Donosiciel #51

Yyyyych!…

Uff… U Was też tak gorąco? Ale wiecie, tak gorąco na dworze? No bo nie od dziś wiadomo, że gorąco może być również od namiętnych uczuć (z obu biegunów!), od kłopotów, w które się człowiek wpakował, od zabawy, która poszła stanowczo za dobrze albo wręcz przeciwnie – skończyła się katastrofą. No ale my pytamy tylko o to prozaiczne temperaturowe gorąco. Więc… Jak tam u Was? I co u Waszych bohaterów? W dowolnym kontekście, ma się rozumieć, bo o pogodzie się nie plotkuje…

Nandan-Ther

Slavia została okradziona – cóż za niefart. I gdyby tylko chodziło o pieniądze to pewnie jakoś by to przełknęła, jednak jej zginął również bardzo cenny notatnik i kryształ, które bardzo chciała odzyskać. Myślała, że zaczepiony kotołak zdoła jej pomóc, lecz chyba się przeliczyła… Dał jej jednak trok prowadzący do ulicznego szulera i tam postanowiła szukać z pomocą swojego jaszczurzego towarzysza. No dobra, bez niego – pseudosmok niestety od razu dał się pochłonąć hazardowi. Możliwe, że wkrótce skończyłby bez monet i na dodatek bez łusek, gdyby nie interwencja Iana – kotołaka, który wcześniej okazał się taki mało pomocny, a teraz ratował fundusze towarzysza Slavii. Oczywiście, że po to, aby zwrócić na siebie jej uwagę.”

~KiS(s)

Równina Drivii

“Szli dalej, chociaż teraz stanowili dwuosobową grupę. Reinar postanowił opuścić Jona i Sargybinisa, chociaż jego „posada” nie została wolna na długi czas. Łowca dusz, wiedziony chęcią zdobycia artefaktu, który ma znajdować się gdzieś w tych tunelach i kamienny smok, który szedł razem z nim, a w dodatku widział i słyszał stworzenie, które dla tego pierwszego mogło wydawać się dziwnym wymysłem Sargybinisa, na którego może wpływa tak przebywanie pod ziemią i w tunelach… A także młody chłopak – Aki – który został praktycznie zapędzony w to miejsce i teraz trafił na dwójkę podróżników. Powiedział im, że szuka wyjścia, jednak oni mieli do niego inne pytania. Możliwe, że od odpowiedzi będzie zależało to, czy pójdzie z nimi, czy nie.”

~ Samiel

Hrabstwo Ascant-Flove

“W hrabstwie dopiero kończy się wiosna, trudno więc o większe upały. Choć może? Tak jak żar przez okna wlewa się latem do sal i salonów, tak teraz przez drzwi do hallu wpadł jegomość zwiastujący szybką zmianę ciśnienia! Oto lord Vantanello we własnej, udekorowanej osobie! Bogacz jakich mało, pewny siebie jak szerszeń i jeszcze głośny jak trzmiel. Przyjechał bez zaproszenia i od progu woła hrabiego Davida… a David nie żyje. Od ponad roku! Poprzedni pan był z lordem w zażyłych stosunkach, za to Vincent nigdy nie widział go wcześniej na oczy. Jednak chwilowy smutek nie przeszkodził lordowi nadrobić tego braku i wypytać, czy nowy hrabia przypadkiem nie jest żonaty… znaczy nie pytał wprost, ale tym bardziej jest to podejrzane. Co knuć może niezapowiedziany gość, który czeka tylko aż w pałacu zjawi się jego córka?

No oczywiście, że nie wiadomo…

Tylko jaką w tym rolę odegra już raz wyewakuowana z pałacu Ogana?”

~ Kana

“W hrabstwie Ascant-Flove na razie dopiero tli się mdły żar, ale wkrótce może z nie wybuchnąć prawdziwy ogień. A pomyśleć, że przez moment było tak spokojnie – po wyjeździe Creightona nie działo się tak naprawdę nic rewolucyjnego, wszystko wracało na stare tory… Lecz tego dnia przed pałac hrabiego zajechał powóz wiozący wyjątkowego gościa – starego przyjaciela rodziny, lorda Bastiena Vantanello. Tak dawno nie było go w tych stronach, że nawet nie wiedział, iż jego znajomy, którego chciał odwiedzić, nie żyje, a jego miejsce zajął daleki kuzyn – dhampir Vincent. No ale cóż, trzeba przełknąć tę gorzką prawdę i żyć dalej. Tym bardziej, że choć Vinny jeszcze o tym nie wie, Bastien przyjechał nie tylko z kurtuazyjną wizytą, ale również w interesach…

