Rozmowy z Bohaterami #4

Calathal i Lotta

To była zamieć

To była zamieć! Błękity nieba przysłoniła szarość, a górzysty teren pochłonęły miliardy tańczących śnieżynek. Nawet Lotta musiała poszukać jakiegoś schronienia, by nie zostać zupełnie zasypaną.

Właśnie dlatego, siedzący w przytulnej jaskini Calathal miał niespodziewaną przyjemność zobaczyć wyłaniającą się z wirów śnieżnej burzy młodą czarodziejkę – a ta, gdy tylko wyczytała z jego aury, że nie jest ostatnim bandziorem, weszła wesoło głębiej i strzepała białe zaspy z ramiączek sukienki. Przypatrzyła się gospodarzowi, dygnęła, pomachała, uśmiechnęła się, dygnęła raz jeszcze i podeszła bliżej.

Lotta: Nie sądziłam, że ktoś tu jeszcze będzie! A w sumie mogłam. Bo kto siedziałby na zewnątrz, gdy tak nic nie widać, prawda? Nawet ja nie i pan też pewnie nie, skoro pan jest tutaj, panie…

Calathal: (jego oczy rozszerzyły się nieco, gdy spojrzał na Lottę, widocznie nie spodziewał się, że ktoś jeszcze postanowi schować się w tej konkretnej jaskini, po chwili nawet wstał i ukłonił się dziewczynie) Calathal Maldragheil. W pobliżu znajduje się sporo jaskiń, w których można schronić się przed zamiecią… Dlaczego wybrałaś akurat tą? Przez przypadek, czyli tak jak ja? Nie przeszkadza mi to, choć mnie to zaskoczyło, ale nie będę cię stąd wyganiał, panienko…?

L: Lotta! Lottana Vasco. Em… nie, chwila… Lottana Vasco-Doyle? (Przykłada palec do brody). Tak! Lottana Doyle. Vasco. A jak wyjdę za mąż to będę mieć trzy nazwiska! Tak? Hmm… chyba tak. Ale to raczej nie w tej jaskini, prawda? Znaczy pan tu jest i ja też i trafiliśmy tu przypadkiem, czyli był to zbieg okoliczności, ale nie sądzę, żebym za pana wyszła, zwłaszcza tu i teraz. Nawet jeżeli to bardzo miłe, że mnie pan, panie Mald… jak? Nie wygoni. Bardzo dziękuję. (Uśmiechnięta kłania się z wdzięcznością i szuka miejsca by usiąść).

C: Miło mi cię poznać i możesz mi mówić po imieniu. Pełnym – Calathal – albo skróconym – Cal. (Wzrusza ramionami, wskazując, że jest mu to bez różnicy, który z wariantów wybierze Lotta) I nie musisz też od razu wiązać ze mną swojej przyszłości. (śmieje się krótko) Nie wiem, jak ty na to patrzysz, ale ja sądzę, że gdy tylko zamieć przejdzie i będziemy mogli ruszyć dalej, to i tak pójdziemy w swoje strony i więcej się nie spotkamy.

L: Och, ależ to bardzo smutne Cal! Znaczy nawet nie to, że nie będziesz moim mężem, ale że tak od razu sobie pójdziemy (siada dość blisko niego). Wydajesz mi się miły. A ja już tak długo podróżuję sama… chyba, że ty tak lubisz. Jesteś tu w końcu sam. Czy może ktoś na ciebie czeka gdzieś niedaleko i pójdziecie dalej w gromadzie?

C: Przynajmniej zdążymy chwilę porozmawiać (milknie na chwilę i zdaje się czegoś nasłuchiwać), bo wygląda na to, że zamieć spędzi w pobliżu jeszcze trochę czasu. I podróżuję sam, przynajmniej aktualnie… Ale zdarza mi się pracować lub podróżować z kimś, czasem tylko z jedną osobą, a innym razem w większej lub mniejszej grupie. A jak to wygląda u ciebie? Przemierzasz Alaranię sama? Z kimś? I… gdzie się udajesz?

L: Ja zawsze wolę mieć towarzystwo! Ale czasami muszę pójść gdzieś sama, jak teraz. Już swoją wielką samodzielną podróż odbyłam i tyle mi wystarczy. Jestem dorosła i samodzielna. Więc znów podróżuję z mamą (uśmiecha się). Polubiłbyś ją, jest niższa ode mnie, ruda i zawsze ma swoje zdanie. Ale jej nie podoba się taki zimny klimat, więc czeka na mnie w mieście. A ja dostarczam wiadomość do takiego pana Pustelnika, który gdzieś tu mieszka. Często chodzimy jednak bez większego celu. Hmm… w zasadzie to nie za bardzo mam jakiś stały dom… a pan? Znaczy się, a ty Cal?

C: Kiedyś miałem coś, co bez zastanawiania się mógłbym nazwać stałym domem, ale to dawne czasy. Teraz niby jestem w trakcie podróży do tego miejsca, lecz nie jest ono tym samym, czym było wtedy (Na krótką chwilę w jego oczach pojawia się smutek). Co to twojej mamy – może i mógłbym ją polubić. Pytanie, czy ona polubiłaby mnie?

