chcę wreszcie być wolna!” – echo tej myśli głośno rozbrzmiewa w posiadłości państwa Mandeville. Panienka Aureola postanawia wykrzyczeć ją w twarz ojcu, po tym jak ten zaręczył ją z odpowiednim, według niego, kandydatem na zięcia. Nevaeh z kolei ukazuje ją w podjętych wreszcie działaniach, mających na celu odcięcie się od przeszłości. Czy pomoże w tym tajemnicze Ostrze Wolności? Przywódczyni polującej na posiadaczy niewolników organizacji nie przebiera w środkach, a jej następnym celem jest dwór Mandeville’ów. Nad głowami jego mieszkańców zbierają się czarne chmury…”

~ Nevaeh

Iruvia

“Kryzys zażegnany. Odgrywane przez Shyilię i Constantina role kochanków skutecznie zniechęciły napastującego elfkę mężczyznę. Z pewnością nie była to ostatnia z przeszkód na ich drodze do celu, jednak na ten moment nasz duet może nacieszyć się chwilą spokoju… i zakupionymi przez czarodzieja smakołykami. Dotarłszy do karczmy “Pod Jelenim Rogiem”, skrytobójczyni prosi gospodarza o nocleg, w ramach spłaty tajemniczego długu z przeszłości. Mężczyzna, nie bez niepokoju, zgadza się na proponowany przez elfkę układ – i zdaje się, że dołącza do matki Constantina w gronie osób sugerujących, że między nim i Shyilią jest coś na rzeczy.”

~ Nevaeh

“Pierwszą osobą, która do nich podeszła – a raczej podeszła do Shyili, do której później dołączył Constantin – był natrętny mężczyzna, którego zainteresowała uroda elfki. Małe przedstawienie pozwoliło na to, żeby się go pozbyć, chociaż oboje zgodnie stwierdzili, że osoba ta może im sprawić pewne problemy w przyszłości. Później udali się do karczmy, którego właściciela znała kobieta, ale najpierw – gdy przechodzili obok placu centralnego – Constantin sprawdził tamtejszą tablicę ogłoszeń, zgodnie z prośbą towarzyszki. Nie znalazł tam listu gończego z jej podobizną, jednak zainteresowało go jedno zlecenie, którego treść zresztą zabrał ze sobą, bo zerwał je z tablicy. Po tym poszli już prosto do celu. Budynek nie wyglądał bogato, a także znajdował się jakby na uboczu miasta, ale to akurat im nie przeszkadzało. Ważniejsze było to, że udało im się dostać pokój i będą mogli tam zjeść, a także odpocząć.”

~ Samiel

“Niesławna skrytobójczyni Shylia okazuje się być nie tak sławna w Iruvii, jak to sprawdził jej kompan, czarodziej Constantin. Brak listów gończych oraz odnalezienie znanej, dyskretnej karczmy być może okażą się dostatecznymi środkami, aby para mogła realizować swoje plany w mieście bez problemów. Para przyjaciół rzecz jasna! Perspektywą na szybki zarobek okazuje się oczyszczenie piwnicy miejscowej winiarni, w której zaległy się nieznane potworzyska, jednak czy miasto w sercu wielkiej puszczy będzie w stanie dostarczyć dwójce obok interesów także rozrywki?”

~ Déri

Daleka Północ

“W Śnieżnym Lesie i jego okolicy działy się ciekawy rzeczy. Najpierw Calathal natknął się na rannych myśliwych, którzy poprosili go, żeby pomógł im z tajemniczą Bestią, z którą przegrali pierwsze starcie. Zgodził się, mimo że początkowo planował, że ta wędrówka przebiegnie trochę inaczej, ale, cóż, miejsce, do którego zmierzał i tak mu nie ucieknie. W tym samym czasie Eilys, która razem z Mamą i grupą kotów żyła w Lesie przez długi czas, natknęła się na miejsce, w którym walczyli ludzie spotkani przy drodze przez elfa i ruszyła ich śladem. Dotarła do nich w momencie, w którym rozmawiali z Calem o potworze, którego tropią i mają zabić, a później – już z elfem – ruszyli z powrotem w las, żeby ponownie wytropić to stworzenie. Eis zaczęła ich śledzić.”

~ Samiel

Na’Zahir

“To nie był dobry dzień. Ciężki i mroczny, choć przecież świeciło cały czas słońce. Co jednak jest radosnego w tym, że z Sarabi znowu jest gorzej? Nie dość, że rany się otworzyły i straciła przez to dużo krwi, to jeszcze okazało się, że była w ciąży – przez podane jej leki straciła dziecko, a jej stan dodatkowo się pogorszył. Tak naprawdę można powiedzieć, że ma szczęście, że żyje – to wszystko dzięki interwencji znachorki Amii, która doskonale zna takie przypadki i wie jak się nimi zajmować. Teraz powinno już być tylko lepiej… “

~KiS(s)

Doniesienie

Ładujemy baterie

W tym tygodniu nie było Donosiciela, uprzejmie nie uprzedzamy, ale za to bez bicia się przyznajemy. Mamy nadzieję, że wybaczycie nam zwłokę – nie uzbierałyśmy dość ploteczek, by dzielić się nimi pod dumnym nagłówkiem, ale zamierzamy nadrobić to za dwa tygodnie – piszcie więc dalej i pakujcie bohaterów w kolejne kłopoty! O niektórych z nich może zrobić się głośno… i na to liczymy!

~ Kana i Sanaya