A co ma z tym wszystkim wspólnego mieszkająca w miasteczku nieopodal pokusa Ogana? O tym się jeszcze przekonamy. I wtedy to dopiero zrobi się gorąco…”

~Sanaya

“Czas na zmianę wart! Po wielu godzinach siedzenia w obozie i poznawania różnych członków zwierzołaczej drużyny, Nimroth będzie mieć okazję posiedzieć sobie z Dean. To będzie chwila na ostudzenie atmosfery, która prawie gotowała się, gdy strażniczką przy lisie była wilkołaczka Howl – jedna z niewielu, która nie zapałała do lisa choćby szczątkową sympatią. Poza tym wdarło się między nich pewne nieporozumienie, kiedy on cały czas nawijał we Wspólnym, a ona nic z tego nie rozumiała. Zarzucając białowłosemu złe intencje w końcu obeszła go, palnęła w głowę i uciszyła. Jakimś bandażem. Zakneblowany i związany Ni resztę jej warty przesiedział w ciszy – względnej, bo potem był świadkiem pogadanki przy herbatce między Howl a Dean, ale tym razem w dialekcie, którego nie rozumiał on. Coraz lepiej!

Teraz jednak, gdy zostali sami, lisołaczka zwraca się do niego we Wspólnym – i proponuje pewien ciekawy układ… Czy potrafią sobie zaufać?”

~ KiS(s)

“Warta Howl skończyła się w końcu, chociaż w jej czasie zmiennokształtna postanowiła zakneblować Ni, żeby ten już zwyczajnie nie odzywał się – uwolniła go dopiero Dean, która postanowiła przejąć wartę po Howl, chociaż i tak nie zrobiła tego od razu. Dlatego też biały lisołak mógł jedynie patrzeć i słuchać, odzywać się nie mógł, przez jakiś czas przynajmniej. Gdy już knebel zniknął z jego ust, dostał nawet jakiś ziołowy napar, żeby móc wypłukać posmak tkaniny. Dowiedział się też, że Dean ma do niego jakąś sprawę. Wiedziony ciekawością od razu zapytał ją o to i po niedługim czasie usłyszał jej pytanie. Nie spodziewał się go, chociaż dziewczyna i tak odpowiedziała na nie sama, a on dowiedział się, że za tym kryje się trochę inna propozycja.”

~ Samiel

Równiny Andurii

Rubedo się wewnętrznie gotuje. Trudno mu się jednak dziwić – jego włam zakończył się zupełnie nie tak, jak planował. Nie dość, że został nakryty przez Shirkhanę, to jeszcze obezwładniony i związany, a jego towarzysz – Cukiereczek – zamiast dokonać krwawego odwetu i go uwolnić, zajmuje się… kotami. I pokazał przy tym, że jest całkiem zdolną bestią, bo gdy polecenie pozbycia się smoczycy okazało się nie iść w parze z jego priorytetami, pokazał swojemu szefowi… środkowy palec. A co, uczy się!”

~KiS(s)

Thenderion

“W Thenderionie nieubłaganie nadchodzi zima, lecz atmosfera jest gorąca – trwają przygotowania do Święta Smoka, w których z wielkim zaangażowaniem bierze udział Blanche i jej brat Robin. Kapłanka nie dość, że ma wygłosić przemówienie, to jeszcze zajmuje się organizacją przyjęcia w swojej winnicy.

Tymczasem z dalekiego Fargoth do Thenderionu zmierza grupa Puszczyków, uciekających przed odpowiedzialnością za zbałamucenie pewnej dobrze urodzonej panny. Ich nastroje – a szczególnie nastrój Ginnie – nie są szampańskie, ale może poprawi je udział w święcie i jakieś ekscytujące wydarzenia z tym związane. A może nawet niekoniecznie mające związek z festiwalem – może akurat to chodzi o tajemnicze przejście, które Rianell odnalazł w remontowanej części zakonu na dzień przed Świętem Smoka…”

~KiS(s)

Ekradon

“Dogadali się, chociaż to raczej nie jest czymś niezwykłym. Samiel i Skowronek ustalili cenę ich współpracy, a później ruszyli prosto do znajomej krawcowej elfki, aby ta zadbała o odpowiedni strój dla zabójcy. On sam, przy okazji, zaproponował, że Skowronek mogłaby mu pomóc z przymierzaniem gotowego już stroju, na co ona zgodziła się, może nawet ze zbyt dużym (i troszkę podejrzanym) entuzjazmem. Sklep krawiecki wyglądał zwyczajnie, a i sama jego właścicielka również nie była kimś niezwykłym. Samiel wykonał jej polecenia, rozebrał się – do samej bielizny, co zaproponowała elfka jako „rzecz potrzebną” i może on sam też uważał, że tak będzie lepiej – i stanął na niewielkiej skrzynce. Czekał na to, aż Perl zacznie zbierać miary, przy okazji zapytał ją też o kwestię zapłaty za pracę.”