L: To zależy. Jeśli byś jej się spodobał to bardzo, a jeśli byś się spodobał mnie, to bardzo nie. Mamuś jest bardzo krytyczna do mężczyzn, którzy mogliby mnie złapać, chociaż sama lubi łapać jakichś dla siebie. Tylko jej nie wychodzi. Złapała jednego raz (to mój tata!), ale potem się skłócili, bo mają inne charaktery. Tata jest bardzo spokojny i go ścigają, a mama lubi podróżować i ściga. Chyba już rozumiem dlaczego nie mam domu… (kiwa głową). Wszyscy zawsze gdzieś w drodze. Ale jeśli ty możesz wrócić do siebie to bardzo dobrze! (Ożywia się). Nawet jeżeli miejsce się zmieniło… och, mam nadzieję, że będziesz mógł tam zostać!

C: Wolałbym tam nie zostawać. Domy zamieniły się w ruinę, a cała wioska jest bez życia. Niezamieszkana… Chociaż nawet nie jestem pewien, czy zostały tam jeszcze jakieś ślady chociażby tego, że kiedyś stały tam budynki mieszkalne… (Próbuje znaleźć inny temat, bo ten wyraźnie przywraca wspomnienia, za którymi nie przepada) Mniejsza z tym, tak myślałem o Pustelniku, o którym wspomniałaś wcześniej i wydaje mi się, że mogę wiedzieć, gdzie mieszka. Jeżeli nie postanowił przenieść się w inne miejsce.

L: Och, naprawdę!? (Jakby podświadomie pozwala zmienić temat i zapomina o wiosce). To byłoby cudownie, gdybyś mi pokazał, gdzie to jest! Bo pokażesz, prawda? (Patrzy z nadzieją).

C: Na początku chciałem ci tylko powiedzieć, jak tam dotrzeć… Ale tak ładnie prosisz, że chyba będę musiał cię tam zaprowadzić (Znów zaśmiał się krótko, jak na początku tej rozmowy). Wcześniej zwróciłem uwagę na to, jak byłaś ubrana, gdy tu weszłaś. Nie wyglądasz na lodowego elfa, ale też jesteś odporna na zimno?

L: Jestem! Czarodziejką. Ale mam sporo wspólnego z lodem i zamieciami… w sumie to niechcący wyszło! Kiedyś władałam tylko magią wody, ale potem od pewnego wampirzego kapitana dowiedziałam się jak tworzyć lód… no i moją drugą rodziną są białe niedźwiedzie. Zmiennokształtni. Nauczyłam się – ojej, nauczyłam! – jak radzić sobie z mrozem. Dla ciebie to naturalne, prawda? Ale macie fajnie! Zobacz, gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach mogłabym pójść z tobą. I w sumie jeśli kiedyś wpadniemy na siebie jeszcze raz to pójdę. Chciałabym poznać więcej lodowych elfów!

C: Tak… Moje ciało od urodzenia jest niewrażliwe na zimno. Dlatego niby mógłbym podróżować w czasie zamieci, ale jest to strasznie niekomfortowe, więc postanowiłem, że ją po prostu przeczekam. Zmiennokształtni są twoją drugą rodziną? (Po tym pytaniu, przez krótką chwilę zastanawiał się nad czymś) Póki tu razem siedzimy, możesz mi o tym opowiedzieć więcej, jeśli to nie problem. Zaciekawiło mnie to.

L: Och, oni są ciekawi! Wiesz, mieszkają całkiem daleko, za oceanem. Jest u nich bardzo zimno, a oni wszyscy są duzi i taaacy mili! I biali. Nauczali mnie magii lodu… Życia w tamtejszym klimacie, polowania… och, bo dali mi to! (Z dumą przykłada palce do naszyjnika). To ich mały skarb. Dzięki temu mogę zamieniać się w niedźwiedzia, jak oni! Pokazali mi jak tropić i przetrwać. Znaczy bardziej niż już umiałam. Ale potem wróciłam. Ostatecznie urodziłam się tutaj i mam tu mamę i tatę. No i znajomych! Właśnie – może zostaniesz jednym z nich? Będę ci opowiadać same ciekawe rzeczy!

C: Nie, raczej nie… Pasuje mi to, kim jestem teraz. (przestaje mówić i znów czegoś nasłuchuje) I wygląda na to, że zamieć jednak opuszcza nas trochę szybciej, a nawet jeśli nadal pada śnieg, to na pewno wiatr zaczął się uspokajać. Jeśli chcesz opowiedzieć mi coś jeszcze, to może w czasie drogi?

L: (Nie rozumiejąc, że Cal chce zostać Calem, a nie jej znajomym, podnosi się ochoczo). Chętnie! Mogę powiedzieć więcej o rodzinie Vasco, o tym jakich mam tu przyjaciół i nawet pokazać ci jak się zmieniam, chociaż wymagato zdjęcia ubrania…