~ KiS(s)

Nowa Aeria

“W ten ciepły dzień Kuna, Emily i Amy szukają kundelka. Dziwacznego psa. Zamiast na niego jednak natykają się na wilkołaka. Nie by o tym wiedziały… za to Know wie. On wie gdzie szukać psa! Przesmykając się i biegnąc, przystając, kucając i węsząc prowadzi je ku biedniejszej dzielnicy i… do schroniska! No przecież! A tam młody hycel Maciek (ponoć jego czeladnik – tylko czy istnieje coś takiego jak czeladnik kloszarda?) udziela mu potrzebnych informacji. Widział dziwacznego zwierzaka w dzielnicy świątynnej, ale tam trudno się dostać… to jak, czy dziewczyny mają ochotę na małą przygodę?”

~ KiS(s)

Rapsodia

“Tutaj z kolei jest chłodna noc… Rubinento w przypływie desperacji pyta Kito jak poradzić sobie z chaotyczną naturą, temperamentem… jak nie kończyć zawsze w punkcie wyjścia, a ze złamanym serduszkiem. Ale kucykowy szaman wcale nie jest pewny czy tryton gotowy jest porzucić swoją naturę, nie daje więc prostej odpowiedzi. Jak to on. Może jego słowa jednak podziałają? Kto wie, w końcu Rubin jest nieprzewidywalny – może się zarówno zamyślić, jak i uznać, że nie dostanie pomocy. 

Ruchy ZuZu natomiast już łatwiej przewidzieć – a przynajmniej tak sądzi ubrana w skóry dziewczyna, która biega za nim po mieście i zaczepia, gdy poobijany nie ma się gdzie udać. Chwilę gadają, trochę się przedrzeźniają i wstępnie zmawiają się, że ona kupi od niego duszę… młody centaur pewny jest, że nic na tym nie straci, w końcu duszy nie ma, ale ona wydaje się za nich dwoje podniecona wizją zakupu. I tak nad ranem znajduje go ponownie i przypomina o układzie. Tylko niech najpierw da jej udowodnić, że umie obandażować jego końską nogę. To już będzie zakład!”

~ KiS(s)

Lawendowy Dwór

“Nadszedł kolejny wielki dzień w życiu Tristana i Rael – po przyjęciu przez niebiankę oświadczyn pora poprosić o błogosławieństwo jej ojca. Cała trójka – szczęśliwa para i dyplomatka Ais będą przyzwoitką dziewczyny – rozesłała listy i teraz, po niespełna dwóch tygodniach oczekiwania, w Lawendowym Dworze pojawił się zaproszony przez nich Gallel Biennevanto – ojciec Rael. Choć błogosławiona zna go bardzo dobrze i nie wydaje jej się, by cokolwiek mogło pójść nie tak, i tak się denerwuje. Gallel jednak zaczął rozmowę z Tristanem przyjaźnie i niewinnie, więc… może nie ma czego się bać?”

~ KiS(s)

Lasy Eriantur

Alice lubi orzeszki. Rozłamywać w pazurkach. Dlatego Xirin daje mu je, by nie lamentował, gdy jego latający eksperyment, będący upierzonym gadem, nazywają wroną. Grunt, że dzięki takim wyjaśnieniom Zirk i Grim wiedzą czego szukać, a nie zastanawiają się co to do siedmiu czereśni jest rostrum. Więc tak – uciszony czarodziej słucha jak ignoranci obrażają jego geniusz, a potem obserwuje jak biały tygrys naturalnie rozdziela zadania. Ale pozwala mu się rządzić w najlepsze. Ostatecznie zaproponowany podział nie jest zły – on wraz z dwoma Puchatkami (wielkimi tygrysami) pójdzie poszukać eksperymentów, a zraniona w nogę Xirin zajmie się małym Rizim, którego dopiero co wyleczyli z zatrucia. Czyż to nie układ idealny? On przyda się ze swoim słuchem, pasiaści będą na jego wezwanie, a Xirin zostanie pełnoprawną niańką. I tak oto grupa jest zgodna, a atmosfera ciepła. Niewiele więcej potrzeba do szczęścia!”

~ KiS(s)